EPL: Portsmouth 1-4 Arsenal

Tegoroczny Sylwester może być z czystym sumieniem obchodzony w prawdziwie szampańskim nastroju. Któż mógłby się spodziewać, że po porażce na Emirates Stadium 0:3 z Chelsea, nasz zespół w kolejnych meczach (wliczając wyjazd na Anfield i spotkanie z Aston Villą) zdoła zainkasować 16 z 18 możliwych punktów? To doprawdy wynik godny podziwu.
Przyznaję się szczerze, że przed rozpoczęciem wczorajszego spotkania, miałem pewne obawy. Spodziewałem się nieco trudniejszej przeprawy i ostrzejszej, fizycznej gry gospodarzy. Wątpliwości podsycała absencja Fabregasa i Denilsona w środku pola. Po Songu czy Diaby’m można było oczekiwać dobrej gry, jednak wstawienie tam młodego Ramsey’a, przyczyniło się do wykiełkowania małych wątpliwości i pytania: czy da sobie radę?
Na szczęście młody Walijczyk dał mi odpowiedź tak rzeczową, że zwyczajnie mi głupio. Zagrał od początku do końca tak, jakby wpasowywany był do tego składu od kilku dobrych tygodni. Nie wiem czemu, ale jakoś tak podskórnie czuję, że gdyby Aaron pojawił się w Klubie w podobnym okresie do tego, w którym zaczynał swoją przygodę Cesc (gdyby Walijczyk także miałby szansę grać więcej i częściej), to jego kariera mogłaby potoczyć się błyskawicznie, bliźniaczo podobnie do Fabregasa. Ale… Przecież ten 19-latek właśnie dostaje te szanse i wykorzystuje je doskonale. Po kapitalnym meczu z Olympiakosem przyszedł czas na kolejny świetny występ w lidze. Najpierw asysta, a później indywidualna akcja po przechwycie piłki… (Nie wiem skąd się to u mnie bierze, ale mógłbym tę bramkę oglądać wielokrotnie). To uderzenie lewą nogą… Ależ to był czyściutki strzał… Takich nam trzeba!
Swoją bramkę strzelił także Song (którego wypowiedź dla ATVO pamiętam do dziś: „chłopaki się ze mnie śmieją i żartują, ciągle pytając: Alex, kiedy wreszcie strzelisz tego gola?”). Pewnie w szatni zapanowało wielkie święto, bo kolejny doskonały mecz Alexa został okraszony fajnym golem. Spodobał mi się ten jego gest, w kierunku Samira, tuż przed dośrodkowaniem – jakby wołał „no szybko, dawaj, dawaj”… Pomimo tego, że był niekryty przez obrońcę, musiał i tak sporo się napracować, by piłka wpadła do siatki – tym większe słowa uznania. Do strzelonej bramki chętnie zaliczyłbym mu też „półasystę” przy drugim golu, gdy kapitalnie wypatrzył wybiegającego Eduardo (takich podań miał zresztą kilka w tym meczu). Jego wyjazd na PNA będzie nie mniejszym testem dla zespołu niż kontuzja van Persie’go.
O personaliach wiele można pisać, bo przy każdym graczu paść może kilka dobrych słów. Cała drużyna solidnie zapracowała na ten wynik. Jeśli nawet Arszawin nie miał swojego najlepszego dnia, to i tak zostawił wiele zdrowia i wciąż pozostanie dla mnie piłkarzem, który jest w stanie przeważyć szalę zwycięstwa w najtrudniejszym momencie spotkania. Widocznie wczoraj nie był aż tak potrzebny drużynie.
Systematycznie poprawiająca się nasza sytuacja punktowa w lidze, warunkuje niektóre czynności. Zamieszczam więc kończącą ten rok tabelę z optymistyczną wizją na nowy 2010 rok:

To, co cieszy mnie najbardziej, to nasza konsekwencja, z jaką pokonujemy kolejne trudności. Nie jesteśmy co prawda jedyną ekipą tej ligi, która zmaga się z problemami kadrowymi. Swoje kłopoty mają Chelsea, United i inni. Prawdziwym wyczynem jest jednak nasza forma w tym okresie. Nie traciliśmy z tego powodu tylu punktów, ile uciekło CFC czy Man Utd. Okres świąteczny to nasza pogoń za liderującą dwójką i „powrót do gry” w chwili, gdy przez wielu ludzi zostaliśmy już skreśleni. Wciąż najtrudniejsze jeszcze przed nami, jednak nie sposób nie zauważyć jak wielką pracę wykonali nasi chłopcy na przestrzeni ostatnich tygodni.
Statystyki:


Skrót pierwszej połowy:
Skrót drugiej połowy:
Tradycyjna pomeczowa konferencja prasowa nie mogła wyglądać inaczej, jak tylko opierać się na optymistycznym patrzeniu w przód i słowach uznania kierowanych w stronę drużyny. Wenger zapytany został, jak odbierał w trakcie meczu śpiewy naszych fanów: „idziemy po mistrzostwo ligi”
„I would like you to sing it. I believe it was a big game for us because we played a big game on Sunday and sometimes, three days later, you can be less focused. But we were committed, focused, and ready for it and played like a real team against a Portsmouth side who fought very hard tonight. We were a bit lucky on the first goal but after that we controlled the game. I’m proud of the team because the belief is there and we played like a real team. It was a big game for us tonight. We knew, to keep chasing, it was important to win here.”
Od początku meczu wszyscy chyba czuliśmy, że pierwsza bramka może uspokoić i ustawić dalszą część spotkania. Mieliśmy kilka szans (jak ta Diaby’ego, gdy świetną obroną przy krótkim rogu popisał się bramkarz Pompey). Bramka Eduardo (nie wiem czy ostatecznie zostanie mu ona zaliczone) po rzucie wolnym, szczęśliwa czy nie, należała nam się w zupełności. Prócz pierwszych 10 minut nieco nerwowej gry, zagraliśmy bardzo dojrzałe spotkanie. Spodobała mi się także ta wypowiedź Bossa, dotycząca naszego uczestnictwa w walce o tytuł:
„I’m not surprised at what we’ve done since Chelsea, when we lost 3-0, I think people at that time didn’t believe what I said. It’s good. It shows that not only I can be wrong, but you can all be wrong, too.”
Ot, taki prztyczek w nos niejednego dziennikarza, który (świadomie lub nie) pomijał wszystkich innych, typując jedynie dwa konie walczące w wyścigu. Zadziwiające, że miało to miejsce w okolicach 15. kolejki, a więc przed grudniowym maratonem ligowym. Ja nie mam nic przeciwko takiemu stawianiu sprawy. Lubię kiedy Arsenal cichutko, bez większego zamętu, wykonuje swoją robotę. Najwyraźniej służy nam takie podejście mediów – jakby wyzwalało w naszej ekipie dodatkowa energię, motywację do tego, by udowodnić wszystkim, jak bardzo się mylą.
Mamy także oficjalną informację na temat urazu Fabregasa i daty jego powrotu. Tuż przed meczem dotarła także zaskakująca wiadomość dotycząca kontuzji Theo Walcotta. AW:
„Cesc is 10 days. It can be 12. Let’s say the only question mark we have is does he make Everton or not. Walcott has a ripped muscle [in his side] and is about the same – 10 to 12 days.”
Szybko zmierzam w kierunku terminarza i widzę, że: w niedzielę gramy wyjazdowy FA Cup z West Ham Utd. Później (6 stycznia) zaległy mecz z Boltonem. W takim razie w niedzielę jeszcze z Songiem, ale później (u siebie) przeciw Boltonowi, bez Songa i Fabregasa – musimy zagrać o zwycięstwo. Everton (także na Emirates Stadium) wypada 9 stycznia. Jestem ciekawy, jak bardzo spragnieni będziemy Fabregasa w tym meczu. Może to zależeć przede wszystkim od formy Diaby’ego i Ramsey’a.
Padło wczoraj także pytanie, czy 4 punkty przewagi nad 4 miejscem są wystarczające (wystarczające do czego?). Wenger na to:
„It’s not enough because we have a four-point gap with Chelsea as well. I think it’s completely open. What is interesting this season is that, from Chelsea to Man City or even Liverpool, everybody could still be in there. It will be very interesting because every weekend you will wonder who will drop points.”
Przyznaję, do tej pory z dużą uwagą patrzyłem na zespoły znajdujące się w tabeli poniżej nas. Zliczałem punkty, mecze, bramki, które dzieliły nas od drużyn goniących Arsenal. Teraz jednak zaczynam spoglądać częściej w górę tabeli i stosować te wyliczenia do czołowej dwójki. Jest szansa, że z kolejnymi trzema oczkami ugranymi na Boltonie, możemy stworzyć wyraźną „trójkę”, która do końca stycznia odstawać będzie od reszty drużyn. Wciąż jednak wiele jeszcze będzie do zrobienia.
No i jeszcze jedno… W 19 spotkaniach ligowych (a więc na półmetku sezonu) zdobyliśmy 51 bramek. Byłbym w siódmym niebie, gdyby liczba ta została powtórzona w drugiej części sezonu.
Udanego Sylwestra!
Tagi: Aaron Ramsey, Alex Song, Arsene Wenger, Cesc Fabregas, podsumowanie, Portsmouth FC, Premier League, Theo Walcott






