Bądź na bieżąco - RSS

EPL: Arsenal 0-3 Chelsea

30. Listopad 2009 | View Comments | Bez kategorii | Mariusz

Cesc vs Chelsea

Przede wszystkim chciałbym przeprosić za spóźniony tekst i okrojony nieco w swej formie. Zrzucam wszystko na barki mojego dostawcy internetu, który zrobił sobie dziś wolne i od rana nie raczył mnie dostępem do sieci. Na szybko więc spisałem pierwsze ważniejsze myśli i je opublikowałem. Wychodzę z założenia, że lepiej w ten sposób niż w ogóle – jutro będą nowe tematy do analizy.

Ten weekend był dla mnie rozczarowujący z kilku powodów. Przede wszystkim wynik spotkania. Porażka na własnym stadionie 0:3 nigdy nie jest sprawą przyjemną. Tym gorzej, jeśli wynik przypomina ci mecz sprzed kilku miesięcy. Mecz będący apogeum naszej rozpaczy minionego sezonu. Rozczarowanie mieszające się ze smutkiem, towarzyszyło mi także w trakcie meczu. Stan ten objawiał się w chwili, gdy znajdowaliśmy się przed polem karnym Chelsea i nijak nie potrafiliśmy znaleźć sobie drogi do bramki Cecha. Dobijające były także zdjęcia pokazujące pustoszejący stadion na 7 minut przed dziewięćdziesiątą minutą meczu. Wiem, że powinienem się do tego przyzwyczaić – widuję przecież te obrazki tak często… no ale tym razem jakoś mnie to mocniej tknęło. Na koniec tej serii rozczarowań i smutków dobiły mnie komentarze kibiców na polskich (i nie tylko) forach Arsenalu.

Musimy przyznać to otwarcie – nie jesteśmy obecnie zespołem, który odważnie, z pewnością siebie, poukładany i zdeterminowany kroczy ku zwycięstwu w lidze. To gracze Ancelottiego wyglądali na boisku na pewnych siebie, przeświadczonych, że nakreślona taktyka przez trenera przyniesie oczekiwany efekt. Skupieni byli głównie na wypełnieniu nałożonych na nich zadań taktycznych. Postawili na defensywę, co okazało się najlepszym rozwiązaniem. Gdy zbliżaliśmy się pod bramkę Cecha, zostawiali nam nieco miejsca po bokach, skupiając się głównie na obronie przed własnym polem karnym. Wiedzieli, że nasze dośrodkowania wielkich kłopotów sprawić im nie mogą. Bardziej obawiali się rozegrania piłki na 20-30 metrze i wrzucenia jej prostopadle w pole karne – tutaj wykonywali największą robotę w defensywie.

Frustrujące mogły być także wysokie, długie centry Sagny, które lądowały na głowach Terry’ego czy Carvalho. Rozwiązaniem mogłyby być dośrodkowania w stylu tych, jakimi popisał się przy golach Ashley Cole. Musiałoby to być jednak zgrane z naszymi ofensywnymi zawodnikami. Tymczasem ani Eduardo ani Arszawin nie wybiegali na krótki słupek, a czekali głęboko między środkowymi obrońcami Chelsea. Nie tu jednak upatrywałem naszej szansy na zdobycie gola. Liczyłem bardziej na szybkie rozegranie piłki, niekonwencjonalne podanie, lub ewentualnie próby strzału zza pola karnego. Brakowało mi często większego ruchu z przodu, by gracz z piłką miał szersze pole manewru przy wyborze podania.

Każdy przed spotkaniem wiedział, że fizycznie ciężko będzie dorównać Chelsea w walce o górne piłki. Upatrywałem naszej szansy w błyskotliwej grze po ziemi, gdzie naszym podstawowym sprzymierzeńcem byłaby technika naszych piłkarzy. Kilka razy otarliśmy się o szansę na zdobycie gola. Mam tu na myśli te dwa lub trzy podania do Eduardo. Chorwat ewidentnie nie jest w formie, jaką prezentował przed kontuzją. Za każdym razem, gdy znajdował się w sytuacji na oddanie strzału, szukał swojej silniejszej nogi. Wystarczy, że wspomnę nasze zwycięstwo 2:1 na Stamford Bridge, gdy dwie bramki strzelił van Persie. To jest właśnie różnica, jaka dzieli tych dwu graczy. Holender wykańczał akcję błyskawicznie, bez namysłu, niemal intuicyjnie. Pierwszy bramka z prawej nogi, zaś druga po obrocie z lewej. Eduardo musi zdawać sobie sprawę, że w meczach z topowymi zespołami każdy kontakt z piłką w polu karnym rywala jest na wagę złota.

Trudno mi ocenić czy Chorwat definitywnie nie nadaje się do gry jako samotny napastnik (musi mieć przy sobie kogoś do pomocy, z kim mógłby rozegrać piłkę i uciec do przodu), czy też spotkanie z Chelsea było dla niego zbyt wymagające w tym momencie, gdy niejako na siłę występuje na tej pozycji, raptem drugi czy trzeci raz w sezonie.

Stwierdzam jednak, że nasza gra na przestrzeni całego spotkania nie była tak zła jak wskazywałby na to wynik. Byliśmy stroną dominującą przez większą część meczu. Działo się tak po części z powodu taktyki stosowanej przez rywala, po części zaś dzięki naszej solidnej pracy w środku pola. Laurki nie zamierzam wystawiać żadnemu z naszych graczy, bo nawet ciężka robota wykonywana przez Rosjanina, nie była wystarczająca do wykreowania okazji strzeleckich. Doceniam jednak nasze zaangażowanie i grę do ostatniej minuty meczu. Po spotkaniu takim jak to, widząc walkę i determinację u każdego z zawodników mogę z czystym sumieniem stwierdzić, że wygrała drużyna lepsza, bardziej doświadczona i lepiej ze sobą zgrana. Byli mądrzejsi i w pełni wykorzystali wszystkie swoje argumenty.

Uproszczeniem byłoby mówić (tak jak czyni większość po tym meczu), że powinniśmy w styczniu sprowadzić kolejnego napastnika i zastanowić się nad wzmocnieniem kolejnych kilku pozycji. Ludzie nie biorą pod uwagę tego, że mamy przed sobą cały grudzień i rozwiązań musimy szukać już dziś. Są to decyzje nieco bardziej skomplikowane niż wycieczka na zakupy. Zastanawia mnie więc, co zrobi Wenger. Czy będzie szukał dalszych rozwiązań w obowiązującym schemacie taktycznym, czy zdecyduje się na przeorganizowanie drużyny na 4-4-2. Z początkiem sezonu wspominał, że jest taka możliwość, że będziemy do tego ustawienia wracać, jeśli zaistnieje taka potrzeba. Być może jest to najodpowiedniejszy moment na ten ruch.

Wejście Walcotta w przerwie spotkania miało być dla nas ożywczym. Wenger zdecydował, że poświęci Songa dla impetu Theo na prawy skrzydle. Zmiana okazała się niepowodzeniem. Złośliwie mógłbym wspomnieć jedną z reklam z udziałem Anglika: mecz piłki nożnej to nie wyścig na 100 metrów, lecz gra przez 90 minut. Smutno o tym mówić, ale Walcott jest w tym samym miejscu, w którym był przed rokiem. Nie wiem czy jego rozwój wyhamował, czy zwyczajnie potrzebuje kilku kolejnych gier. To już jego kolejny występ gdzie nie dostrzegam w jego grze znaczącego wsparcia dla naszej drużyny.

Podobał mi się za to Traore, który udźwignął presję i zagrał świetne zawody. Był on jednym z jaśniejszych punktów naszego zespołu. Mam nadzieję, że okrzepnie on na lewej obronie i podąży w rozwoju śladami Gibbsa. Ma teraz swoje pięć minut. Niech wykorzysta je jak najlepiej.

Stracone bramki padły stamtąd, skąd bym się ich nie spodziewał. Pierwszy gol to bierna postawa Sagny i Gallasa. Druga bramka to indywidualny błąd Vermaelena i błąd komunikacji między obrońcą i bramkarzem. Gol Drogby można zapisać częściowo na konto Almunii – na co mu były te kroczki w kierunku prawego słupka? Oddać jednak należy Drogbie, że uderzenie było świetne.

Nie szukałbym także usprawiedliwienia w osobie sędziego. Mógł podyktować rzut karny po faulu Sagny na Anelce. Arbiter miał też podstawy do tego, by nie uznać bramki Arszawina. Chwile wcześniej Eduardo wybił piłkę z rąk Cecha.

Konkludując… Chelsea jest wyśmienitym zespołem. Ancelotti poukładał te wszystkie klocki znakomicie. Na własnej skórze przekonaliśmy się, że w meczach najważniejszych, najtrudniejszych, o najwyższe cele, musimy dać z siebie znacznie więcej, niż wynosi nasza średnia w tym sezonie. Okazało się, że solidna (jedynie) gra Cesca, występ na podobnym poziomie Arszawina, brak błysku ze strony pozostałych zawodników – nie wystarczą nam do pokonania lidera Premier League.

Tagi: , , , , , , , , , , , , ,

Przed EPL: Arsenal vs Chelsea

29. Listopad 2009 | View Comments | Bez kategorii | Mariusz

arsenal vs chelsea

Dziś niestety muszę zacząć od informacji o kontuzji van Persie’go. Wczorajsza wiadomość, opublikowana przed południem na oficjalnej stronie Arsenalu, umknęła mi niestety, więc nie było czasu, by się do tego zdarzenia ustosunkować. Naprawiam więc teraz ten błąd.

Wieść, którą podano na kilka dni po feralnym meczu z Włochami, brzmiała, iż Holender nie zagra przez 4-6 tygodni. Było to spore zaskoczenie dla nas wszystkich, bowiem mówiło się wtedy nawet o 4-5 miesiącach przerwy. Tymczasem diagnoza postawiona przez specjalistów brzmiała, jakoby napastnik doznał naderwania więzadeł stawu skokowego – toteż zabieg chirurgiczny nie był w tym przypadku niezbędny.

Nie minęły dwa tygodnie a dopada nas fatalna wiadomość o nowej diagnozie – Robin zerwał całkowicie więzadła, więc operacji nie uniknie. Najwcześniej wróci do piłki około kwietnia. Pomijając moją frustrację (myślałem, że bez Holendra będziemy musieli utrzymać się na powierzchni tylko do końca tego roku) i frustrację Wengera, zastanawiam się jak fatalnie musiał przyjąć tą informację sam poszkodowany. Przed dziesięcioma dniami Holender mówił, że jest gotów zjeździć wszystkie kraje, wszystkich znachorów i uzdrowicieli, byle tylko skrócić czas oczekiwania na powrót do gry. W umyśle van Persie’go zapewne przewidywany czas 4-6 tygodni skracany był do 3-4. Powtarzał, że bardzo chce pomóc drużynie w walce o najwyższe cele. Tymczasem w ostatnich dniach usłyszał nową diagnozę – niemal pół roku bez gry. Pół roku to koniec sezonu dla tego piłkarza. Tragiczna informacja.

Nie sposób nie wrócić do kwestii podstawowej, wspomnianej także przez Wengera:

„Countries just take your player away for a friendly and then give him back and say: ‘There you go.’ It doesn’t happen in any other sport. It’s a joke and is so disrespectful.”

Na pierwszy rzut oka wydaje się, że futbol oparty jest na prostych i czytelnych zasadach, gdzie wszystko jest zgrabnie poukładane, a przepisy są jasne dla wszystkich. Dziwi się człowiek niezmiernie, kiedy dochodzi do wniosku, że do tej pory nie uregulowana została kwestia odpowiedzialności za graczy w drużynach narodowych. Kluby są i będą pracodawcami dla zawodników i nikt nie ma prawa być zdumionym, że oburzają się one, gdy z powodu kontuzji zawodnika w nic nieznaczącym meczu towarzyskim, półroczna praca z tym graczem w klubie, idzie na marne. Wygląda na to, że w przypadku Robina, holenderska federacja umyślnie wprowadziła w błąd nasz sztab medyczny, źle diagnozując uraz naszego napastnika. Cała sprawa wygląda bardzo niesmacznie i stawia Arsenal w trudnej sytuacji.

Kończąc tę kwestię, chcę tylko dodać, że o ile do tej pory uważałem, iż nie znajdujemy się na straconej pozycji z powodu kontuzji Holendra (okres 6 tygodni wydawał się być odległy, ale nie aż tak odległy byśmy nie mogli poczekać na van Persie’go i zacząć odbudowywać jego formę z początkiem stycznia), o tyle teraz widzę, że Wenger będzie musiał podjąć odważniejsze i konkretniejsze decyzje, które będą miały znaczny wpływ na nasze wyniki w tym sezonie.

Pozostawiając (przynajmniej dziś) sprawę Robina, wybiegam już myślami do potyczki z Chelsea. Z ręką na sercu przyznam, że czułbym się znacznie, znacznie lepiej gdybym wiedział, że w ataku zagra z nami RvP a w obronie nie zabraknie Gallasa i Clichy’ego bądź Gibbsa. Nie potrafię odpędzić w tym momencie myśli związanych z ostatnim meczem jaki rozegraliśmy z The Blues na własnym stadionie. Nasza sytuacja kadrowa była wtedy nie do pozazdroszczenia. Mentalnie także byliśmy rozbici po spotkaniach z Man Utd. Zagraliśmy wtedy z Fabiańskim w bramce i z parą Toure – Silvestre na środku obrony. Od początku meczu postawiliśmy na atak i dzięki temu mieliśmy kilka dogodnych sytuacji – najczęściej kreowanych na prawej stronie (gdzie grał Walcott). Najlepsze okazje na zdobycie gola mieli Walcott i Diaby. Po świetnym naszym początku, Chelsea uderzyła raz ale boleśnie. Po stałym fragmencie gry Alex uderzył głową, pokonując bezradnego Łukasza. Później potoczyło się wszystko lawinowo i ostatecznie polegliśmy na własnym stadionie 1-4.

Módlmy się, byśmy w dzisiejszym meczu znów nie stracili Gallasa. Nie wiem jak analizuje to Wenger, ale jeśli nawet Gallas nie widzi za dobrze na to jedno oko, to i tak może zagrać lepiej niż Silvestre. Ja nie widzę dziś innej możliwości niż zagranie dwoma środkowymi obrońcami w postaci pary Varmaelen – Gallas. Nawet jeśli Will miałby wystąpić w opasce pirata.

Idealnych zastępców na tą pozycję nie mamy. Silvestre już dwukrotnie w meczach przeciw Chelsea nie zaprezentował najwyższej formy i ponosi odpowiedzialność za niejedną bramkę, która straciliśmy w meczach z The Blues. W grę wchodziłoby także ew. przesunięcie Songa na pozycję CB. Tyle, że wtedy sami zacisnęlibyśmy sobie sznur wokół szyi, ograniczając świetnego Alexa do zadań wyłącznie defensywnych i osłabiając się jednocześnie w środku pola.

Następne schody zaczynają się przy obstawieniu pozycji naszego bocznego obrońcy. Na prawej stronie wszystko jest jasne – powinien zagrać Sagna. Na lewej zaś pojawia się problem. Brak Clichy’ego i kontuzja Gibbsa kierowałyby nasz wybór w kierunku Traore. Dla tego lewonożnego piłkarza jest to odpowiednia pozycja. Należy jednak brać także pod uwagę to, co może zaoferować nam Armand w trakcie meczu. Ofensywnie nie można mu wiele zarzucić. Jego gra defensywna może napawać obawami. Wenger zapowiedział, że wciąż zastanawia się nad wyborem gracza na tą pozycję. W grę wchodzi właśnie Traore oraz ew. przesunięcie Eboue na lewą stronę. Uwierzcie mi, że nie jestem gotów jednoznacznie określić, która opcja byłaby dla nas lepsza. Ufam, że Wenger widząc na co dzień obu zawodników, podejmie właściwą decyzję.

W pomocy sprawa juz nie jest dla mnie tak skomplikowana. Bez dwóch zdań, pewniakami są tutaj Fabregas i Song. Pozostaje do obsadzenia ta ostatnia pozycja. Myślę, że nie będę odosobniony w przeczuciach, że po wtorkowym meczu i świetnym występie Denilsona, jest on głównym kandydatem do wyjściowego składu. Nie chodzi tutaj nawet o ten pojedynczy występ (choć był on świetny). W meczu takim jak ten dzisiejszy, widziałbym w naszej drużynie trzech solidnych zawodników w środku pola, którzy potrafią wspólnie tyrać w defensywie, ale w razie nadarzającej się okazji, wszyscy są w stanie zagrać fantastyczną piłkę do przodu. Nie widzę w naszym zespole lepszej trójki niż wspomniana wyżej, od której moglibyśmy oczekiwać tak wyważonego balansu między umiejętnościami defensywnymi i ofensywnymi.

Z przodu pojawiają się za to kolejne wątpliwości personalne. Ja widziałbym na środku ataku Eduardo (którego spodziewam się zobaczyć dzisiaj na tej pozycji). Na lewej stronie (pomimo jego problemów natury psychicznej) wystawiłbym Arszawina. Rosjanin nie zachwyca w tym sezonie, tak jak robił to na wiosnę, tuż po transferze do Londynu. Odnoszę jednak wrażenie, że Andrzejowi w ukazywaniu swoich najwyższych umiejętności pomagają wyjątkowe mecze. Cztery gole przeciw Liverpoolowi czy mecz na Old Traford w tym sezonie pokazały, że Arszawin świetnie czuje się w spotkaniach o stawkę. Liczę bardzo mocno na niego w dzisiejszym meczu.

Po przeciwnej stronie mam więcej obiekcji. Zastanawiam się między Rosickym a Nasrim. Nie potrafię jednoznacznie ocenić (tak jak w przypadku obsady LB), który z tych graczy z cała pewnością sprawdziłby się lepiej w tym meczu. Z jednej strony widziałbym doświadczonego Czecha, który nieszablonowym i przebojowym zagraniem mógłby stworzyć dogodną sytuację strzelecką. Z drugiej strony, dwie ostatnie bramki po powrocie młodego Francuza mogą dawać do myślenia – jest skuteczny. Tak więc pozostaję bez sprecyzowanego poglądu, zawierzając decyzji AW. Walcott najprawdopodobniej zasiądzie na ławce rezerwowych, wprowadzając go w drugiej części meczu na nieco zmęczonego rywala (wykorzystując jego szybkość).

W piątkowym magazynie ATVO tradycyjnie Stewart Robson przedstawił swoją wyjściową jedenastkę na najbliższy ligowy mecz. Prezentowała się ona tak:

Nie opierając się tylko na powyższej grafice, ale ogólnie na tych piłkarzach, jakich mamy do dyspozycji – widzimy, że nasz atak nie prezentuje się tak okazale (w centymetrach) jak byśmy sobie tego mogli życzyć. Będziemy zmuszeni najprawdopodobniej do zmaksymalizowania naszej gry po ziemi. Podania powinny być szybsze, a ruch zawodników z przodu większy niż zazwyczaj. Powinniśmy maksymalnie rozciągać grę, by znaleźć lukę w tej ścianie defensywy. Mile widziane byłyby też celne uderzenia z dystansu.

Jak zagrają nasi rywale? Wczoraj swój skład zaprezentował nam nasz rozmówca Michał Zachodny. Zasugerował, że Ancelotti wystawi do gry zespół: Cech – Ivanović/Belletti, Terry, Carvalho, A. Cole – Essien, Ballack, Lampard, Deco – Anelka, Drogba. Nie znajdziemy wśród tych graczy jakiegoś specjalnie słabego ogniwa. Rozczarowaniem skończyły się także życzenia niektórych kibiców Arsenalu, modlących się o kontuzje i osłabienia obecnego lidera rozgrywek.

Atak Drogba – Anelka to chyba najgorsza dla nas mieszanka. Obaj zawodnicy (wcześniej w różnych klubach) potrafili strzelać bramki drużynie Wengera. Czy to po indywidualnych błędach naszych obrońców (Drogba vs Senderos), czy też po fantastycznych indywidualnych akcjach i strzałach z dystansu (Anelka) – doświadczaliśmy odnawialnej katorgi. Teraz dwójka ta współpracuje świetnie w jednym ataku i aplikuje kolejnym przeciwnikom seryjne gole. Tak, to jest powód do obaw – oni mają na nas patent.

Z powodu braku w dzisiejszym meczu RvP, Bendtnera i Diaby’ego nie wyglądamy na osiłków i gladiatorów mogących walczyć w powietrzu jak równy z równym. Zakładam, że wiele czasu w trakcie treningów poświęcił Ancelotti na ćwiczenie stałych fragmentów gry. Zanim jednak zaczniemy martwić się o główkowanie pod naszą bramką, zwróćmy wcześniej szczególną uwagę na Drogbę. Ten „uwielbiany” przez wszystkich kibiców Arsenalu piłkarz, wykazuje się swoistą zależnością – im bliżej znajduje się naszej bramki, tym trudniej utrzymać mu się na nogach. Chłop wygląda jak czołg, który mógłby pędzić na bramkę z uwieszonymi u szyi trzema naszymi obrońcami. Ale nie dajcie uwieźć się pozorom – jest on nad wyraz chybotliwy i niestabilny kolosem.

Natchnieniem dla Wengera może być Alex Ferguson. Co prawda przegrał on z Ancelottim na Stamford Bridge w tym sezonie, jednak jego pomysł na grę przeciw Chelsea miał szansę wypalić. Man Utd przez większą część meczu wyglądał lepiej, pomimo tego, że grali na wyjeździe. Ancelotti może poszczycić się nie lada wyczynem. W tym sezonie na własnym stadionie jego zespół wygrał wszystkie 7 spotkań ligowych. Bilans bramkowy także godny pozazdroszczenia (20-1). Nieco gorzej The Blues radzą sobie poza swoja twierdzą. W dotychczasowych 6 meczach odnieśli już dwie porażki (z Aston Villa i Wigan) a ich bilans bramkowy w tych spotkaniach to 13-7.

Wenger i jego drużyna ma podstawy do optymizmu. Arsenal poza Londynem także nie zachwyca, jednak przed własną publicznością z rozegranych 5 meczów, wygrał wszystkie, strzelając 20, a tracąc 4 gole. Powinniśmy wyjść więc na boisko z przeświadczeniem, że nawet w przypadku pojedynczego błędu, chwilowego niepowodzenia, jesteśmy w stanie odwrócić losy meczu – tak jak to robiliśmy niejednokrotnie w tym sezonie. Możemy stracić dziś gola, ale mamy w sobie wystarczająco wiele wiary i umiejętności, by wygrać ten mecz.

Pamiętajmy, że nasze zwycięstwo lub ewentualna porażka niczego nie przesądzi. Sezon jest wciąż długi i trudne chwile dopadną niejedną z drużyn. Dzisiejszy wynik może być dodatkową pomocą lub przeszkodą w dalszej części rozgrywek, ale nie zagwarantuje żadnej ze stron sukcesu w dalszym wyścigu.

Z wiarą i w podnieceniu oczekuję początku spotkania. Come on you Gooners!!!!!!

Tagi: , , , , , , , , , , ,

Wywiad z kibicem Chelsea

28. Listopad 2009 | View Comments | Wywiad z kibicem | Wszechmocny

Wywiad z kibicem Chelsea

Tuż przed niedzielnym spotkaniem, mieliśmy okazję przeprowadzić wywiad z fanem popularnych ‘The Blues’ – Michałem Zachodnym. Nasz rozmówca odpowiedział nam na wiele ciekawych pytań, dotyczących obecnej sytuacji Chelsea czy ich nastrojów przed jutrzejszym meczem. Dowiemy się także co kibic ‘Niebieskich’ sądzi o Drogbie i Ancelottim. Zapraszamy do lektury:

Jak oceniasz początkową fazę sezonu w wykonaniu Chelsea? Prowadzicie w tabeli, mając 5 punktów przewagi nad drugim United, gracie świetny football, każdy widzi jak piekielnie mocni jesteście. Chyba nie macie żadnych powodów do narzekań?

Początek sezonu był i jest dla nas wręcz bajkowy. Jasne, pojawiły się w tej historii też potwory (Wigan i Aston Villa), ale zdołaliśmy je przezwyciężyć i dalej sielanka trwa. Wszyscy jednak pozostają czujni, ponieważ wiemy, że gdy tylko w Premier League człowiek się zapomni to może obudzić się ze stratą kilku punktów do nowego lidera. Poza tym nadchodzi zima, która prawdopodobnie zadecyduje o kształcie tabeli, może zredukuje liczbę drużyn walczącą o mistrzostwo, a na pewno namiesza zespołom, które są tuż za podium. Będą jeszcze słabsze momenty, jesteśmy na nie gotowi, ale generalnie to w przyszłość patrzymy z ostrożnym optymizmem.

W ostatnim sezonie w spotkaniach z drużynami Big Four zdobyliście tylko 4 punkty. W obecnych rozgrywkach widać już wyraźną poprawę – wygraliście z Liverpoolem i Manchesterem United. Czujecie się pewnie przed meczem z Arsenalem?

Warto przypomnieć, że te dwa dotychczasowe mecze zostały rozegrane w naszej twierdzy – Stamford Bridge. Dopiero niedzielny mecz na Emirates da nam obraz potencjału Chelsea na boiskach rywala, a nawet najbliższego przeciwnika do walki o tytuł. Na pewno w porównaniu do poprzedniego sezonu jest duża poprawa w meczach z pretendentami do tytułu (choć w odniesieniu do Liverpoolu to tylko z uprzejmości tak się mówi), ale i tak mistrzostwo wygrywa się na wyjazdach u średniaków czy tych z dołu tabeli. Wyjazd na Emirates porównałbym do wyjazdu na Goodison Park – choć w Liverpoolu czeka nas walka siłowa, a w derby Londynu zadecyduje taktyka, technika i skuteczność.

Kogo najbardziej obawiacie się z naszej ekipy? Kto będzie dla was największym zagrożeniem?

Wasze największe zagrożenie zachorowało na wirus FIFA, i to w meczu towarzyskim. Wyobrażam sobie jak wściekły musiał być Wenger gdy usłyszał, że Robin Van Persie nie zagra przez kilka tygodni… Oczywiście, jest jeszcze Fabregas, Arszawin czy wracający Walcott jednak to Holender był tym ogniwem, które powodowało, że ofensywnie prezentowaliście się najlepiej w lidze. Teraz Arsene musi kombinować i wcale nie jestem przekonany, że do czasu meczu znajdzie to idealne rozwiązanie.

A teraz w drugą stronę – jak myślisz, który z zawodników ‘The Blues’ popsuje najwięcej krwi Arsenalowi? Na kogo najbardziej liczysz?

Ballack i Essien. Choć równie dobrze mógłbym wymienić czwórkę naszych defensorów. Problemem Arsenalu jest to, że w środku pola, nawet posiadając Arszawina i Fabregasa, nie mogą być pewni swojej dominacji. Do tego silni fizycznie i bardzo dobrze wyszkoleni w grze defensywnej pomocnicy mogą sprawić, że nie będzie tyle możliwości do gry ‘na raz’ czy do rajdów przez pół boiska. W ataku liczę na Drogbę. Nie pałam do niego specjalną sympatią, ale wydaje się, że on ma po prostu patent na Arsenal! Również Anelka jest ostatnio w świetnej formie, a także Wengerowi ma coś do udowodnienia.

Jak oceniasz Ancelottiego w porównaniu do poprzednich trenerów Chelsea? Czym różni się jego warsztat, jak zmienił drużynę, gdzie tkwi jego tajemnica?

Z pewnością wygrał sobie drużynę w lecie – zgrupowaniem, swoim podejściem, taktyką, słowami i innymi szczegółami, które na zawsze pozostaną tajemnicą szatni Chelsea. Ciężko porównywać go do któregoś z poprzedników, jeśli już to bardziej do Hiddinka niż Mourinho. Oczywiście Grant ze Scolarim w ogóle nie mają szans w takim pojedynku na umiejętności trenerskie czy też widoki na przyszłość. Tajemnica wcale nie jest… tajemnicą. Po prostu Ancelotti idealnie dobrał taktykę, pod zespół, a nie zespół do niej. Po słabszym początku, gdy widać było, że zespół ‘dociera’ się w diamencie, teraz wszystkie formacje funkcjonują na naprawdę najwyższym poziomie. Nie ma słabszych ogniw, miejsc, które przeciwnik mógłby wykorzystać. Ancelotti wygrał sobie również kibiców – dzięki efektownej i efektywnej grze. Póki co notuje więc same sukcesy.

Jak przeciwko nam zagracie?

Taktyki nie ma co zmieniać przez wzgląd na rywala, dalej będzie to tzw. 4-diament-2, które od początku sezonu Włoch preferuje. Jak Scolariemu zarzucaliśmy, że nie ma ‘planu B’ tak teraz ślepo uwierzyliśmy, że Ancelotti takowy ma, ale nie musi go wprowadzać, ponieważ nikt nie zatrzymał Chelsea w tym pierwszym zestawieniu. Na pewno Anelka będzie się cofał do lewej/prawej strony i tam szukał dryblingów, prostopadłych piłek, miejsca na uderzenie. Również zagra Deco – Portugalczyk potrzebuje zaledwie metra by posłać idealną piłkę za plecy obrońców. Będzie to bardzo ciekawy mecz, pojedynek dwóch najlepszych ofensyw w lidze, zespołów, które atakują pięknie i skutecznie. Jedenastka: Cech – Ivanović/Belletti, Terry, Carvalho, A. Cole – Essien, Ballack, Lampard, Deco – Anelka, Drogba.

Czy jest w waszym zespole jakaś pozycja, która wymagałaby wzmocnienia? Jeśli miałbyś wskazać najsłabszy punkt Chelsea, to byłby/byłaby to…

Naszą słabością jest pozycja… rezerwowego napastnika! Wiem, może i jestem zbyt pewny tej naszej pierwszej jedenastki, ale prawda jest taka, że w niej słabości pojawiają się tylko, gdy ktoś ma faktycznie gorszy dzień. Na dodatek Ancelotti pokazuje, że potrafi unikać takich defektów skuteczną rotacją, tak by nikt nie narzekał, a każdy był w formie meczowej. Brakuje nam tylko tego piłkarza, który po wejściu za Drogbę czy Anelkę, w przypadku ich kontuzji czy jakiejś kary, byłby równie dużym zagrożeniem co etatowa dwójka napastników. Umówmy się, Sturridge dopiero poznaje futbol i Premier League, Borini błyszczy w rezerwach, a Kalou potrafi grać tylko ‘z ławki’. Z tym ostatnim to ciekawa sprawa – znam wielu kibiców, którzy po prostu nie rozumieją co ten Salomon w Chelsea robi. Jednak gdy tylko pojawiają się ew. plotki o jego odejściu to zaraz bronią młodego piłkarza. ‘Byle nie do Arsenalu’ – powtarzają. Czemu? Cóż, każdy ma przeczucie, że z tego drewna w Chelsea, Wenger zrobiłby gwiazdę ligi…

Jak myślisz, na którym miejscu uplasuje się Arsenal? Kanonierów stać na wywalczenie mistrzostwa? Jeśli nie, to z perspektywy kibica ‘The Blues’ powiedz, czego brakuje drużynie Arsene’a Wengera.

Wiem, że apetyt rośnie w miarę jedzenia i pewnie kibice Arsenalu jeszcze nie raz wspomną o sobie jako mistrzach w tym sezonie. Jednak ja widzę Was na najniższym stopniu podium oraz z jednym krajowym pucharem. Którym – nie mam pojęcia. Brakuje przede wszystkim doświadczenia – ono także będzie z sezonu na sezon wzrastać i może w następnych rozgrywkach Wasza szarża wyjdzie lepiej niż w tych? Do tego, choć młodzież macie niezwykle zdolną, to jednak w przypadku kontuzji trzech, czterech graczy poziom drużyny spada, tracicie więcej punktów. Taki Vermaelen był świetnym zakupem Wengera, ale gdy on bądź Gallas wypadnie, to kto wejdzie na jego miejsce? Silvestre? To chyba jeden z najgorszych rezerwowych środkowych obrońców w czołowej ósemce.

Którego z zawodników Arsenalu chciałbyś widzieć w zespole ‘Niebieskich’?

Van Persiego bądź Arszawina. Obaj idealnie wpasowaliby się w tą drużynę, funkcjonowaliby w diamencie lub z diamentem perfekcyjnie. Fajny, techniczny styl wyróżnia ich z grona ‘dzieciaków Wengera’.

Które spotkanie z ostatnich lat przeciwko Kanonierom zapamiętałeś najbardziej?

O dziwo wcale nie to zeszłoroczne. To był ostatni pełny sezon Mourinho w Chelsea, nasze szanse na tytuł wisiały na włosku, potrzebowaliśmy zwycięstwa na Emirates. Niestety, błędy na początku spotkania, czerwona kartka nie pozwoliły nam myśleć o czymś więcej niż tylko remisie. Gola zdobył co prawda Essien jednak mimo naszej przewagi i świetnej gry w drugiej połowie (w dziesięciu The Blues zdominowali The Gunners całkowicie) wynik oznaczał tytuł dla Manchesteru. Po spotkaniu reakcje piłkarzy były dość emocjonalne, a pięknie zachował się zwłaszcza Mourinho – poszedł do kibiców, wskazywał na tych co dotarli na stadion Arsenalu i robił gest ‘chin up’. Coś cudownego, choć byłem złamany, nasz były szkoleniowiec momentalnie podniósł mnie na duchu.

Obserwując obecny sezon nie da się nie zauważyć fantastycznej gry Drogby, który chyba na dobre wrócił do swojej najlepszej formy sprzed kilku sezonów. Jednak jak sam zapewne wiesz kibice innych drużyn nie darzą Didiera sympatią i zbyt dużym szacunkiem. Częste symulowanie, olbrzymie cwaniactwo – to tylko niektóre z zarzutów stawianych waszemu najlepszemu napastnikowi. Co o tym sądzisz, jaki masz do tego stosunek? Nie masz nic przeciwko takim zachowaniom?

Ja sam nie darzę go sympatią! To jest dla mnie niezrozumiałe, że z takimi warunkami, formą i umiejętnościami on nadal czasem wybiera tą złą stronę walki – udawanie, nurkowanie, symulowanie – jak tylko wolicie to nazwać. Jestem temu całkowicie przeciwny i, choć to mało popularne stanowisko pośród kibiców Chelsea, chętnie wymieniłbym go na kogoś równie dobrego, ale nie udającego. Czasami nawet zdarza mi się za niego przepraszać – wyobraźcie sobie reakcję innych kibiców na takie zachowanie! Jestem jak najbardziej za walką ‘fair play’, wzajemnym szacunkiem na boisku, sportową walką, a nie tą na słowa czy złośliwe kopniaki, celowe ‘nurki’. Szkoda, że taki właśnie Drogba, mimo wielu swoich zapewnień o zmianie, wciąż zachowuje się inaczej…

Jaki będzie wynik niedzielnego spotkania?

Wysoki remis bramkowy, albo skromne zwycięstwo Chelsea. Mimo wszystko Emirates to nie taka twierdza jak choćby Stamford Bridge.

  • TWITTER



  • KALENDARZ WPISÓW

    Listopad 2009
    P W Ś C P S N
        gru »
     1
    2345678
    9101112131415
    16171819202122
    23242526272829
    30  

Arsenalizacja on Facebook
Page 1 of 111234510...Last »