EPL: Stoke 1-3 Arsenal

Stoke 1-3 Arsenal
(Pugh 8′ – Bendtner 32′, Fabregas 90′ pen, Vermaelen 90′)
Liczby meczu | Skrót meczu | Komentarz Wengera
W poprzednim wpisie, przed meczem ze Stoke napisałem:
Obiecuję, że w przypadku naszego zwycięstwa, nie będę zajmował się stylem naszej gry, jakością podań, dośrodkowań, strzałów… Możemy zagrać najgorszy, najbardziej nudny, brzydki i frustrujący mecz. Do mojej świadomości jestem dziś w stanie dopuścić wszystko, pod warunkiem, że wygramy tam choćby i 1:0.
Po pierwsze, tak jak zapowiedziałem w sobotę, nie będę dziś zajmował się stylem naszej gry, oceną poszczególnych zawodników, przeprowadzanych akcji jednym bądź drugim skrzydłem, ani żadnymi podobnymi czynnikami. Po pierwsze: nie potrafiłbym na chłodno analizować naszej gry po 65 minucie meczu, gdy każdy z naszych chłopaków miał w głowie widok kontuzjowanego Ramsey’a. Po drugie: wciąż nie obejrzałem całego meczu, gdyż skupiłem się w całości na czytaniu pomeczowych wniosków i reakcji zarówno naszej drużyny, jak i kibiców Arsenalu.
Niefortunnie dziś brzmiące zdanie będące mojego autorstwa i wyrażone wczoraj, że „jestem w stanie dopuścić do mojej świadomości wszystko, byle tylko mecz zakończył się naszym zwycięstwem” – rani mnie wyjątkowo. W najczarniejszych snach nie przypuszczałem, że możemy zwycięstwo okupić takim kosztem. Wziąłbym w ciemno ten remis z przerwy wczorajszego meczu, jeśli miałoby to oznaczać, że Ramsey dogra spotkanie do końca i będzie wspomagał zespół w walce o tytuł, aż do ostatniej kolejki.
Pomimo tego, iż nie widziałem pierwszej części meczu, czuję się upoważniony do tego, by napisać kilka słów o wczorajszym spotkaniu. Nikt nie ma wątpliwości, że to, co najważniejsze, wydarzyło się w drugiej połowie. Eskalowało od 65 minuty, mając dalszy wydźwięk, aż do końcowego gwizdka sędziego (a także już po nim).
Rozpocznę od Ryana Shawcrossa, by skończyć jego temat i mieć to za sobą. Tak, oglądałem powtórki feralnego zajścia. Uważam, że zawodnik Stoke nie popisał się wyjątkowym okrucieństwem. Nie nazwałbym wyniku tego faulu jako niefortunnego czy pechowego (o czym nieco później) ale nie będę też wyzywał Shawcrossa od chamów i brutali. Być może przez najbliższe dni będzie mocno przeżywał sobotnie zajście. Mam nadzieję, że znajdzie czas, by odwiedzić Aarona w szpitalu, przeprosić go za zajście raz jeszcze i po ludzku z nim pogadać. Tyle o obrońcy Stoke.
Ze zrozumiałych powodów bardziej martwię się o Ramsey’a. Wiem jak łatwo zbudować po tragicznym zdarzeniu obraz człowieka, którego się uwielbiało i patrzyło w jego stronę z wielką nadzieją. Przyznaję z ręką na sercu, że Aaron był, jest i będzie jednym z moich ulubionych zawodników. Zawsze urzekała mnie jego skromność, rozsądek w wygłaszanych opiniach, twarde stąpanie po ziemi i maksymalne skupienie się na pracy. Z prawdziwą dumą oglądałem każdy mecz, w którym udowadniał, iż jego progres nabiera tempa i zmierza w dobrym kierunku.
Obecny sezon w wykonaniu Aarona jest nieprawdopodobny. Nie ma osoby, która nie przyznałaby, że mamy w składzie wyjątkowy talent, który w wieku 19 lat prezentuje prawdziwą klasę i jakość. Niezależnie od tego, czy był to Wenger, Fabregas, czy ktokolwiek inny z naszej drużyny – wszyscy podkreślali, jak wielki krok naprzód zrobił on w ostatnim roku. Dowodem tego był udział Ramsey’a w 29 meczach Arsenalu w tym sezonie. W tylu spotkaniach sezonu 2009/10 zaczynał on spotkanie od pierwszych minut bądź też był wprowadzany w trakcie spotkania. Pomimo młodego wieku, stanowił o sile naszej drużyny i był wielokrotnie piłkarzem decydującym o losach spotkania. Zdobywał ważne gole, popisywał się kapitalnymi podaniami.
Tak jak powiedział po meczu Wenger: nie sposób cieszyć się wynikiem po takiej kontuzji Aarona. Chyba nie tylko ja mam wrażenie, że 65 minuta meczu ze Stoke momentalnie zatrzymała rozwój tego fantastycznego chłopaka. W wieku 19 lat organizm piłkarza chłonie wiedzę jak gąbka. Wszystko przychodzi z niesamowitą łatwością. Ostatni rok w karierze Walijczyka pokazał nam, jak ogromny postęp może poczynić gracz w jego wieku. Od teraz, przez kolejne długie miesiące Ramsey zostanie wyłączony z tego procesu. Zrozumiałe więc są obawy związane z jego powrotem po tak długiej przerwie i odrodzeniem się dawnej sprawności. Diaby po swojej kontuzji potrzebował na to kilka lat. Eduardo do dziś nie może znaleźć tamtego błysku, którym zachwycał nas przez kontuzją.
Jest też inna kwestia, która spędza mi sen z powiek. Jak do cholery może wyglądać psychika Aarona po takim zajściu? Patrzę na skróty z jego najlepszych występów obecnego sezonu i widzę gracza odważnego, przebojowego, który bez kompleksów wdaje się w drybling z rywalem, który swoimi rajdami ośmiesza przeciwników, walczy o każdą piłkę, jest twardy i zdecydowany. Jak może wyglądać jego powrót po tak traumatycznym doświadczeniu? Czy wpłynie to na jego dalszy rozwój? Czy może to później oddziaływać na jego sposób gry i tą porywającą przebojowość? Obawiam się, że tak.
Widząc to, co działo się w owej 65 minucie meczu, z oczywistych względów miałem przed oczyma obraz Eduardo sprzed dwóch lat i podobny widok naszej drużyny. Vermaelen, Fabregas i inni z założonymi rękami na głowę, nie mogli uwierzyć w to, co się stało. Campbell wściekły kipiał emocjami, wyrzucając zapewne w stronę sędziego kilka dosadnych określeń i nie pozwalając sobie na dobrotliwe pogłaskiwanie ze strony graczy Stoke. Był też Clichy, który mignął mi przez moment, poklepując Vermaelena, jakby chciał powiedzieć „pozbierajmy się!”. Cały zespół miał jednak w pamięci tamto bliźniaczo podobne zajście z Eduardo i świadomość, że stanęli na rozdrożu. Albo obrócą to zdarzenie w dojmującą chwilę smutku, albo da im to dodatkowej siły, by zrozumieć, że mają tu jeszcze coś do zrobienia.
Reakcja zespołu była najlepsza z możliwych. Zaatakowaliśmy Stoke z jeszcze większą energią. Bramka po rzucie karnym wykorzystanym przez Cesc’a i późniejszy trzeci gol strzelony przez Vermaelena dały mi nieopisaną radość. Duma – to chyba najlepsze z określeń, jakie przychodzi mi na myśl po sobotnim zwycięstwie. Przyznaję, że mocno zaszkliły mi się oczy, gdy widziałem naszych chłopców wiwatujących po obu bramkach. Jeszcze mocniej ścisnęło mi się gardło, gdy ujrzałem Cesc’a dedykującego bramkę Aaronowi oraz Campbella i Vermaelena wyrzucających z siebie całe nagromadzone napięcie.
Po ostatnim gwizdku sędziego Fabregas zwołał wszystkich na środek boiska. Kanonierzy stanęli w kółeczku. Zapewne padły słowa o jedności, charakterze i dalszej walce dla Aarona. Przewiduję, że podobna rozmowa miała miejsce w szatni, gdzie swoje słowo dorzucił i Wenger.
Przed meczem życzyłem sobie, by nasze zwycięstwo nad Stoke stało się „punktem zwrotnym” tego sezonu. By od tego czasu mentalność naszej drużyny krzyczała „idziemy po tytuł”. Teraz jestem pewny, że niezależnie od tego jakie przeszkody staną nam na drodze, będziemy parli do przodu z całych sił. W sobotę narodziła się drużyna, której marzenie jest jedno – doprowadzić Aarona do podium, na którym uniesie on nad głowę puchar.
Na koniec jeden akapit odnoszący się do kolejnej tragicznej kontuzji naszego zawodnika… Jako fanowi Arsenalu ciężko zrozumieć mi argumentację niektórych z publicystów, którzy próbują wyciszyć frustrację naszych kibiców stwierdzeniem: „to było kolejne przypadkowe starcie zakończone przypadkową, fatalnie wyglądającą kontuzją”. Jak wcześniej napisałem, nie zamierzam kamienować Shawcrossa. Fakty jednak nasuwają inne wytłumaczenie.
Oto dowód.
W ostatnich latach dotknęły nas trzy fatalne kontuzje. Najpierw padło na Diaby’ego, który w spotkaniu z Sunderlandem doznał złamania stawu skokowego. Później podobnego urazu nabawił się Eduardo w meczu z Birmingham. Teraz ofiarą jest Ramsey przeciw Stoke City. Zwracam uwagę: Sunderland, Birmingham, Stoke. Trzy drużyny z grupy tych ekip, które od X lat nie boją się mówić, że mają sposób na grę z Arsenalem: „trzeba ich kopać”.
Czy kiedykolwiek ktoś z władz FA zwrócił uwagę na te słowa? Nie pamiętam. Czy komentujący w MotD Alan Hanson byłby dziś w stanie powtórzyć raz jeszcze, że „Arsenal nie potrafi grać z twardymi zespołami i odpowiadać na ich faule”? Sprawę po imieniu nazwał Fabregas, który tuż po meczu podzielił się dla Sky własną opinią.
PS. Zaskakujące, że we wczorajszym „Match of the Day” (link na górze wpisu) poświęcono Shawcrossowi więcej ciepłych słów, niż zwijającemu się ze złamaną nogą Ramsey’owi.
Tagi: Aaron Ramsey, Arsene Wenger, Cesc Fabregas, MotD, podsumowanie, Premier League, Stoke City




