Przed UCL: Arsenal vs Barcelona
Arsenal vs Barcelona
Pamiętny finał LM (2006) | Linki do meczu
Z ust ilu osób słyszeliście tezę, że tegoroczny finał Ligi Mistrzów będzie powtórką zeszłorocznego? Ja sam nie potrafię zliczyć tych ust, ale stwierdzam, że było ich sporo – oszacowałbym, że w okolicach 90% wyrażanych opinii. Nie miałem okazji tego sprawdzić, ale wydaje się, iż od wczorajszego wieczoru i porażki Manchesteru United z Bayernem, grupa osób przeświadczonych o finale LM dla Czerwonych Diabłów, musiała nieco stopnieć. Nie widzę przeciwwskazań, by także dziś uszczuplić rzeszę ludzi przekonanych, że finał jest przeznaczeniem Barcelony.
W stosunku do pierwszych głosów, tuż po losowaniu par ¼ CL, widzę pewną ostrożność w ocenach wyniku dzisiejszego meczu. Kibice gości nie typują już tak gromadnie zwycięstwa swoich pupili na Emirates, lecz przychylają się do stwierdzenia, że remis będzie korzystnym dla nich rezultatem.
O Barcelonie, jej fenomenalnych zawodnikach, niepowtarzalnej drużynie i wyjątkowych kibicach przeczytacie na dziesiątkach innych stron lub blogach – Barcelona nie ma prawa narzekać na liczbę kibiców (a co za tym idzie, na liczbę opinii, jakie pojawiają się w sieci). Wspomnę więc jedynie, że nie zobaczymy dziś Iniesty, pauzującego z powodu kontuzji. Inni powinni być dla Guardioli dostępni.
Po wczorajszej konferencji prasowej Wengera poczułem się niczym rozkapryszony ośmiolatek udający się do Pierwszej Komunii Świętej. Prawda jest taka, że w dzisiejszych czasach większość dzieci nie przeżywa uroczystości kościelnej tak intensywnie, jak późniejszy moment związany z odbieraniem prezentów od krewnych. 31. marca 2010 roku czuję się niczym ośmiolatek, którego ojciec poinformował wczoraj, bym wybił sobie z głowy nowe Playstation, bo z pieniędzmi u rodziców krucho. W zamian dostałem obietnicę, że mój zasłużony PC, stojący w małym pokoju na stoliku zostanie nieco unowocześniony, by mogły na nim ruszyć gry, o których do tej pory mogłem jedynie marzyć.
Uczeń drugiej klasy szkoły podstawowej potrafi być na tyle inteligentny, by zrozumieć tą trudną sytuację rodziców, a pouczony przez ojca, potrafi się cieszyć także z upgrade’u wysłużonego PC-ta. Podświadomości nie da się jednak oszukać i myśl o Playstation nie daje mi spokoju. Mały chłopiec wciąż ma jeszcze nikłą nadzieję na konsolę. Dobrze wie, że jeśli tylko jego chrzestny wróci do Polski przed niedzielą – zafunduje mu upragniony prezent. To by był dopiero numer…
Mógłbym odczucia tego ośmiolatka zestawić w analogiczny sposób z doznaniami kibiców Arsenalu. Na wczorajszej konferencji usłyszeliśmy od Bossa, że Fabregas może opuścić pierwszy pojedynek z Barceloną – co byłoby solidnym ciosem w nasze ufne dusze. Na osłodę Wenger przygotował Gallasa. Wszystko wskazuje na to, że William jest w pełni zdrowy i gotowy do środowego meczu. Kibice wciąż jednak pokładają nadzieję w „chrzestnym”, który da im Fabregasa od pierwszych minut meczu.
AW dawał wczoraj swojemu zawodnikowi 40% szans na występ dzisiejszego wieczoru. Wszystko ma się rozstrzygnąć na godziny przed meczem, więc sami widzimy, jak śliski jest to temat.
Zastanawiałem się, jak duży wpływ na nasz zespół może mieć Fabregas: jego występ lub absencja. Czy w przypadku, gdy uraz nie jest w całości zaleczony, winien Wenger podejmować ryzyko i wystawić go do gry w (jakby na to nie patrzyć) ważnym i prestiżowym meczu Ligi Mistrzów? Skłaniałbym się do opinii, by wyleczyć kapitana do końca i dać mu przynajmniej 1-2 treningi z piłką przed kolejnym meczem.
Jak bowiem wygląda sytuacja Cesca na dziś? Z tego jakie informacje do nas docierają, wynika, że przez ostatnie dni Fabregas nie trenował normalnie, skupiając się jedynie na leczeniu urazu. Wygląda więc na to, że nie kopał piłki, a co za tym idzie jego przygotowanie do meczu z Barceloną nie było optymalne. Biorąc pod uwagę, że w ostatnich spotkaniach nie prezentował najwyższej formy i nie wpływał tak wyraźnie na formę Arsenalu, delegowanie go „na siłę” do gry może być dość ryzykowane.
Co więcej, mecz z Porto uświadomił mi, że mamy na tyle zgraną drużynę, by w pojedynczym spotkaniu była ona zdolna poradzić sobie bez swojego najlepszego gracza, odnosząc zwycięstwo po bardzo dobrej grze zespołowej. Trójka: Nasri, Diaby i Song jest w stanie podołać odpowiedzialności i wspólnymi siłami zrealizować plan, który nakreśli Wenger.
Być może, gdyby Fabregas miał w sobotę występ podobny do tego, jaki widzieliśmy w wykonaniu Diaby’ego – mocno bym się zastanawiał nad ew. ryzykiem związanym z grą Cesca.
Mamy przed sobą cztery kluczowe spotkania (Barcelona, Wolves, Barcelona, Tottenham). Gdyby dzisiejszy występ naszego kapitana miał go pozbawić gry w kolejnych pojedynkach, byłbym znacznie bardziej zawiedziony, niż jego jednorazowym odpoczynkiem dzisiejszego wieczoru. W razie ew. potknięcia na Emirates wciąż będziemy mieli jeszcze mecz rewanżowy, by tam powalczyć o korzystny wynik. Jeśli nawalimy z Wolves lub Kogutami – będzie to znacznie bardziej dotkliwy cios dla nas wszystkich.
Ostatecznie wszystko skupi się na diagnozie stanu zdrowia Fabregasa przed samym spotkaniem. Cesc zapewne chciałby wystąpić niezależnie od konsekwencji, więc to Wenger musi być tym, który czuwa zarówno nad nim, jak i nad naszymi szansami w dalszej części sezonu. Zdajmy się na Bossa i jego decyzję.
Moje poniższe przewidywalne zestawieni jedenastki będzie tym, którego oczekuję i życzę sobie ujrzeć od pierwszych minut meczu.
Na bramce pojawi się z całą pewnością Almunia. Będzie to dla niego niezwykle trudny występ, gdyż za największego przeciwnika może mieć demony z ostatniego meczu przeciw Birmingham. Trzymam za niego kciuki z całych sił. To, czego oczekuję od kibiców na trybunach to pełne wsparcie Manuela. Głosy dezaprobaty i niezadowolenia po jakimkolwiek pojedynczym błędzie, mogą tylko dodatkowo go zdeprymować, a tym samym wpłynąć negatywnie na moje nerwy – a tego nie chcę.
Mam nadzieję, że Gallas jest już w pełni gotów do gry i zobaczymy go dziś w parze z Vermaelenem. Byłoby niezwykłą przyjemnością zluzowanie Songa z pozycji środkowego obrońcy na koszt jego gry w pomocy (Campbell pewnie jeszcze nie doszedł do siebie po weekendzie). Takim sposobem mielibyśmy defensywę składającą się z: Sagny, Gallasa, Vermy i Clichy’ego.
Zestawienie pomocy uwarunkowane jest dyspozycją naszego kapitana. Jeśli będzie gotowy do gry, to obok niego zobaczymy najpewniej Songa i Diaby’ego. Jeśli Cesc będzie oglądał mecz z trybun, wtedy skłonny byłbym przesunąć do środka Nasriego.
W ofensywie chętnie zobaczyłbym trójkę: Nasri, Bendter, Arszawin. W razie przesunięcia Francuza do pomocy, na jego miejscu mógłby zagrać Eboue. Od dwóch szeroko ustawionych ofensywnych zawodników powinniśmy oczekiwać większej (niż zazwyczaj) pracy w defensywie. Pozostawienie naszych bocznych obrońców samych przeciw tak ofensywnie grającemu zespołowi jak Barcelona może skończyć się fatalnie. Ani do Samira, ani do Buły nie mam specjalnych zastrzeżeń. Od Rosjanina oczekuję jednak wzmożonego wysiłku na tyłach. Ponieważ Andriej lubi wielkie mecze, wierzę, że zostawi na boisku zdrowie, a jego „finishing” tym razem zostanie lepiej wykorzystany.
Mój przewidywany skład na Barcelonę:
Almunia
Sagna – Gallas – Vermaelen – Clichy
Fabregas (Nasri) – Song – Diaby
Nasri (Eboue) – Bendtner – Arszawin
Miliony ludzi na całym świecie w wielkim napięciu wyczekiwało tego dnia. Atmosfera na Emirates będzie więc wyjątkowa. Będzie głośno jak nigdy, a adrenalina lać się będzie potokami – jestem tego pewny. Oby ta energia została z pożytkiem przetransportowana do naszego zespołu.
Wciąż jeszcze nie zdecydowałem, gdzie będę oglądał to spotkanie (zapewne ostatecznie zdecyduję się na nSport i obraz lepszej jakości odbierany przez mój telewizor). Zmuszony więc będę przygotować się psychicznie na mało obiektywny komentarz, ubarwiony niezdrowymi podnietami na widok gry Barcelony. Nie pozostanie mi nic innego, jak uodpornić się na te „opinie” i ze zrozumieniem konstatować, że komentatorzy o kimś w końcu muszą mówić. A ponieważ ich wiedza na temat: Vermaelena, Songa, Diaby’ego czy Eboue nie jest największa, (to w przypadku braku Fabregasa) muszą skupić się na rozpoznawalnych gwiazdach.
Z ogromną niecierpliwością wyczekuję już 20:45. Niech to będzie prawdziwa bitwa, po której wszyscy krzyczeć będziemy – CHCEMY JESZCZE! Potknąć się na Barcelonie to nie wstyd. Jaką jednak chwałę może przynieść nam zwycięstwo w pierwszym meczu? Niech Bayern będzie nam dziś przykładem.
Come one you Reeedsssss…!!!
Tagi: Abou Diaby, Alex Song, Andriej Arszawin, Bacary Sagna, Cesc Fabregas, Champions League, Emmanuel Eboue, FC Barcelona, Gael Clichy, Liga Mistrzów, Manuel Almunia, Nicklas Bendtner, Samir Nasri, Thomas Vermaelen, William Gallas, Zapowiedź





