Bądź na bieżąco - RSS

EPL: Stoke 1-3 Arsenal

27. Luty 2010 | View Comments | Podsumowanie meczu | Mariusz

Stoke 1-3 Arsenal
(Pugh 8′Bendtner 32′, Fabregas 90′ pen, Vermaelen 90′)

Liczby meczu | Skrót meczu | Komentarz Wengera

W poprzednim wpisie, przed meczem ze Stoke napisałem:

Obiecuję, że w przypadku naszego zwycięstwa, nie będę zajmował się stylem naszej gry, jakością podań, dośrodkowań, strzałów… Możemy zagrać najgorszy, najbardziej nudny, brzydki i frustrujący mecz. Do mojej świadomości jestem dziś w stanie dopuścić wszystko, pod warunkiem, że wygramy tam choćby i 1:0.

Po pierwsze, tak jak zapowiedziałem w sobotę, nie będę dziś zajmował się stylem naszej gry, oceną poszczególnych zawodników, przeprowadzanych akcji jednym bądź drugim skrzydłem, ani żadnymi podobnymi czynnikami. Po pierwsze: nie potrafiłbym na chłodno analizować naszej gry po 65 minucie meczu, gdy każdy z naszych chłopaków miał w głowie widok kontuzjowanego Ramsey’a. Po drugie: wciąż nie obejrzałem całego meczu, gdyż skupiłem się w całości na czytaniu pomeczowych wniosków i reakcji zarówno naszej drużyny, jak i kibiców Arsenalu.

Niefortunnie dziś brzmiące zdanie będące mojego autorstwa i wyrażone wczoraj, że „jestem w stanie dopuścić do mojej świadomości wszystko, byle tylko mecz zakończył się naszym zwycięstwem” – rani mnie wyjątkowo. W najczarniejszych snach nie przypuszczałem, że możemy zwycięstwo okupić takim kosztem. Wziąłbym w ciemno ten remis z przerwy wczorajszego meczu, jeśli miałoby to oznaczać, że Ramsey dogra spotkanie do końca i będzie wspomagał zespół w walce o tytuł, aż do ostatniej kolejki.

Pomimo tego, iż nie widziałem pierwszej części meczu, czuję się upoważniony do tego, by napisać kilka słów o wczorajszym spotkaniu. Nikt nie ma wątpliwości, że to, co najważniejsze, wydarzyło się w drugiej połowie. Eskalowało od 65 minuty, mając dalszy wydźwięk, aż do końcowego gwizdka sędziego (a także już po nim).

Rozpocznę od Ryana Shawcrossa, by skończyć jego temat i mieć to za sobą. Tak, oglądałem powtórki feralnego zajścia. Uważam, że zawodnik Stoke nie popisał się wyjątkowym okrucieństwem. Nie nazwałbym wyniku tego faulu jako niefortunnego czy pechowego (o czym nieco później) ale nie będę też wyzywał Shawcrossa od chamów i brutali. Być może przez najbliższe dni będzie mocno przeżywał sobotnie zajście. Mam nadzieję, że znajdzie czas, by odwiedzić Aarona w szpitalu, przeprosić go za zajście raz jeszcze i po ludzku z nim pogadać. Tyle o obrońcy Stoke.

Ze zrozumiałych powodów bardziej martwię się o Ramsey’a. Wiem jak łatwo zbudować po tragicznym zdarzeniu obraz człowieka, którego się uwielbiało i patrzyło w jego stronę z wielką nadzieją. Przyznaję z ręką na sercu, że Aaron był, jest i będzie jednym z moich ulubionych zawodników. Zawsze urzekała mnie jego skromność, rozsądek w wygłaszanych opiniach, twarde stąpanie po ziemi i maksymalne skupienie się na pracy. Z prawdziwą dumą oglądałem każdy mecz, w którym udowadniał, iż jego progres nabiera tempa i zmierza w dobrym kierunku.

Obecny sezon w wykonaniu Aarona jest nieprawdopodobny. Nie ma osoby, która nie przyznałaby, że mamy w składzie wyjątkowy talent, który w wieku 19 lat prezentuje prawdziwą klasę i jakość. Niezależnie od tego, czy był to Wenger, Fabregas, czy ktokolwiek inny z naszej drużyny – wszyscy podkreślali, jak wielki krok naprzód zrobił on w ostatnim roku. Dowodem tego był udział Ramsey’a w 29 meczach Arsenalu w tym sezonie. W tylu spotkaniach sezonu 2009/10 zaczynał on spotkanie od pierwszych minut bądź też był wprowadzany w trakcie spotkania. Pomimo młodego wieku, stanowił o sile naszej drużyny i był wielokrotnie piłkarzem decydującym o losach spotkania. Zdobywał ważne gole, popisywał się kapitalnymi podaniami.

Tak jak powiedział po meczu Wenger: nie sposób cieszyć się wynikiem po takiej kontuzji Aarona. Chyba nie tylko ja mam wrażenie, że 65 minuta meczu ze Stoke momentalnie zatrzymała rozwój tego fantastycznego chłopaka. W wieku 19 lat organizm piłkarza chłonie wiedzę jak gąbka. Wszystko przychodzi z niesamowitą łatwością. Ostatni rok w karierze Walijczyka pokazał nam, jak ogromny postęp może poczynić gracz w jego wieku. Od teraz, przez kolejne długie miesiące Ramsey zostanie wyłączony z tego procesu. Zrozumiałe więc są obawy związane z jego powrotem po tak długiej przerwie i odrodzeniem się dawnej sprawności. Diaby po swojej kontuzji potrzebował na to kilka lat. Eduardo do dziś nie może znaleźć tamtego błysku, którym zachwycał nas przez kontuzją.

Jest też inna kwestia, która spędza mi sen z powiek. Jak do cholery może wyglądać psychika Aarona po takim zajściu? Patrzę na skróty z jego najlepszych występów obecnego sezonu i widzę gracza odważnego, przebojowego, który bez kompleksów wdaje się w drybling z rywalem, który swoimi rajdami ośmiesza przeciwników, walczy o każdą piłkę, jest twardy i zdecydowany. Jak może wyglądać jego powrót po tak traumatycznym doświadczeniu? Czy wpłynie to na jego dalszy rozwój? Czy może to później oddziaływać na jego sposób gry i tą porywającą przebojowość? Obawiam się, że tak.

Widząc to, co działo się w owej 65 minucie meczu, z oczywistych względów miałem przed oczyma obraz Eduardo sprzed dwóch lat i podobny widok naszej drużyny. Vermaelen, Fabregas i inni z założonymi rękami na głowę, nie mogli uwierzyć w to, co się stało. Campbell wściekły kipiał emocjami, wyrzucając zapewne w stronę sędziego kilka dosadnych określeń i nie pozwalając sobie na dobrotliwe pogłaskiwanie ze strony graczy Stoke. Był też Clichy, który mignął mi przez moment, poklepując Vermaelena, jakby chciał powiedzieć „pozbierajmy się!”. Cały zespół miał jednak w pamięci tamto bliźniaczo podobne zajście z Eduardo i świadomość, że stanęli na rozdrożu. Albo obrócą to zdarzenie w dojmującą chwilę smutku, albo da im to dodatkowej siły, by zrozumieć, że mają tu jeszcze coś do zrobienia.

Reakcja zespołu była najlepsza z możliwych. Zaatakowaliśmy Stoke z jeszcze większą energią. Bramka po rzucie karnym wykorzystanym przez Cesc’a i późniejszy trzeci gol strzelony przez Vermaelena dały mi nieopisaną radość. Duma – to chyba najlepsze z określeń, jakie przychodzi mi na myśl po sobotnim zwycięstwie. Przyznaję, że mocno zaszkliły mi się oczy, gdy widziałem naszych chłopców wiwatujących po obu bramkach. Jeszcze mocniej ścisnęło mi się gardło, gdy ujrzałem Cesc’a dedykującego bramkę Aaronowi oraz Campbella i Vermaelena wyrzucających z siebie całe nagromadzone napięcie.

Po ostatnim gwizdku sędziego Fabregas zwołał wszystkich na środek boiska. Kanonierzy stanęli w kółeczku. Zapewne padły słowa o jedności, charakterze i dalszej walce dla Aarona. Przewiduję, że podobna rozmowa miała miejsce w szatni, gdzie swoje słowo dorzucił i Wenger.

Przed meczem życzyłem sobie, by nasze zwycięstwo nad Stoke stało się „punktem zwrotnym” tego sezonu. By od tego czasu mentalność naszej drużyny krzyczała „idziemy po tytuł”. Teraz jestem pewny, że niezależnie od tego jakie przeszkody staną nam na drodze, będziemy parli do przodu z całych sił. W sobotę narodziła się drużyna, której marzenie jest jedno – doprowadzić Aarona do podium, na którym uniesie on nad głowę puchar.

Na koniec jeden akapit odnoszący się do kolejnej tragicznej kontuzji naszego zawodnika… Jako fanowi Arsenalu ciężko zrozumieć mi argumentację niektórych z publicystów, którzy próbują wyciszyć frustrację naszych kibiców stwierdzeniem: „to było kolejne przypadkowe starcie zakończone przypadkową, fatalnie wyglądającą kontuzją”. Jak wcześniej napisałem, nie zamierzam kamienować Shawcrossa. Fakty jednak nasuwają inne wytłumaczenie.

Oto dowód.

W ostatnich latach dotknęły nas trzy fatalne kontuzje. Najpierw padło na Diaby’ego, który w spotkaniu z Sunderlandem doznał złamania stawu skokowego. Później podobnego urazu nabawił się Eduardo w meczu z Birmingham. Teraz ofiarą jest Ramsey przeciw Stoke City. Zwracam uwagę: Sunderland, Birmingham, Stoke. Trzy drużyny z grupy tych ekip, które od X lat nie boją się mówić, że mają sposób na grę z Arsenalem: „trzeba ich kopać”.

Czy kiedykolwiek ktoś z władz FA zwrócił uwagę na te słowa? Nie pamiętam. Czy komentujący w MotD Alan Hanson byłby dziś w stanie powtórzyć raz jeszcze, że „Arsenal nie potrafi grać z twardymi zespołami i odpowiadać na ich faule”? Sprawę po imieniu nazwał Fabregas, który tuż po meczu podzielił się dla Sky własną opinią.

PS. Zaskakujące, że we wczorajszym „Match of the Day” (link na górze wpisu) poświęcono Shawcrossowi więcej ciepłych słów, niż zwijającemu się ze złamaną nogą Ramsey’owi.

Tagi: , , , , , ,

Przed EPL: Stoke vs Arsenal

27. Luty 2010 | View Comments | Zapowiedź meczu | Mariusz

Stoke vs Arsenal

Statystyki poprzednich spotkań | Skrót ostatniego meczu | Linki do meczu

Świadomość tego, że Wenger w całej swojej 13-letniej karierze managera Arsenalu nie odniósł zwycięstwa na Britannia Stadium, stawia mnie w niezbyt komfortowej sytuacji przed dzisiejszym spotkaniem. Jakby tego było mało, szykuje się kolejne spotkanie pod znakiem ręcznika. Wielkiej euforii więc nie doświadczam.

Czy trzeba pisać, jak ważnym meczem jest dzisiejsza potyczka ze Stoke? Myślę, że nie trzeba nikogo przekonywać, jak silną drużyną (szczególnie na własnym stadionie) jest zespół Tony’ego Pulisa. Zerkam w ich terminarz i spoglądam na dotychczasowe rozegrane mecze. Co zwraca moją uwagę? Oczywiście trwająca od grudnia okazała seria spotkań bez porażki.

Stoke przegrało swój ostatni mecz 28 grudnia 2009 roku, gdy polegli 0:1 z Birmingham. Od tego czasu notują serię 11(!) meczów bez porażki. Nie dali się takim drużynom jak: Fulham, Liverpool, Arsenal i Man City (dwukrotne – co nie może być przypadkiem). Robota, jaką na Britannia Stadium wykonuje Pulis, jest nie do przecenienia. Zespół skazywany przez wielu na spadek plasuje się dzisiaj na 11. miejscu ligowej tabeli, z 9. punktami przewagi przed strefą spadkową. Na 11 kolejek przed zakończeniem sezonu nikt nie typuje tej drużyny do walki o utrzymanie. Jest to chyba najlepszym opisem siły i doskonałej sytuacji „The Potters”.

Wszyscy podkreślają, że w zestawieniu z drużynami Man Utd i Chelsea, to Arsenal ma dogodniejszych i teoretycznie łatwiejszych rywali w ostatnich 11 kolejkach. Jest to oczywiście prawdą. Błędem byłoby jednak uważać, że do końca sezonu ogrywać będziemy przeciwników z uśmiechem na ustach i liczyć topniejącą przewagę Chelsea. Wśród potencjalnie łatwych drużyn mamy takie mecze jak ten ze Stoke, który moim zdaniem będzie dla nas nie tylko walką o kolejne 3 punkty, ale także testem dla naszej siły, determinacji i poświęcenia.

Po rozczarowujących grach z MU i CFC, pokonanie Liverpoolu było pierwszym ważnym krokiem w powrocie do stabilizacji Arsenalu. Pokonanie Sunderlandu na własnym stadionie można potraktować jako wypełniony obowiązek. Zwycięstwo na Britannia Stadium byłoby dla nas niezwykle cennym krokiem psychologicznym. Wygrana w tym wyjazdowym spotkaniu może dać namacalne świadectwo siły naszego zespołu. Kanonierzy dostaną dowód, że trudno będzie komukolwiek powstrzymać nas przed kolejnymi zwycięstwami. Pokonanie drużyny grającej fizyczny futbol, na ich stadionie, w ich szczytowej formie, musi dać nam solidnego kopa w kolejnych meczach.

Tak jak my wszyscy wyszukujemy w terminarzu Chelsea i United spotkań z rywalami, z którymi mogą oni teoretycznie tracić punkty – tak samo Ancelotti i Ferguson spoglądają zapewne w nasz terminarz z nadzieją, że Arsenal potraci punkty w końcówce sezonu. Założę się, że wyjazd do Stoke jest traktowany jako jedna z takich sposobności. Jest to swego rodzaju przeszkoda, która może nas spowolnić (lub niemal wykluczyć) w biegu po tytuł. Ponieważ wciąż gonimy prowadzącą dwójkę, owe potknięcie się, może nas kosztować bardzo drogo. Jeśli zaś pokonamy tę przeszkodę, wyślemy do innych wiadomość, że Arsenal jest wystarczająco silny i nieustępliwy, a także zdeterminowany w walce o kolejne ligowe punkty.

Warte uwagi jest, że przed tą kolejką, Stoke ma na koncie mniej straconych bramek niż Arsenal. Oznacza to, że: Arsenal traci zbyt wiele goli; Stoke nie dopuszcza tak często rywala do dogodnych okazji strzeleckich. Wracając pamięcią do naszego ostatniego spotkania przeciw Sunderlandowi, możemy być niemal pewni, że grając w podobny sposób, jak przed tygodniem, nie będziemy dziś mieli większych szans na wywiezienie zwycięstwa.

We wczorajszym Friday Night, Stewart Robson zasugerował taką oto wyjściową jedenastkę na wieczorne spotkanie:

Ponieważ kontuzjowani są Arszawin, Diaby i Gallas, powyższa drużyna wygląda na rozsądnie zbudowaną jedenastkę. Pozycja Campbella jest bezdyskusyjna – szczególnie że przy stałych fragmentach gry będziemy musieli walczyć w polu karnym o wysokie piłki.

Wyraźnie widać, że Robson próbuje zestawić zespół tak by „owca była cała i wilk syty”. Pomysł o przesunięciu Eboue z prawego skrzydła/prawej obrony do środka boiska i zastąpienie nim kontuzjowanego Diaby’ego jest ciekawym rozwiązaniem. Buła swoją ofensywną charakterystyką gry przypomina Diaby’ego. Lubi atakować rywali z piłką u nogi, szarżując z głębi własnej połowy. Być może byłby tutaj świetnym łącznikiem między Songiem, a Cesc’iem. W defensywie też jest w stanie poradzić sobie nie najgorzej, a mając za partnera Alexa, czułby się zapewne spokojniej w swoich defensywnych zadaniach. W teorii nie byłby więc to krok szalony, lecz całkiem ciekawy i godny dyskusji. Zastanawiać może fakt, jak sam Emmanuel czułby się w środku boiska? Czy podświadomie nie brakowałoby mu tej bocznej linii po prawej stronie?

Osobiście skłonny jednak jestem do stwierdzenia, że Wenger wystawi w środku pola Ramsey’a bądź Denilsona. Po tak dobrym występie Eboue w ostatnim meczu, powinien dostać on kolejną szansę na pozycji RB. W ataku powyższa trójka (Nasri, Bendtner, Walcott) też udowodniła, że jest zdolna wypracować sytuacje strzeleckie. Czy Theo po raz kolejny zrobi krok w kierunku odbudowy swojej formy?

Mówiąc Stoke, myślimy: Delap. Jego wrzuty z autu stały się już legendarne, a nasze samopoczucie z tego powodu mocno w przeszłości ucierpiało. Mam cichą nadzieję, że szczególnie wyczuleni na te fragmenty gry, mając w składzie takich zawodników jak Vermaelen, Campbell, Song, czy Bendtner – nie dopuścimy do nerwowych sytuacji przed naszym polem karnym.

Spodziewajmy się także ręczników, które służyć będą Delapowi przy niemal każdym wrzucie z autu na naszej połowie boiska. Doskonale pamiętam ostatni mecz w Pucharze Anglii, gdzie każdy ręcznikowy rytuał zajmował po 30 sekund. Było to szczególnie irytujące.

Usłyszałem wczoraj intrygującą propozycję, którą (w przypadku naszego prowadzenia) powinniśmy zastosować w meczu. Owe ręczniki nie są przecież z szafy Delapa i każdy może z nich korzystać. Wyobrażam więc sobie, że przy naszym prowadzeniu wszelki rzut z autu w wykonaniu naszego gracza (choćby miał to być nawet Walcott) byłby poprzedzony dokładnym wycieraniem piłki w szmatkę. Prawda, że byłoby to ciekawe? Choć oczywiście sędzia i tak powinien doliczyć do każdego meczu na Brittania po 7 minut dodatkowego czasu gry.

Przyznaję otwarcie – jest to jedno z niewielu spotkań w lidze, do których nie mam specjalnie żadnych oczekiwań. Obiecuję, że w przypadku naszego zwycięstwa, nie będę zajmował się stylem naszej gry, jakością podań, dośrodkowań, strzałów… Możemy zagrać najgorszy, najbardziej nudny, brzydki i frustrujący mecz. Do mojej świadomości jestem dziś w stanie dopuścić wszystko, pod warunkiem, że wygramy tam choćby i 1:0.

Biją się we mnie dwie myśli.

Jedna uspokaja mnie, tłumacząc, że porażka w FA Cup miała miejsce w chwili, gdy graliśmy mocno rezerwowym składem. Dodatkowo gospodarze rozegrali przed kilkoma dniami 120 minut przeciw Man City i nie mieli wystarczająco wiele czasu na odpoczynek. (Czy Pulis da odpocząć kilku graczom?).

Druga myśl nie pozwala mi jednak zapomnieć, że 11 meczów bez porażki to osiągnięcie godne do uznania; że Arsenal może pozazdrościć Stoke wyeliminowania City z Pucharu Anglii i awans do kolejnej rundy tych rozgrywek; że ogranie Manciniego daje zespołowi ogromną siłę psychiczną przed takim spotkaniem jak to z Arsenalem. No i na koniec – cholera, my tam jeszcze za Wengera nie wygraliśmy.

Ostatecznie dochodzę do wniosku, że może to być jeden z najważniejszych meczów tego sezonu. Stawka jest ogromna. Czuję, że 3 punkty zdobyte na Stoke mogą być przełomowymi w tej części sezonu. Jestem przekonany, że Campbell nie pozwoli chłopakom na lekkie potraktowanie tego testu i stanie się jednym z bohaterów dzisiejszego spotkania.

Come on you Arsenal!!!

Tagi: , , , ,

Głównie o kontuzjach. 25 lat "Arsenal in the Community"

26. Luty 2010 | View Comments | Przemyślenia | Mariusz

Czwartek przyniósł mi to, czego oczekiwałem – spora ilość nowych wiadomości związanych z sobotnim meczem. Poza tym musiałem dokładnie uzupełnić moją wiedzę, dotyczącą Arsenalu i jego 25-lecia w ramach „The Community”. Przyznam, zajęło mi to sporo czasu – ale było warto. Szerzej o tej działalności później.

Teraz przejdę bezpośrednio do spraw kadrowych i tego, co mnie szczególnie zasmuciło. Maraton Stoke przeciw City pozwolił mi uwierzyć, że sobota nie musi być dla mnie aż tak nerwowym dniem. Nic z tego – w przyrodzie wszystko musi się równoważyć. Tak więc z całą pewnością nie będziemy mogli jutro skorzystać z usług Williama Gallasa, Abou Diaby’ego i Andrieja Arszawina. Być może będą oni brani pod uwagę przy ustalaniu składu na następny weekendowy mecz z Burnley. Dzisiaj (piątek) ma się rozstrzygnąć, czy Eduardo jest w stanie wystąpić przeciw Stoke. Jak mówi Wenger, decyzja ta zostanie podjęta po piątkowym treningu:

Gallas (calf), Diaby (knee) and Arshavin (hamstring) are all out but Eduardo joins in training tomorrow [Friday] and we will decide after training.

John Cross, jeden z najlepiej doinformowanych (w kwestii Arsenalu) dziennikarzy, pisze, że Boss ma pewien problem z naszym środkowym obrońcą. Nie do końca bowiem wiadomo co dzieje się z łydką Gallasa. Podobno od początku tygodnia rozpoczął normalne treningi, jednak we wtorek uraz się odnowił:

With Gallas we don’t know. Gallas has had a recurrence of his calf injury. He tried hard on Monday and Tuesday but on Tuesday he had a little problem again. We will have to assess that.

Nie wątpię, że Campbell jest w stanie dać nam solidne zabezpieczenie tyłów w jutrzejszym spotkaniu. Sprawa może się skomplikować, jeśli Gallas nie wykuruje się do przyszłego tygodnia. Wtedy między Burnley a Porto mamy 4 dni przerwy i znów możemy martwić się o organizm Sola i o to, czy zdoła on rozegrać dwa spotkania w tak krótkim czasie.

Wenger pytany na konferencji prasowej o pojedynek ze Stoke i jego ostatnie, niezbyt przyjemne wspomnienia z Britannia Stadium, odparł, że nie traktuje sobotniego meczu w kategorii rewanżu. AW uważa, że nie powinno się łączyć pojedynku FA Cup z sobotnim meczem o punkty. Ważniejsze jego zdaniem jest to, jak zdołamy wyeliminować ich mocne punkty i samemu zaprezentować taki poziom gry, by odnieść zwycięstwo w tym meczu:

It is a game we want to win and that is not necessarily linked with what happened before. It is just linked with how we cancel their strong points, and as well how strongly we perform on Saturday.

Biorąc pod uwagę fakt, z jak przetrzebionym przez urazy składem musieliśmy walczyć na Britannia Stadium ostatnim razem, jestem częściowo uspokojony, że tym razem nie zabraknie nam Vermaelena i Songa. Właśnie tego typu gracze stają się kluczowymi w pojedynkach z drużynami pokroju Stoke. Jak mówi AW, zespół Pulisa zdobył już 15 bramek po stałych fragmentach gry:

You know Stoke have scored 15 goals from set-pieces, 14 at home and the 14 at home a big part is down to their long throws.

Niestety jesteśmy częścią tej statystyki. Fabiański doskonale pamięta Fullera, który ubiegł go i strzelił gola już w pierwszych minutach meczu. Tak samo Almunia ma w pamięci dwa stracone gole po stałych fragmentach gry – długich wyrzutach z autu w wykonaniu Delapa. Czy to doświadczenie obroni nas przed kolejnymi tego typu wpadkami?

Francuski manager dał do zrozumienia, że jest wyjątkowo cierpliwy, jeśli chodzi o formę Clichy’ego. Przypomina, że nasz lewy obrońca był wyłączony z gry przez długi okres i potrzebuje czasu, by móc wrócić do swojej stuprocentowej sprawności. Ostatnie dwa spotkania pokazały, że jest tego bliski:

Against Liverpool and in our last game against Sunderland he had strong performances. He was out for a long time and like every player at the start he was not completely back 100 per cent but I felt in the last two games he was very convincing.

Sprawa wyglądałaby może nieco inaczej, gdybyśmy mieli zdrowego Gibbsa, który naciskałby na Gaela tak, jak kiedyś Gael naciskał na A. Cole’a. Myślę jednak, że najgorsze Clichy ma już za sobą. Jego błędy w poprzednich spotkaniach były prawdziwymi „wielbłądami”. Mam nadzieję, że przeciw teoretycznie słabszym drużynom, zaprezentuje się lepiej, solidniej i pewniej, a dzięki temu wróci do swojej wysokiej formy.

Jeśli mowa o Kieranie… Arsene przyznał, że istnieje mała szansa na to, że Gibbs wykuruje się z kontuzji przed końcem sezonu. Jest jednak jeden podstawowy warunek, który musi zostać spełniony: wszystkie etapy jego rehabilitacji i powrotu do treningów muszą przebiegać bezproblemowo. Trudno jednakże określić jak wszystko może się potoczyć przez kolejne dwa miesiące:

There is a little chance [that Gibbs will be fit before the end of the season] if all goes well now. I don’t know yet [if he will play enough] because I cannot give you any date of his return to football. It’s very premature at the moment, he is still in a little cast and we are at the beginning of March.

Nie ekscytuję się nadmiernie terminem powrotu naszego młodego LB. Jedynie uraz (tfu tfu) Clichy’ego i słaba dyspozycja Traore zmieniłyby moje nastawienie w tej kwestii. Gibbs podobnie jak van Persie zostali przeze mnie odstawieni na półkę „następny sezon”. Wiem, że kadry narodowe Anglii i Holandii bardzo liczą na ich powrót i możliwie najszybsze wznowienie treningów. Nie napawa mnie to specjalną radością i w gdzieś w głębi ducha boję się, że zbyt szybki powrót do gry może pociągnąć za sobą nawroty tych urazów.

Być może w podobny sposób widzi to Wenger. Przyznaje, że nie widział się z Robinem, ponieważ zawodnik przebywa teraz w Holandii. Nasz manager studzi optymistyczne oczekiwania trenera reprezentacji Oranje i tamtejszego związku, stwierdzając, że jego zdaniem początek kwietnia, to zbyt wczesna data na powrót van Persie’go do gry:

No, I would love to agree but I believe they [the Dutch FA] are a bit optimistic in that. I haven’t seen Robin because he is in Holland at the moment but [early April] looks to be a bit early.

Mając w pamięci listopadowe/grudniowe zawirowania z informowaniem (czy raczej dezinformowaniem) Arsenalu przez holenderski związek piłki nożnej, trudno się dziwić, że Wenger może być dziś nieprzychylnie (wrogo?) nastawiony do opinii tamtejszych ludzi. Błędne zdiagnozowanie (przez Holendrów) urazu naszego zawodnika, ograniczyło ich wiarygodność do minimum. Nie mam wątpliwości, że AW nie zważając na głosy płynące z Amsterdamu, skorzysta z napastnika wtedy, gdy sam uzna to za stosowne i gdy nie będzie to groziło nawrotowi kontuzji.

Chyba zgodzimy się w tym, że jest to specyficzna sytuacja, gdy najlepszy napastnik Arsenalu, znajdujący się w najwyższej życiowej formie, doznaje fatalnej kontuzji w towarzyskim meczu kadry, a później zostaje źle zdiagnozowany przez holenderskich lekarzy. Oczywiście wszystko naprostować musi klub, zdiagnozować zawodnika raz jeszcze i pożegnać się z nim do końca sezonu. Gdy zbliżają się finały MŚ, Holendrzy raz jeszcze nawołują Robina do szybkiego powrotu, widząc w nim wzmocnienie dla swojej reprezentacji. Kilkanaście tygodni ciężkich treningów, następnie kolejne tygodnie niemniej wyczerpującego turnieju i gracz zwrócony zostanie klubowi w stanie agonalnym. Będę jednym z najszczęśliwszych ludzi, jeśli Robin wróci do Londynu w jednym kawałku.

Wczoraj mogliśmy zobaczyć, jak wyglądała wizyta Eboue w jednej z londyńskich szkół i tamtejsza nauka geografii. Dzisiaj Arsenal.com publikuje krótki film, w którym Sagna złożył wizytę Haverstock School i na lekcji W-F pograł w piłkę z uczniami. Odbyło się to w ramach świętowania przez nasz klub 25. rocznicy akcji „The Community”, która wychodzi poza ramy futbolu i wpływa na poziom życia mieszkańców w północnym Londynie.

Dziedziny, w których oddziałuje Arsenal są tak liczne, że nie sposób je wszystkie opisać. Zawierają się w tym działania nakierowane na sport, edukację, działalność charytatywną, czy przystosowanie okolicznych dzielnic do lepszego życia… Oczywiście głównym punktem działania jest Islington (choć program wykracza tez poza granice Anglii). Aby zrozumieć cały mechanizm i sens tego procesu, zachęcam do obejrzenia poniższego filmu, który w znacznym stopniu tłumaczy cała ideę.

Nasze polskie „Orliki” jawią się więc dopiero jako pierwszy krok na drodze, która w Londynie przybrała rozmiary niewyobrażalne. Możemy być dumni z tego, jak wielkim przedsięwzięciem możemy pochwalić się dziś, po 25 latach systematycznej pracy.

Na koniec krótka informacja. Już dziś (choć nieco później) zostanie wyłoniony zwycięzca nagrody w konkursie. Jak tylko zostanie on przeze mnie wyłowiony (w drodze losowania) spośród innych, niezwłocznie poinformuję go mailowo o wygranej i uzgodnimy szczegóły przesyłki. Serdecznie dziękuję wszystkim tym, którzy wzięli udział w zabawie.

Tagi: , , , , , , , , ,
  • TWITTER



  • KALENDARZ WPISÓW

    Luty 2010
    P W Ś C P S N
    « sty   mar »
    1234567
    891011121314
    15161718192021
    22232425262728

Arsenalizacja on Facebook
Page 1 of 101234510...Last »