Bądź na bieżąco - RSS

EPL: Portsmouth 1-4 Arsenal

31. Grudzień 2009 | View Comments | Bez kategorii | Mariusz

Tegoroczny Sylwester może być z czystym sumieniem obchodzony w prawdziwie szampańskim nastroju. Któż mógłby się spodziewać, że po porażce na Emirates Stadium 0:3 z Chelsea, nasz zespół w kolejnych meczach (wliczając wyjazd na Anfield i spotkanie z Aston Villą) zdoła zainkasować 16 z 18 możliwych punktów? To doprawdy wynik godny podziwu.

Przyznaję się szczerze, że przed rozpoczęciem wczorajszego spotkania, miałem pewne obawy. Spodziewałem się nieco trudniejszej przeprawy i ostrzejszej, fizycznej gry gospodarzy. Wątpliwości podsycała absencja Fabregasa i Denilsona w środku pola. Po Songu czy Diaby’m można było oczekiwać dobrej gry, jednak wstawienie tam młodego Ramsey’a, przyczyniło się do wykiełkowania małych wątpliwości i pytania: czy da sobie radę?

Na szczęście młody Walijczyk dał mi odpowiedź tak rzeczową, że zwyczajnie mi głupio. Zagrał od początku do końca tak, jakby wpasowywany był do tego składu od kilku dobrych tygodni. Nie wiem czemu, ale jakoś tak podskórnie czuję, że gdyby Aaron pojawił się w Klubie w podobnym okresie do tego, w którym zaczynał swoją przygodę Cesc (gdyby Walijczyk także miałby szansę grać więcej i częściej), to jego kariera mogłaby potoczyć się błyskawicznie, bliźniaczo podobnie do Fabregasa. Ale… Przecież ten 19-latek właśnie dostaje te szanse i wykorzystuje je doskonale. Po kapitalnym meczu z Olympiakosem przyszedł czas na kolejny świetny występ w lidze. Najpierw asysta, a później indywidualna akcja po przechwycie piłki… (Nie wiem skąd się to u mnie bierze, ale mógłbym tę bramkę oglądać wielokrotnie). To uderzenie lewą nogą… Ależ to był czyściutki strzał… Takich nam trzeba!

Swoją bramkę strzelił także Song (którego wypowiedź dla ATVO pamiętam do dziś: „chłopaki się ze mnie śmieją i żartują, ciągle pytając: Alex, kiedy wreszcie strzelisz tego gola?”). Pewnie w szatni zapanowało wielkie święto, bo kolejny doskonały mecz Alexa został okraszony fajnym golem. Spodobał mi się ten jego gest, w kierunku Samira, tuż przed dośrodkowaniem – jakby wołał „no szybko, dawaj, dawaj”… Pomimo tego, że był niekryty przez obrońcę, musiał i tak sporo się napracować, by piłka wpadła do siatki – tym większe słowa uznania. Do strzelonej bramki chętnie zaliczyłbym mu też „półasystę” przy drugim golu, gdy kapitalnie wypatrzył wybiegającego Eduardo (takich podań miał zresztą kilka w tym meczu). Jego wyjazd na PNA będzie nie mniejszym testem dla zespołu niż kontuzja van Persie’go.

O personaliach wiele można pisać, bo przy każdym graczu paść może kilka dobrych słów. Cała drużyna solidnie zapracowała na ten wynik. Jeśli nawet Arszawin nie miał swojego najlepszego dnia, to i tak zostawił wiele zdrowia i wciąż pozostanie dla mnie piłkarzem, który jest w stanie przeważyć szalę zwycięstwa w najtrudniejszym momencie spotkania. Widocznie wczoraj nie był aż tak potrzebny drużynie.

Systematycznie poprawiająca się nasza sytuacja punktowa w lidze, warunkuje niektóre czynności. Zamieszczam więc kończącą ten rok tabelę z optymistyczną wizją na nowy 2010 rok:

To, co cieszy mnie najbardziej, to nasza konsekwencja, z jaką pokonujemy kolejne trudności. Nie jesteśmy co prawda jedyną ekipą tej ligi, która zmaga się z problemami kadrowymi. Swoje kłopoty mają Chelsea, United i inni. Prawdziwym wyczynem jest jednak nasza forma w tym okresie. Nie traciliśmy z tego powodu tylu punktów, ile uciekło CFC czy Man Utd. Okres świąteczny to nasza pogoń za liderującą dwójką i „powrót do gry” w chwili, gdy przez wielu ludzi zostaliśmy już skreśleni. Wciąż najtrudniejsze jeszcze przed nami, jednak nie sposób nie zauważyć jak wielką pracę wykonali nasi chłopcy na przestrzeni ostatnich tygodni.

Statystyki:

Skrót pierwszej połowy:

Skrót drugiej połowy:

Tradycyjna pomeczowa konferencja prasowa nie mogła wyglądać inaczej, jak tylko opierać się na optymistycznym patrzeniu w przód i słowach uznania kierowanych w stronę drużyny. Wenger zapytany został, jak odbierał w trakcie meczu śpiewy naszych fanów: „idziemy po mistrzostwo ligi”

„I would like you to sing it. I believe it was a big game for us because we played a big game on Sunday and sometimes, three days later, you can be less focused. But we were committed, focused, and ready for it and played like a real team against a Portsmouth side who fought very hard tonight. We were a bit lucky on the first goal but after that we controlled the game. I’m proud of the team because the belief is there and we played like a real team. It was a big game for us tonight. We knew, to keep chasing, it was important to win here.”

Od początku meczu wszyscy chyba czuliśmy, że pierwsza bramka może uspokoić i ustawić dalszą część spotkania. Mieliśmy kilka szans (jak ta Diaby’ego, gdy świetną obroną przy krótkim rogu popisał się bramkarz Pompey). Bramka Eduardo (nie wiem czy ostatecznie zostanie mu ona zaliczone) po rzucie wolnym, szczęśliwa czy nie, należała nam się w zupełności. Prócz pierwszych 10 minut nieco nerwowej gry, zagraliśmy bardzo dojrzałe spotkanie. Spodobała mi się także ta wypowiedź Bossa, dotycząca naszego uczestnictwa w walce o tytuł:

„I’m not surprised at what we’ve done since Chelsea, when we lost 3-0, I think people at that time didn’t believe what I said. It’s good. It shows that not only I can be wrong, but you can all be wrong, too.”

Ot, taki prztyczek w nos niejednego dziennikarza, który (świadomie lub nie) pomijał wszystkich innych, typując jedynie dwa konie walczące w wyścigu. Zadziwiające, że miało to miejsce w okolicach 15. kolejki, a więc przed grudniowym maratonem ligowym. Ja nie mam nic przeciwko takiemu stawianiu sprawy. Lubię kiedy Arsenal cichutko, bez większego zamętu, wykonuje swoją robotę. Najwyraźniej służy nam takie podejście mediów – jakby wyzwalało w naszej ekipie dodatkowa energię, motywację do tego, by udowodnić wszystkim, jak bardzo się mylą.

Mamy także oficjalną informację na temat urazu Fabregasa i daty jego powrotu. Tuż przed meczem dotarła także zaskakująca wiadomość dotycząca kontuzji Theo Walcotta. AW:

„Cesc is 10 days. It can be 12. Let’s say the only question mark we have is does he make Everton or not. Walcott has a ripped muscle [in his side] and is about the same – 10 to 12 days.”

Szybko zmierzam w kierunku terminarza i widzę, że: w niedzielę gramy wyjazdowy FA Cup z West Ham Utd. Później (6 stycznia) zaległy mecz z Boltonem. W takim razie w niedzielę jeszcze z Songiem, ale później (u siebie) przeciw Boltonowi, bez Songa i Fabregasa – musimy zagrać o zwycięstwo. Everton (także na Emirates Stadium) wypada 9 stycznia. Jestem ciekawy, jak bardzo spragnieni będziemy Fabregasa w tym meczu. Może to zależeć przede wszystkim od formy Diaby’ego i Ramsey’a.

Padło wczoraj także pytanie, czy 4 punkty przewagi nad 4 miejscem są wystarczające (wystarczające do czego?). Wenger na to:

„It’s not enough because we have a four-point gap with Chelsea as well. I think it’s completely open. What is interesting this season is that, from Chelsea to Man City or even Liverpool, everybody could still be in there. It will be very interesting because every weekend you will wonder who will drop points.”

Przyznaję, do tej pory z dużą uwagą patrzyłem na zespoły znajdujące się w tabeli poniżej nas. Zliczałem punkty, mecze, bramki, które dzieliły nas od drużyn goniących Arsenal. Teraz jednak zaczynam spoglądać częściej w górę tabeli i stosować te wyliczenia do czołowej dwójki. Jest szansa, że z kolejnymi trzema oczkami ugranymi na Boltonie, możemy stworzyć wyraźną „trójkę”, która do końca stycznia odstawać będzie od reszty drużyn. Wciąż jednak wiele jeszcze będzie do zrobienia.

No i jeszcze jedno… W 19 spotkaniach ligowych (a więc na półmetku sezonu) zdobyliśmy 51 bramek. Byłbym w siódmym niebie, gdyby liczba ta została powtórzona w drugiej części sezonu.

Udanego Sylwestra!

Tagi: , , , , , , ,

Przed EPL: Portsmouth vs Arsenal

30. Grudzień 2009 | View Comments | Bez kategorii | Mariusz

Mógłbym napisać, że dzisiejsze spotkanie na Fratton Park będzie bardzo ważne… I nie będzie to przesadą. Właściwie, można dojść do wniosku, że w tym sezonie w EPL mamy tylko ważne mecze. Niektóre z nich (Man Utd, Liverpool, Chelsea, Tottenham) są dla nas prócz tego, także prestiżowymi. Za pokonanie każdej z drużyn dają trzy punkty, niezależnie od miejsca, na którym rywal chwilowo się zakotwiczył. Chelsea i Man Utd wiedzą co mam na myśli. Ich zadowolenie z pokonania Arsenalu w tym sezonie zakłóciły porażki z potencjalnie słabszymi rywalami z dolnej połówki tabeli. W ten oto sposób (zachowując koncentrację i dążąc do kolejnych pojedynczych zwycięstw) zniwelowaliśmy znaczną stratę do liderującej dwójki. Teraz gdy przed nami zarysowuje się kilka spotkań z „teoretycznie słabszymi rywalami”, nie chciałbym byśmy przechodzili przez to, co było udziałem rywali w minionych tygodniach.

Ostatnia potyczka pomiędzy Arsenalem a Portsmouth miała miejsce w sierpniu tego roku, gdy w 3. kolejce EPL podejmowaliśmy ich na Emirates Stadium. Skończyło się wtedy 4:1 (to było to spotkanie, w którym Almunia przegrał pojedynek o wysoką piłkę z graczem Pompey; Gallas popisał się sztuczką techniczną, strzelając bramkę twarzą; swoje pierwsze trafienie w lidze zanotował Aaron Ramsey). Dla odświeżenia pamięci, wrzucam bramki z tego meczu:

Prawda, że wyglądało to łatwo, miło i przyjemnie? Prowadzenie 2:0 ułożyło całkowicie grę. Wystarczy spojrzeć na statystyki i liczbę celnych strzałów:

Zdarzenia te miały miejsce jednak 4 miesiące temu. Graliśmy na własnym stadionie, na którym odnieśliśmy wiele fajnych zwycięstw i tamten mecz nie był wyjątkiem. Dziś przyjdzie nam zmierzyć się z inną drużyną. Przede wszystkim, gramy na Fratton Park, gdzie w ostatnich 4 meczach wygraliśmy raz (rok temu, pod koniec sezonu).

Nie widzę więc powodów, dla których powinniśmy czuć się spokojni i pewni 3 punktów, gdy sami zmagamy się z problemami kadrowymi przed tym spotkaniem.

Trzeba zwrócić uwagę na fakt, że wraz z pojawieniem się Avrama Granta, zespół zyskał jakby energii. W ostatnich meczach „latarnia Premier League” nie jest już tak łatwym rywalem, jak miało to miejsce wcześniej. Na Stamford Bridge przegrali z Chelsea tylko 2:1, ale Ancelotti wie, jak bardzo jego zespół musiał się namęczyć, by zdobyć upragnione 3 punkty. Zaledwie 3 dni później, właśnie na Fratton Park, Portsmouth pokonało (przecież nie aż tak słaby, by przegrywać w lidze ze wszystkimi) Liverpool 2:0. Ostatnio Grant nie dał rady w wyjazdowym meczu Gianfranco Zoli i musiał uznać wyższość rywali. Nie będę zdziwiony, jeśli dziś Pompeys będą grali ambitnie, ostro, z zębem, by urwać kolejne punkty czołowej drużynie ligi. Po pokonaniu Liverpoolu wiedzą, że jest to w ich zasięgu.

Arsenal powinien zwrócić uwagę na Frederica Piquionne. Gość w ostatnich meczach strzelał po bramce w meczach przeciw Chelsea i Liverpoolowi. Byłoby miło, gdyby dzisiejszego wieczoru nie powiększył swego skalpu.

W ostatnim ligowym spotkaniu Portsmouth grało poniższym składem:

Jakie wiadomości dopływają do nas ze strony Wengera? No… najlepsze to one nie są. Do listy kontuzjowanych graczy: van Persie, Clichy, Gibbs, Djourou dołączyli Denilson (uraz pleców) i Fabregas (wciąż nie znamy ostatecznej diagnozy). Zmieniły się natomiast przewidywania w sprawie powrotu Bendtnera. Jak powiedział Wenger:

„Bendtner is three weeks away from returning.
He had a hernia surgery and should be back from that already but he had a groin problem as well.
The groin problem looks to last longer so they [the medical staff] say to me it will be three weeks.”

Nastąpiły najwyraźniej jakieś nieprzewidywane powikłania. Ta sytuacja sprawia, że Duńczyk będzie niedostępny przez następne 3 tygodnie. Czy będzie to kluczowy moment, który wpłynie ostatecznie na decyzję Bossa w sprawie zakupienia/wypożyczenia napastnika w styczniowym okienku?

Jest także optymistyczna informacja: Tomas Rosicky może już dziś zasiądzie na ławce rezerwowych:

„Rosicky I would say will be fit for Portsmouth or for West Ham [in the FA Cup on Sunday].”

Jeśli Czech szybko wróciłby do przyzwoitej formy, mógłby stać się ważnym piłkarzem w najbliższych pojedynkach. Poza tym wygląda na to, że AW będzie musiał zasięgnąć do nieco głębszych rezerw kadrowych, by załatać miejsca po kontuzjowanych graczach. Jak donosi jeden z serwisów związanych z Burnley FC, Wilshere nie przejdzie tak szybko pod skrzydła Owena Coyle’a. Wenger zamierza skorzystać z młodego Anglika między innymi w niedzielnym meczu FA Cup przeciw West Ham.

Ciekawym doświadczeniem dla Armanda Traore będzie dzisiejszy powrót na Fratton Park, gdzie grał wcześniej na wypożyczeniu. Nasz obrońca wspomina o niesamowitych kibicach, którzy na własnym stadionie potrafią zrobić piekło i zagłuszyć fanów wielu innych zespołów.

Przewidywany skład na dzisiejszy mecz może wyglądać następująco… W bramce oczywiście wystąpi Almunia. W obronie zagrają Sagna, Gallas, Vermaelen i Traore. W pomocy nie zobaczymy dziś ani Denilsona, ani Fabregasa. Obok Songa i Diaby’ego zagra więc najprawdopodobniej Ramsey. W formacji ofensywnej niemal na pewno pojawią się Arszawin z Nasrim. Nie wiem, jak AW zareaguje na ostatni mecz Eduardo (wciąż widzę go wściekłego po zmarnowanej sytuacji Chorwata w pierwszych minutach meczu z Aston Villą). Jeśli Dudu zacznie na ławce, to najprawdopodobniej w wyjściowej jedenastce zobaczymy Walcotta.

W tej chwili jesteśmy 7 punktów za Chelsea. Gdy liderzy będą przyglądać się zmaganiom innych zespołów – my będziemy rozgrywali dwa kolejne mecze z zespołami zagrożonymi spadkiem z ligi. Zgoda – takie mecze nigdy nie należą do najłatwiejszych. Jeśli jednak to notorycznie powtarzane „game in hand” ma mieć jakieś znaczenie, to powinniśmy na obu rywalach zainkasować komplet punktów. Zróbmy dziś ku temu pierwszy krok.

Tagi: , , , , , , ,

Wywiad z kibicem Portsmouth

29. Grudzień 2009 | View Comments | Wywiad z kibicem | Wszechmocny

Wywiad z kibicem PO

Tuż przed jutrzejszym spotkaniem, mieliśmy okazję przeprowadzić wywiad z fanem popularnych ‘Pompey’ – Juriim, który jest właścicielem serwisu portsmouthfc.pl. Nasz rozmówca, odpowiedział nam na wiele ciekawych pytań, dotyczących obecnej sytuacji jego ukochanej drużyny czy ich nastrojów przed zbliżającym się meczem. Dowiemy się także m.in. co kibic Portsmouth sądzi o szansach jego zespołu w walce o utrzymanie w Premier League. Zapraszamy do lektury:

Po 19 kolejkach na swoim koncie zgromadziliście tylko 14 punktów, przez co okupujecie ostatnie miejsce w tabeli. Jak oceniasz pierwszą część sezonu? Myślisz, że zdołacie uniknąć spadku?

Pierwsza część sezonu jest dla Pompey fatalna i najgorsza od wielu lat na co złożyło się wiele rzeczy, o których pewnie każdy wie. Na szczęście strata do miejsc bezpiecznych nie jest jeszcze aż tak duża, więc wierzę w utrzymanie, choć na pewno walka będzie się toczyła do ostatniej kolejki. Spadek dla Portsmouth oznaczałby być może wielki upadek tego klubu.

Co sądzisz o pracy jaką wykonywał u was Paul Hart? Zgadzasz się z opiniami niektórych ekspertów, którzy sądzą, iż Hart naprawdę nieźle sobie radził w tak trudnych warunkach jakich przyszło mu działać?

Ciężko powiedzieć. Z jednej strony pod jego wodzą zwłaszcza w tym sezonie z chęcią się oglądało mecze Pompey, ale brakowało wyników co przecież jest najważniejsze. W poprzednim sezonie, gdy przejął nas po Tonym Adamsie wyglądało to na odwrót – gra była nudna jak flaki z olejem, ale zdobywaliśmy punkty dzięki czemu wciąż gramy w Premier League.

Nasze drużyny zmierzyły się już na początku rozgrywek – wtedy to wysokie zwycięstwo odnieśli Kanonierzy. Jednak ostatnio gra Pompey wygląda coraz lepiej, pokonaliście Liverpool, świetnie zaprezentowaliście się także w meczu z Chelsea. To sprawia, że czujesz się pewnie przed środowym spotkaniem na Fratton Park?

Nie powiem, żebym jakoś specjalnie obawiał się tego spotkania, ponieważ wiem z doświadczenia, że Pompey u siebie są w stanie pokonać każdego co już nie raz udowadniali. Arsenal to wielki zespół i na pewno jeśli będzie w najwyższej dyspozycji i nie zlekceważy gospodarzy to powinien wygrać, ale liczę, że nie będzie to dla ludzi Wengera łatwe spotkanie. Nawet jeśli zwyciężą to mam nadzieję, że będą musieli pozostawić na Fratton Park bardzo dużo serca i zdrowia.

Który z nowych nabytków zrobił na tobie największe wrażenie i dlaczego?

Mam tutaj dwie propozycje z racji tego, że do Pompey latem przyszło aż 14 nowych zawodników. Jeden to Kevin Prince Boateng, ponieważ nigdy wcześniej nie widziałem go w akcji, a przeczytałem o nim wiele niepochlebnych recenzji, a okazał się on motorem napędowym Portsmouth. Drugi to Francuz Frederic Piquionne, który mimo iż ma już 31 lat to potrafił się wkomponować w styl angielskiej ligi i mając go na szpicy zespół ma naprawdę duże oparcie.

Jeszcze kilkanaście miesięcy temu mieliście świetną drużynę, która potrafiła walczyć z najlepszymi. Nikomu nie trzeba było przedstawiać piłkarzy takich jak Muntari, Mwaruwari, Diop, Diarra, Campbell, Krancjar, Crouch, Defoe czy Johnson. Co było przyczyną upadku tak wspaniałego zespołu?

Przede wszystkim finanse, którymi w zły sposób zarządzali ludzie właściciela Alexandre’a Gaydamaka. Kupowano piłkarzy za wielkie pieniądze i dawano im takie tygodniówki jak to bywa w zespołach z TOP4. Skutki tamtych działań do tej pory odbijają się w Portsmouth czkawką i być może będą się odbijać jeszcze przez długie lata.

Kogo najbardziej obawiacie się z naszej ekipy? Kto będzie dla was największym zagrożeniem?

Może was to zdziwi, ale po obejrzeniu kilku ostatnich meczów zdecydowanie najbardziej obawiam się Abou Diaby’ego. Niby gracz niepozorny, ale sposób w jaki rozgrywa piłkę i jego ciąg na bramkę robi na mnie olbrzymie wrażenie. Na dodatek strzela piękne gole co sprawia, że jest graczem kompletnym mimo młodego wieku. Bardziej obawiałbym się Cesca Fabregasa, ale na szczęście z Pompey on raczej nie zagra z powodu kontuzji.

A teraz w drugą stronę – jak myślisz, który z zawodników Portsmouth popsuje najwięcej krwi Arsenalowi? Na kogo najbardziej liczysz?

Zdecydowanie Kevin Prince Boateng. Charakterystyką i stylem gry pasowałby mi do strategii Arsenalu, ale jak na razie jego występy cieszą kibiców Portsmouth. Jest szybki, świetny technicznie i potrafi znakomicie uderzyć z dystansu. Obrońcy i defensywni pomocnicy Kanonierów będą musieli na niego bardzo uważać.

Jak przeciwko nam zagracie?

Wydaje mi się, że podobnie jak w wygranym meczu z Liverpoolem Avram Grant postawi na ofensywę i zagramy ustawieniem 4-3-3. W bramce raczej na pewno zagra Asmir Begović, który jest ostatnio w dobrej formie, a na dodatek David James nadal jest kontuzjowany. Na szpicy zagra Fred Piquionne, którego ze skrzydeł powinni wspierać Belhadj i Boateng. Na pewno nie zagra Jamie O’Hara, który jest odpowiedzialny za wszystkie rzut wolne i rożne w Pompey i robi to naprawdę dobrze. Wypożyczony z Tottenhamu pomocnik będzie pauzował za piątą żółtą kartkę, którą otrzymał w meczu z West Hamem.

Jeśli miałbyś wskazać najsłabszy punkt zespołu Avrama Granta, to byłby/byłaby to…

Na pewno Marc Wilson (środkowy obrońca) i Hayden Mullins (środkowy pomocnik), ale najprawdopodobniej żaden z nich w środowy wieczór nie zagra. Bolączką może być niski wzrost środkowego obrońcy Tala Ben Haima, który w tym sezonie przegrał już kilka ważnych walk w powietrzu.

Jak myślisz, na którym miejscu uplasuje się Arsenal? Kanonierów stać na wywalczenie mistrzostwa? Jeśli nie, to z perspektywy kibica ‘Pompey’ powiedz, czego brakuje drużynie Arsene’a Wengera.

Typuję, że Arsenal na koniec rozgrywek zajmie 3 miejsce w tabeli. Według mnie temu zespołowi brakuje jeszcze takiego wyrachowania jakie posiada Chelsea i Manchester United. Mówi to wielu ludzi i ja też to powtórzę, że tym młodym niezwykle utalentowanym chłopcom Wengera jeszcze ciągle brakuje doświadczenia, żeby aż do ostatniej kolejki walczyć o Mistrzostwo Anglii.

Którego z zawodników Arsenalu chciałbyś widzieć w zespole Portsmouth?

Każdego, ale z racji obecnego położenia Pompey wiem, że z 95% zawodników to niemożliwe. Jeśli już to z wielką chęcią znów na wypożyczeniu w The Blues widział bym Armanda Traore, który w poprzednim sezonie grał u nas bardzo dobrze lub, któregoś z młodych wilków Jacka Wilshere’a czy Carlosa Vele.

Które spotkanie z ostatnich lat przeciwko ‘The Gunners’ zapamiętałeś najbardziej?

Było to w grudniu 2006 roku na Emirates Stadium. Specjalnie na ten mecz poszedłem do kuzyna, który miał Cyfrę+ i się nie zawiodłem. Tuż przed przerwą Noe Pamarot w zamieszaniu podbramkowym wyprowadził Pompey na prowadzenie a dwie minuty po wznowieniu gry w drugiej połowie Matt Taylor kapitalnym wolejem przelobował Lehmanna i było 0:2. Niestety później Kanonierzy także potrzebowali tylko dwóch minut, żeby zremisować. Do końca meczu Arsenal cisnął, ale nie potrafił zdobyć gola i cieszyłem się chociaż z jednego punktu wywiezionego z ciężkiego terenu.

Jaki będzie wynik środowego spotkania?

Odpowiem optymistycznie dla mojego zespołu i stawiam 1:0 dla Pompey.

  • TWITTER



  • KALENDARZ WPISÓW

    Grudzień 2009
    P W Ś C P S N
    « lis   sty »
     123456
    78910111213
    14151617181920
    21222324252627
    28293031  

Arsenalizacja on Facebook
Page 1 of 151234510...Last »