Bądź na bieżąco - RSS

I po okienku. Czas na Manuela Almunię

1. Wrzesień 2010 | View Comments | Przemyślenia | Mariusz

Dokładnie 19. sierpnia, czyli niecałe dwa tygodnie temu, zamieściłem na blogu wpis, w którym jasno wyraziłem swoje ówczesne obawy. Pisałem wtedy:

Ponieważ Arsene Wenger lubuje się w dokonywaniu transferów na początku i/lub na końcu okienka transferowego, znajdujemy się dziś w pozycji tego głodnego studenta, którego zna już cały akademik i dokładnie wie w jakim celu chodzimy od drzwi do drzwi naszych sąsiadów.
(…)
Wedle najlepiej poinformowanych źródeł, sprowadzenie Schwarzera miało nastąpić w ostatnich dniach, stosunkowo szybko. Dziś natomiast dowiadujemy się o sporej rozbieżności pomiędzy klubami. Zaczynam poważnie zastanawiać się czy doświadczony GK Fulham faktycznie trafi na Emirates Stadium.

Chodziło oczywiście o ryzykowane przeciąganie transferu do ostatnich dni okienka. Uważam, że Schwarzer był dla nas na tyle ważny, iż nie powinniśmy byli doprowadzić do takiej sytuacji. Mam żal do Klubu, że rozegrał to w ten sposób. Skoro powszechnie było wiadome, że staramy się o nowego bramkarza, że składamy ofertę za Marka Schwarzera, to każdy rozgarnięty człowiek (w tym także Almunia) zdawał sobie sprawę, że zaufanie do obecnych bramkarzy bardzo podupadło. Skoro mówi się A, trzeba powiedzieć i B. My zostaliśmy dziś z Ą

Nie potrafię odgadnąć co takiego mogło się stać, że ostatecznie do porozumienia między Fulham i Arsenalem nie doszło. Z całą pewnością kontuzja Davida Stockdale’a, negocjacji nie ułatwiła. Trudno było przewidzieć ten uraz w ostatnich dniach sierpnia. Zastanawiam się jednak, czy faktycznie nie mieliśmy w tym wypadku żadnej alternatywy? Czy w ostatnich kilkudziesięciu godzinach naszym planem był „Mark albo nikt”? To tylko potwierdzałoby zbyt optymistyczne podejście Arsenalu do sprawy tego transferu.

Robiąc krok do tyłu i spoglądając na całe okienko transferowe, przyznaję że zakupy Chamakha, Koscielnego i Squillaciego wydają się być (tradycyjnie) świetnymi posunięciami. O przydatności Marouane’a zaświadczą zapewne najbliższe tygodnie, gdy nie będziemy mogli korzystać ani z Robina, ani z Nicklasa. Czwórka środka defensywy: Thomas, Laurent, Sebastien i Johan to optymalne zestawienie na początek sezonu. Szczególnie mocno trzymam kciuki za Koscielnego. Oby z każdym kolejnym meczem nabierał swobody i pewności. W parze z Vermaelenem prosperują na świetny duet obrońców. Dorzućmy do tego odejście Eduardo, wygaśnięcie umów czterem obrońcom (Gallas, Silvestre, Campbell, Senderos) oraz kilku młodszych zawodników, których wypożyczyliśmy innym klubom i już – będziemy mieli obraz minionych dwóch miesięcy kupowania i sprzedawania.

Na koniec chciałbym wrócić raz jeszcze do pozycji bramkarza. Nie łudzę się, że Arsenal w ostatniej minucie okienka, wysłał do władz ligi faks, który zostanie rozpatrzony dzisiejszego dnia. Wygląda na to, że Almunia zostaje naszym numerem 1 co najmniej przez kilka najbliższych miesięcy. Domyślam się, że ta sytuacja jest tak samo zaskakująca dla kibiców jak i dla samego Manuela. Już przed meczem z Blackpool dało się w głosie Hiszpana słyszeć rozżalenie i smutek. To całe zamieszanie toczące się za jego plecami było dla niego nad wyraz wymowne. Sytuacja się jednak zmieniła. Mamy pierwszy dzień września, do kolejnego okienka następne pół roku, więc nie pozostaje nam nic innego, jak wspólnie, siłą wszystkich kibiców, zacząć wspierać Almunię w naszej wspólnej drodze do sukcesu.

Dalsze kpienie z Almunii w niczym nam nie pomoże. Nie skusimy tym Wengera do szybszego sprowadzenia bramkarza. Ja sam czuję się na tyle odpowiedzialny za Klub, że obiecuję zmienić swoje nastawienie do Manuela. Na szczęście ostatnie spotkanie z Blackburn wlało w moje serce odrobinę nadziei, że nie wszystko jeszcze stracone. Jest nadzieja, że wspólnie zdołamy wykrzesać z Manuela te same pokłady pewności siebie, które widzieliśmy u niego przed dwoma laty. Nie bez powodu wielu publicystów zastanawiało się wtedy o możliwości powołania go do reprezentacji Anglii.

Pamiętajmy, że Arsenal Wengera nie był i nie jest klubem pokroju dzisiejszego Man City lub Realu Madryt. W naszej historii znajdziemy dzięki temu wiele przykładów, które świadczą o tym, iż Arsenal (a w dużej mierze także kibice) wspierają i pomagają swoim zawodnikom w niełatwych dla nich sytuacjach. Skoro mamy ten system tak dobrze przećwiczony, zastosujmy go raz jeszcze w przypadku Almunii.

Tagi: , , , , ,

EPL: Blackburn 1-2 Arsenal. Theo rujnuje ‘reputację’ Hansena

29. Sierpień 2010 | View Comments | Podsumowanie meczu | Mariusz

Po wczorajszym meczu z Blackburn byłem tak napakowany emocjami, że musiałem je jakoś okiełznać. Pomyślałem, że spacer będzie odpowiednim do tego sposobem. Ponieważ w ten weekend, w moim mieście odbywa się dwudniowy festyn, który nosi dumną nazwę „Dni Tomaszowa”, korzystając z okazji, udałem się na niedaleko położone błonie. Spacerując pomiędzy straganami z kiełbaskami i piwem, przyglądając się rozstawionemu nieopodal „wesołemu miasteczku” oraz widząc średniej wielkości grupę ludzi zgromadzoną pod główną sceną – poczułem się jakbym był fanem Blackburn odwiedzającym swój stadion. Na estradzie, przy licznie zgromadzonych dzieciach, jakiś Koniu czy inny Skiba rzucał żartami takiego kalibru, że nie powstydziłby się ich żaden rubaszny kawalarz. Atmosferę dopełniały grupki młodzieży stołujących się tego dnia piwem zamiast domowym obiadem. Klimat doprawdy specyficzny. Ani trochę nie przypominał tego sprzed kilku lat, gdy koncertowały tu prawdziwe gwiazdy polskiej muzyki rockowej, a ludzi zgromadzonych pod sceną szacowało się na 15 tysięcy.

Zastanawiam się jak mocno musiałbym być związany z klubem Blackburn, by doceniać styl gry tego zespołu. Jedyną rekompensatą mogłaby być chyba tylko świadomość, że ta fizyczność i schematyczność gry przynosi jakieś skutki, dzięki czemu o punkty walczyć można nawet z takimi zespołami jak Arsenal, Man Utd czy Chelsea.

Tym razem obrona twierdzy „Ewood Park” się nie powiodła. Znajoma „taktyka” została zastosowana raz jeszcze. Sam Allardyce – to trzeba mu oddać – potrafi w każdym klubie zbudować zespół specjalizujący się w grze dłuuuuuga piłką w pole karne rywala. I faktycznie, to tez trzeba oddać Allardycowi, potrafi on zarządzać tym bałaganem, który powstaje pod bramką przeciwnika. Nie zdziwiłoby mnie, gdyby okazało się, że jego drużyna częściej na treningach główkuje, niż kopie piłkę nogą. Na szczęście „mistrz zarządzania kryzysem” poległ na własnym stadionie. Poległ z tym samym Arsenalem, który „nie potrafi radzić sobie z ficzycznie grającymi zespołami”.

Więc cóż to za drużyna, która przeciwstawiła się tak fizycznemu zespołowi? – chciałoby się spytać. Okazało się, że to ten sam Arsenal (z wymienionym w obronie Gallasem na Koscielnego). To ten sam Arsenal, z którego żartowali sobie niektórzy publicyści, sugerując że wystarczy kopnąć jednego z naszych zawodników, a droga do bramki staje się łatwiejsza.

Wenger sięgnął po skład, który nie był dla nas wielkim zaskoczeniem. No może oprócz posadzenia na ławce Chamakha i wstawieniem do wyjściowej jedenastki Robina. Od pierwszej minuty rozpoczął także Fabreagas, który posadził na ławce Rosicky’ego. Desygnowana drużyna wyglądała na interesującą i dającą nadzieję na korzystny wynik. A jak poszło poszczególnym zawodnikom? Oto moje krótkie spostrzeżenie…

Jeśli zacząć tradycyjnie od bramki, to muszę przyznać, że inaczej niż zazwyczaj oceniam postawę Almunii. To był chyba jego jedno z najlepszych, jeśli nie najlepsze spotkanie od czasów domowego meczu z Barceloną. Nie ukrywam, że drżałem o występ Mauela. Pamiętałem wyczyny Fabiańskiego i metody preferowane wtedy przez rywala. Na szczęście Almunia był wczoraj bezbłędny. Nie zanotowałem ani jednej jego pomyłki, ani jednego niepotrzebnego, nerwowego zachowania. Co więcej, zaimponował mi, gdy w pewnym momencie starł się oko w oko z Dioufem, by po chwili wymachiwać przed nim palcem. To raczej rzadkie i niespotykane wcześniej zachowanie u naszego GK. Takiego Manuela chciałbym oglądać zawsze – zdecydowanego i pewnego siebie.

Kluczowymi postaciami meczu (prócz bramkarza) mieli być dwaj środkowi obrońcy. To oni musieli przejmować siłę ognia wroga, czyli rywalizować w walce o górne piłki. Vermaelen prócz jednego błędu w drugiej połowie (przy przyjęciu piłki) zaprezentował się bardzo dobrze. Tego zresztą po nim oczekiwaliśmy. Spory znak zapytania stał za to przy Koscielnym, który nigdy wcześniej nie miał okazji grać w spotkaniu podobnym do tego. Czytam niektóre komentarze po tym meczu i widzę, że Francuz stracił u wielu zaufanie, swoim błędem przy wyrównującej bramce dla Blackburn. U mnie jednak wciąż znajduje się on na faworyzowanej pozycji.

Głównym argumentem, który ma przemawiać na niekorzyść Koscielnego, ma być ten mówiący o braku siły fizycznej. Za dowód podaje się przegraną akcję przy bramce Dioufa w 27 minucie. Nie ukrywam, że byłoby mi bardzo miło, gdyby Laurent przybrał te kilka kilogramów i stał się nieco potężniejszym obrońcą. Oglądam jednak powtórkę tej bramki i nie jestem pewny, czy te dodatkowe kilogramy, akurat w tym momencie byłyby mu pomocne. Wydaje się, że głównym czynnikiem przemawiającym za przegranym pojedynkiem z rywalem była tam szybkość. Diouf złapał futbolówkę jako pierwszy, więc nawet jeśli Laurent chciałby wtedy potraktować go swą fizycznością (po tym jak on trącił już piłkę), zobaczyłby zapewne żółty kartonik za faul na rywalu. Nie wiem jaki był zamiar Koscielnego w tej ackji (czy myślał, że Diouf ucieknie mu do linii końcowej, czy też chciał wybić piłkę na rzut rożny?). Widać jednak po kierunku biegu rywala, że jeśli będzie przy piłce szybciej, to spróbuje zbiegać z nią w kierunku bramki. Lurent mógłby utrzymać się przy rywalu, pod warunkiem, że zmieniłby kierunek biegu, w stronę pola karnego. To oczywiście nadal jego błąd – jednak w mojej ocenie nie spowodowany brakiem siły fizycznej, ile jego szybkości lub właściwego odczytu zamiaru przeciwnika.

Poza tą jedną sytuacją postawa naszego nowego obrońcy zasługuje na słowa uznania. Bombardowany wysokimi piłkami dawał sobie z nimi radę całkiem nieźle. Szczególnie udaną miał jednak drugą połowę, gdy zaliczył zdecydowanie więcej udanych interwencji w polu karnym niż Vermaelen. Ostatnie minuty meczu (gdy Blackburn nieco przycisnęło) były w jego wykonaniu wyśmienite. Pamiętajmy, że Koscielny rozegrał właśnie swój drugi mecz na wyspach, przeciw jednemu z najtrudniejszych i najbardziej siłowo grających zespołów. Zarówno w pierwszej kolejce (na Anfield) jak i w sobotę (Ewood Park) był w mojej ocenie jedną z wyróżniających się postaci. Trudno znaleźć w Anglii dwa trudniejsze miejsca, w których intensywniej smakować można styl angielskiego futbolu. Laurent przeszedł jednak te testy z pozytywnym wynikiem.

W przypadku Gaela Clichy’ego też muszę dokonać zastrzeżenia co do straconej bramki. W tamtej sytuacji wybitnie nie upilnował swojego zawodnika. Stał przed bramką kilka dobrych sekund nie mając zielonego pojęcia, że zza pleców wybiega mu zawodnik, którego powinien pilnować. Odpowiedzialność za straconego gola rozkłada się również na niego. Poza tym jednym momentem uważam jego występ za bardzo dobry. Raz za razem toczyć musiał pojedynki z ruchliwym Dioufem, który naciskał na niego przy każdej możliwej sposobności. Doświadczenie było jednak tego wieczoru po stronie naszego zawodnika. Uwielbiam jego zwinność, przebojowość i sposób wyprowadzania piłki z własnej strefy boiska: podanie i wyjście na pozycję. Ileż razy niezmordowany biegał do przodu?

Z drugiej strony równie dobre spotkanie zaliczył Sagna. Od początku tego sezonu stanowi on niezwykle wrażliwy punkt naszej drużyny. Mając z przodu przebojowego Walcotta, ma więcej miejsca do zagospodarowania przed sobą. Z Blackburn, po świetnym rajdzie przy linii i wycofaniu do Cesca (sytuacja bliźniacza do gola Diaby’ego w spotkaniu z Blackpool) stał się głównym reżyserem drugiego trafienia dla Arsenalu. W pierwszej połowie zaś wykazał się niebywałą odpowiedzialnością i chłodnym umysłem. Po jednym z rzutów rożnych pod bramką Robinsona, gospodarze ruszyli z kontrą. Sytuacja nie była różowa, bo na skrzydle Clichy walczył z jednym z zawodników Blackburn, zaś w środku pola Sagna, osamotniony pomiędzy dwoma nacierającymi graczami gospodarzy trzymał linię obrony. Dzięki przytomności Baca udało nam się złapać ich na spalonym. Wolę nie myśleć jak potoczyłby się mecz, gdyby w tamtym momencie padł gol na 1-0 dla miejscowych.

Tym razem do gry w pomocy Arsene Wenger desygnował : Songa, Fabregasa i Diaby’ego. Nie tyle byłem zaskoczony obecnością Cesca, ile nową fryzurą Alexa. Nie zamierzam się nawet zastanawiać czy jej obecny wygląd był zamierzony, czy też fryzjer nie do końca zrozumiał intencje naszego zawodnika. Mogę tylko powiedzieć, że z wyglądu przypomina mi teraz moją sąsiadkę (tylko trochę mniej opaloną). Szkoda, bo za nią nie przepadam.

Przed meczem zastanawialiśmy się czy Cesc jest już gotowy do gry w pierwszym składzie. Teraz wiemy, że na mecz z Blackburn gotowy nie był. Zanotował kilka niedokładnych podań i mało spotykanych u niego strat piłki. Wspomagający go Song nie był wcale lepszy. On również dał się poznać od tej gorszej strony. W przypadku Alexa z czasem ta statystyka się jednak poprawiła. Fabregas, najwyraźniej z braku sił musiał opuścić boisko przed 70 minutą. Wątpię by był zadowolony ze swojej gry. Tym bardziej, że na drodze do wpisania się na listę strzelców stanął mu Theo Walcott.

Dla Diaby’ego specjalnie zostawiłem sobie osobny akapit. Oglądając spotkanie „na żywo” wyłapałem oczywiście kilka jego fajnych interwencji. Nerwy nie pozwoliły mi jednak na przyjrzenie się jego grze w pełni. Dopiero dziś, oglądając na spokojnie ten mecz raz jeszcze, mogą powiedzieć, że był w nim wyśmienity. Wygrywał pojedynki w środku pola, uwalniał się spod opieki rywali i celnie podawał. Skuteczność jego podań była najwyższa spośród naszych pomocników i wyniosła 90%. Czekam teraz tylko, by obok Songa, także Abou stał się kolejnym niezwykle cennym i niemal niemożliwym do zastąpienia zawodnikiem środka pola.

Przejdźmy jednak teraz do najlepszego (w mojej ocenie) gracza tego spotkania. Nie wiem jak czuł się Alan Hansen w chwili, gdy po pięknej akcji Arszawina, Robina i Theo, ten ostatni kapitalnym strzałem po długim rogu rozerwał w bramce siatkę. Może utknęło mu w gardle coś co właśnie przełykał (mam taką nadzieję). We wczorajszym „Match of the Day” poużywał sobie Alan Shearer, który w szyderczy sposób wytykał Hansenowi idiotyzmy wygadywane przez niego tydzień wcześniej. I co…? Pan ‘ekspert’, były piłkarz Liverpoolu dalej brnie w swoje dyrdymały o braku piłkarskiego mózgu. Nic to. Mam nadzieję, że przyjdzie w końcu taki moment, gdy ten człowiek zje ze wstydu własną koszulę.

Theo jest w gazie. O jego pewności na boisku niech świadczą strzały w drugiej połowie meczu. Wreszcie poczuł się silny i widać to wyraźnie w jego grze, w sposobie poruszania się i po błyskawicznie podejmowanych decyzjach. Bramka w 20 minucie była prawdziwym popisem jego możliwości. Błyskawiczny start do piłki, zostawienie za sobą obrońcy i silny, precyzyjny strzał, po którym futbolówka wpada do bramki tuż przy słupku. W ten oto sposób, po trzech ligowych meczach Walcott ma na koncie 4 bramki i jest najlepszym strzelcem wicelidera Premier League. Chyba wszyscy zdajemy sobie sprawę, ze to początek drogi Theo do wielkiej sportowej kariery. Ma on wszak dopiero 21 lat i wizję wspaniałego sezonu przed sobą. Fjo, proszę o więcej.

Nie powinno nas specjalnie dziwić, że drugą bramkę dla naszego zespołu zdobył ofensywny zawodnik na przeciwległym skrzydle. Zarówno Rosjanin jak i Anglik bardzo dobrze pracowali po obu stronach boiska. Grający na środku Robin van Persie zaliczył asystę przy bramce Walcotta, zaś zastępujący go w drugiej połowie Chamakh swoim podaniem do Sagny zapoczątkował akcję przy drugiej bramce. Formacja ofensywna spisała się więc na medal.

Zwycięstwo na Ewood Park jest przykładem na to, że jak się tylko chce, to można. Musimy pogodzić się z faktem, że osiłkami jak Samba, nasi zawodnicy nie będą. Preferujemy inny styl gry niż Blackburn. Nie możemy budować drużyny pod konkretnego rywala, pod rywalizację z dużymi, silnymi facetami. Sztuką jest zachować swój charakter gry i narzucać go innym. Przez spore części wczorajszego meczu, udawało nam się to całkiem skutecznie.

Po zwycięstwie na Ewood Park, łatwiej nam wszystkim patrzyć w przyszłość z optymizmem. Z całą pewnością samoocena drużyny też bardzo wzrosła. Aż żal wysyłać teraz chłopaków na zgrupowania reprezentacji. Kolejne spotkanie z Boltonem (u siebie) moglibyśmy rozegrać siłą rozpędu, z uzasadnioną nadzieją na kolejny korzystny rezultat.

Biorąc pod uwagę fakt, że mamy za sobą trzy ligowe kolejki, a dwie z nich odbyły się na trudnym terenie, to zdobycz 7 punktów jest bardzo przyzwoitym wynikiem. Teraz czas na reprezentacje. Arsenal swój kolejny mecz rozegra dopiero 11 września. Trzymajmy kciuki, by chłopcy wrócili w jednym kawałku.

Tagi: , , , , , , , ,

Przed 3. kolejką EPL: Blackburn vs Arsenal

27. Sierpień 2010 | View Comments | Zapowiedź meczu | Mariusz

Jeśli mając za sobą setki lub tysiące obejrzanych meczów piłki nożnej, byłeś przeświadczony, że w tej grze zwyciężają zazwyczaj drużyny lepsze technicznie, lepiej podające piłkę, lepiej przygotowane taktycznie i z lepszymi piłkarzami – to w sobotę Sam Allardyce zrobi wszystko by przekonać cię, że tkwiłeś w błędzie.

Od 2008 roku, gdy Allardyce przybył do Blackburn, Arsenal nie miał większych problemów z pokonaniem jego drużyny. Niestety zmieniło się to w maju tego roku. Wtedy to Blackburn na własnym stadionie ograło Kanonierów 2-1. Co jednak najistotniejsze, wszystkie bramki w tym spotkaniu padały po rzutach rożnych. Swoje oba gole gospodarze zdobyli w ten sam sposób – obstawiając Fabiańskiego swoimi zawodnikami i przeszkadzając mu w interwencji. Pech Polaka polegał na tym, że został okrzyknięty winowajcą porażki, choć tego dnia rozegrał solidne spotkanie.

Wygląda na to, że w sobotnie popołudnie nasi rywale będą mieli jasną i czytelną taktykę przeciw Arsenalowi – stosować dokładnie ten sam schemat wykonywania rzutów rożnych, jak robili to w ostatnim majowym meczu. Możemy być pewni, że Almunia będzie miał pełne ręce roboty. Blackburn trudni się w stałych fragmentach gry. Wszelkie rzuty z autu (równie dalekie jak te Delapa), wspomniane kornery i rzuty wolne, będą głównym celem tej drużyny w pojedynku z ekipą Wengera. Gospodarze mają w składzie dwie niezwykle groźne wieże: Sambę i N’Zonziego i nie zawahają się ich użyć.

Arsenal będzie musiał przenieść się więc z nieba do piekła. Spotkanie z Blackburn w żaden sposób nie będzie przypominało naszego ostatniego meczy z Blackpool. Możemy zapomnieć o otwartej, ofensywnej grze, wyliczonej na wymianę ciosów. Chociaż nie… Ciosy mogą padać, tyle że w walce wręcz przy stałych fragmentach gry. Zespół Wielkiego sama lubi grać na swoim stadionie, czego przykładem może być ich zwycięstwo 1-0 nad Evertonem w pierwszej kolejce. W poprzednim sezonie 3 punkty zdobyły tam jedynie cztery drużyny: Everton, Aston Villa, Tottenham i Man City. Ewood Park jest więc niezwykle trudnym terenem, a z wywiezienia stamtąd kompletu oczek cieszą się wszyscy, niezależnie od zajmowanej w tabeli pozycji.

Po stronie Kanonierów do składu wraca po kontuzji Denilson. Pauzujący z Blackpool za czerwoną kartkę Laurent Koscielny również wraca do składu meczowego. Do wyjściowej jedenastki mogą oczywiście być również włączeni dwaj nasi finaliści z MŚ w RPA: Fabregas i van Persie. Wciąż poza drużyną pozostają: Bendtner, Nasri, Ramsey i Frimpong. Nowy nabytek Arsenalu, Sebastien Squillaci trenował co prawda z zespołem w piątkowy poranek, ale nie został zabrany przez Wengera na spotkanie wyjazdowe z Blackburn.

Oto statystyki przedstawione wczoraj w ATVO. Sam Allardyce i jego bilans meczów z Arsenalem na własnym boisku oraz na Emirates Stadium i Highbury.

W sobotę najbardziej narażoną na siłowe zmaganie się z rywalem będzie rzecz jasna formacja obrony. Na bramce zobaczymy oczywiście Almunię. Wyobrażam sobie jak wiele osób modliło się (łącznie ze mną), by przed meczem z Blackburn był już zakontraktowany w klubie nowy bramkarz. Niestety, nie udało się tego zrobić, więc musimy zawierzyć formie Hiszpana. Mam nadzieję, że nasi trenerzy przygotowali Almunii solidną wyprawkę przed tym meczem, włączając do niej wideo z ostatniego mecz na Ewood park Łukasza Fabiańskiego.Oby Manuel wyciągnął z tego wnioski i przygotował się nawet na walkę wręcz we własnym polu bramkowym.

W defensywie spodziewam się ‘spodziewanej’ czwórki. Ponieważ po odsłużeniu niesłusznej drugiej żółtej (i w efekcie czerwonej) kartki w meczu z Liverpoolem, do zespołu wraca Koscielny, toteż obok Vermaelena winien on pełnić filar naszej defensywy. Po prawej stronie obrony zobaczymy zapewne solidnego Sagnę, a po lewej Clichy’ego. Przyznaję się bez bicia, że gdybyśmy byli dziś w dalszej części sezonu, a Gibbs miałby za sobą kilka rozegranych spotkań, postawiłbym na lewej obronie właśnie na młodego Anglika. W takim meczu jak ten z Blackburn, każdy dodatkowy centymetr wzrostu, może być na wagę punktu.

Skoro więc szukam centymetrów, to nie mogę nie brać ich pod uwagę, kompletując naszą linię pomocy. Dzięki temu, iż do obrony wraca Laurent, poczciwy Song może być w końcu przesunięty na swoja nominalną pozycję defensywnego pomocnika. Obok niego z oczywistych przyczyn widzę Diaby’ego. Abou złapał chyba właściwy rytm i jest już gotowy do gry na wysokim poziomie. Byłoby miło, gdyby potwierdził to przeciw tak wymagającemu fizycznie rywalowi jak Blackburn. No i na koniec trzeci z muszkieterów… W tym wypadku nie chciałbym być w skórze Arsene’a Wengera. Wybór pomiędzy Rosickym a Fabregasem jest niewiarygodnie trudny. Odesłanie Tomasa na ławkę, byłoby dla mnie jak morderstwo. Po tym co chłopak pokazał w ostatnim spotkaniu (ale także w meczu na Anfield), byłaby to dla niego nieprawdopodobna kara. Z drugiej strony mamy jednak Cesca, naszego kapitana i najlepszego zawodnika tej drużyny. Podejrzewam, że w tym momencie wybór pomiędzy tymi dwoma graczami ograniczy się do decyzji, który z nich jest w danym dniu w lepszej formie (a tu przewagę ma chyba Czech). Choć kto wie… Może Boss ich pogodzi i wciśnie do wyjściowej jedenastki obu?

Jeśli trzymać się zasady, by tego co działa i spisuje się całkiem dobrze nie ruszać, powinniśmy zobaczyć w sobotę identyczne trio ofensywne, jakie widzieliśmy przeciw Blackpool. Bezsprzecznie na miejsce w jedenastce zasłużył sobie Walcott. Trzy gole w jednym meczu dają nadzieję, że Theo łapie pewność siebie i wreszcie może zrobić ten niezwykle potrzebny dla jego kariery krok, stać się regularnym zawodnikiem pierwszego składu. Także Chamakh za prace wykonaną przed tygodniem, winien zachować swoje miejsce na środku ataku. Z jednej strony daje nam to ogromną przewagę w grze ofensywnej, przy dośrodkowaniach pod bramką Robinsona. Z drugiej zaś strony jest to kolejny świetnie grający głową zawodnik do bronienia naszej bramki przed kornerami gospodarzy.

W mojej ocenie Arszawin w zupełności odpracował swoje winy ze spotkanie przeciw Liverpoolowi. Z Blackpool zagrał wreszcie tak jak sobie tego życzyłem. Wiem, że krążą poglądy, iż Wenger może zdecydować się na wystawienie w jego miejsce van Persiego. To też jakiś argument – włączenie do składu jeszcze jednego wysokiego gracza. Ja jednak spróbowałbym z Andrzejem. Liczę, że zdołamy utrzymywać się przy piłce znacznie dłużej niż rywal, a Rosjanin wyczaruje choćby jedną świetną akcję. Poza tym, jest on doskonałym zawodnikiem do wyprowadzania kontr – a możemy tylko domyślać się jak często Blackburn będzie wysyłał w nasze pole karne woich wysokich graczy.

Wygląda więc na to, że zaryzykowałbym wyjście na Ewood Park taką drużyną:

Almunia
Sagna – Koscielny – Vermaelen – Clichy
Rosicky – Song – Diaby
Walcott – Chamakh – Arszawin

Nie ukrywam, że sen z powiek spędza mi brak w powyższym składzie Cesca i Robina. Obaj rozumieją się na boisku bez słów i mają niezły bilans meczów z Blackburn. Holender może nawet popisać się strzeleniem im 10 bramek w dziewięciu spotkaniach. Jestem niezwykle ciekawy jak rozwiąże to Wenger i w których miejscach dokona roszady. Prawda jest taka, że mamy dziś niezwykle wyrównaną drużynę i niełatwo jest odsunąć kogoś na ławkę, nawet gdy na jego miejsce ma wskoczyć któryś ze wspomnianej dwójki zawodników.

Oczywiście mecz będzie trudny i wyczerpujący. Musimy przygotować się na totalną walkę fizyczną. Trzymam za nas kciuki, gdyż ewentualne zwycięstwo z Blackburn, w dodatku na wyjeździe, byłoby niezwykłym dopalaczem dla tej drużyny na dalszy etap ligowego sezonu.

Tagi: , , , ,
  • TWITTER



  • KALENDARZ WPISÓW

    Wrzesień 2010
    P W Ś C P S N
    « sie    
     12345
    6789101112
    13141516171819
    20212223242526
    27282930  

Arsenalizacja on Facebook
Page 1 of 8512345102030...Last »