Przed EPL: Chelsea vs Arsenal

Zasiadam w dzisiejsze południe przed komputerem z pytaniem: co ja tak właściwie miałbym napisać przed tym meczem? Odnoszę wrażenie, że tak naprawdę wszystko jest niemal jasne, przejrzyste a reguły gry dla wszystkich klarowne. Dokładnie przed tygodniem, o podobnej porze, pisząc na tym blogu przed spotkaniem z Man Utd, byłem sam zaskoczony własnym spokojem i jakimś przeświadczeniem, że tamten wieczór zakończy się bardzo przyjemnie.
Myślę, że nie jestem dziś odosobniony w odczuciu, iż w ciągu zaledwie 7 dni nastroje kibiców uległy całkowitemu zwrotowi. Tak jak przed tygodniem mało kto dopuszczał do siebie myśl o porażce (i to po stracie 3 goli na własnym stadionie) o tyle dziś, proporcjonalna liczba osób wierzy w nasze zwycięstwo i deklasację The Blues. Remis na Stamford Bridge jawi się dla wielu fanów Arsenalu jako wynik, który wzięliby w ciemno.
Nie bierze się to jednak z powietrza. Nasza całkiem niezła skuteczność w ostatnich meczach, wyraźnie wyhamowała w spotkaniach z czołówką ligi. W potyczkach z Villą i United strzeliliśmy tylko 1 gola, którego autorem był środkowy obrońca. Dorzucając do tego błędy popełniane w formacji defensywnej – otrzymujemy obraz ostatnich kilkunastu dni.
Po chwili namysłu dochodzę jednak do wniosku, że winę za ostatnie zwątpienie i myślenie w negatywnych barwach zrzucić należy na barki ostatniego meczu. Był to tak wielki cios dla nas wszystkich, że do dziś odczuwamy jeszcze ból związany z ostatnią niedzielą. Nasza sytuacja mogłaby być jeszcze trudniejsza, gdyby nie Hull City i zaskakujący rezultat 1:1, który odebrał Chelsea 2, niemal już dopisywane na ich konto punkty. Ten wynik ożywił i tchnął wiarę nie tylko w naszych fanów, ale chyba także w naszą drużynę.
Zespół Ancelottiego w wyjazdowym meczu z Tygrysami zmierzył się w poniższym składzie:

Chelsea w styczniu bieżącego roku rozegrała 5 spotkań, w których zdobyła aż 19 bramek. Jednak ostatnie dwie ligowy potyczki naszych dzisiejszych rywali mogą zastanawiać. 30 stycznia niemal wyrwali 3 punkty ekipie Burnley. Nie udało się tego powtórzyć w miniony wtorek, gdy zremisowali 1:1 z inną, walcząca o utrzymanie ekipą – Hull City. Kanonier mógłby traktować te wyniki jako zapowiedź słabszej formy rywala i z jeszcze większą nadzieją wyczekiwać dzisiejszego spotkania. Szkopuł jednak jest taki, że ostatnie dwie „męczarnie” miały miejsce w wyjazdowych spotkaniach – na Turf Moor i równie trudnym stadionie Hull City.
Na własnym obiekcie Chelsea nie przyzwyczaja kibiców do porażek i zbyt częstych strat punktowych. Wystarczy wspomnieć, że Stamford Bridge pozostaje niezdobyte od 30 listopada 2008 roku. Ostatni raz The Blues zostali pokonani na własnym stadionie przez… Arsenal. Dla przypomnienia wrzucam skrót z tamtego meczu.
Można potraktować ten znak jako iskierkę dającą nadzieję przed dzisiejszym meczem. Nieco ona przygasa, gdy spostrzeżemy, że oba gole zdobył wtedy Robin van Persie, który z powodu kontuzji jest wyłączony z dalszej części sezonu.
Nie oszukujmy się jednak. Bardziej niż wynik z końca 2008 roku tkwi nam w głowach ostatni pojedynek między tymi zespołami z Emirates Stadium. Powtórzyliśmy wtedy fatalny wynik z końca sezonu 2008/09, gdy także tracąc 3 bramki, przegraliśmy z nimi na własnym stadionie.
Bilans naszych spotkań jest dla nas korzystniejszy. Nieco inaczej wygląda on jednak, gdy za punkt wyjściowy przyjmiemy datę przejęcia klubu przez rosyjskiego oligarchę. Ostatnie lata pokazują jak zacięte spotkania toczą między sobą oba stołeczne zespoły.

Nie jest żadną tajemnicą, iż zawodnikiem, który regularnie karci nas przy każdej sposobności, jest Didier Drogba. Jeśli dobrze pamiętam, to może on pochwalić się nieprawdopodobnym rekordem w meczach przeciwko Arsenalowi. Występując w 11 spotkaniach przeciw ekipie Wengera, wpisał się na listę strzelców aż 10 razy. Dla niego nie jest ważne, czy musi grać przeciw Toure, Senderosowi, Gallasowi czy Vermaelenowi. Najzwyczajniej Arsenal „mu leży” i jak nie kopnąłby piłki w stronę naszej bramki, ta zawsze znajdzie drogę do siatki.
Ancelotti jest dziś chyba mniej spokojny i pewny o wynik, niż miało to miejsce przed tygodniem. Po drodze wydarzyło się kilka rzeczy, które nie ułatwiają temu szkoleniowcowi pracy z zespołem i spokojnym podejściu do dzisiejszej potyczki. Prócz rozczarowującego remisu z Hull, spore zamieszanie zrobiła afera, jaka rozpętała się wokół kapitana niebieskich – Johna Terry’ego. Na dodatek wczorajsze wysokie zwycięstwo Manchesteru Utd zepchnęło Chelsea na pozycję wicelidera tabeli. Stawia to na gospodarzach niedzielnej potyczki dodatkową presję. Zwycięstwo i powrotu na pierwsze miejsce w tabeli – to jest na dziś zadanie stawiane przed ta drużyną.

Czy sytuacja, w jakiej znajdują się dziś rywale, może dać nam jakieś dodatkowe atuty? To całkiem możliwe. Jest to chyba już jakąś zależnością, bo od kiedy pamiętam, im bardziej się denerwowałem i stresowałem przed meczem, drżąc o jego końcowy rezultat, tym częściej widziałem z naszej strony popis bardzo dobrego futbolu popartego korzystnym wynikiem. Przyznaje, że moje zdenerwowanie narasta szczególnie wtedy, gdy przychodzi nam grać z silnymi ekipami w momencie naszej słabszej dyspozycji.
Wygląda więc na to, że zdecydowanie lepiej czujemy się w roli swoistego „przegranego”, gdy presja zwycięstwa spoczywa na naszym rywalu. Nasi piłkarze czują się chyba swobodniej i są w stanie pokazać więcej, gdy spisywani jesteśmy niejako na straty, a oczekiwania wobec naszego zespołu ograniczają się do „nie przegrania”. Tak jak dzieje się to dziś.
Gdy patrzymy na nasz skład, zastanawiamy się, kogo możemy przeciwstawić silnym i wysokim graczom Chelsea. Ze zrozumieniem wyczekujemy informacji na temat Bendtnera i Diaby’ego. Wenger mówi, że Duńczyk nie jest jeszcze w pełni gotowy do gry, więc możemy oczekiwać, iż usiądzie on na ławce rezerwowych. Diaby miał przejść wczoraj testy, które ostatecznie przesądzić miały o jego ewentualnym występie. Nadal nie będziemy mogli skorzystać z Eduardo i Carlosa Veli. Do składu wracają zaś Walcott i Campbell:
Diaby is not yet back in normal training.
He progresses very well but we will still have to wait until Saturday. He is a maybe. Campbell is back in squad, Eduardo is already ruled out.
We still have Carlos Vela out too. Apart from that [there are no more changes from last Sunday]. Theo is back and available. Diaby is the question mark we have. All the others are longer term injuries.
Gdybym miał podjąć się doboru wyjściowej jedenastki, to przewidywałbym, że zagrają:
Bramka to oczywiście Almunia, do którego zwyczajnie trzeba się przyzwyczaić (na marginesie: „Telegraph” sugeruje, że niedomkniętym transferem w ostatnim dniu okienka miał być Thomas Sorensen)
W obronie stała obsada: Sagna, Gallas, Vermaelen, Clichy.
Pomoc to zestaw w składzie: Fabregas, Song i Ramsey/Denilson.
W ofensywie najprawdopodobniej zobaczymy Rosicky’ego, Arszawina i Nasri’ego.
Gdyby zdrowie Diaby’ego pozwalało na wystawienie go od pierwszych minut, bez ryzyka odnowienia się kontuzji – zdecydowanie polecałbym to rozwiązanie. W innym wypadku skłonny bym był do rozpoczęcia meczu z Aaronem. Denilson zupełnie nie przekonuje mnie swoimi ostatnimi występami. Nie jestem pewny, czy jest w stanie dać nam to, czego najbardziej dziś potrzebujemy.
Rzeczą oczywistą jest nasza obawa o stałe fragmenty gry. Dwójka środkowych obrońców to zbyt mało, by przeciwstawić się im w walce o górne piłki. Brak Bendtnera i Diaby’ego może być w tym elemencie nad wyraz widoczny. Gospodarze zapewne znają nasze słabe strony i nie zawahają się by bombardować nas wysokimi, długimi czy jakimikolwiek innymi piłkami wstrzeliwanymi w nasze pole karne. Almunia może być dla nich gwarantem niepewności i nadzieją na popełnienie błędu przez naszą defensywę. Także Clichy nie może zaliczyć ostatnich meczów do udanych. Będzie więc zmuszony do intensywnej walki z rywalami. Z cała pewnością nasz LB zostanie przetestowany niejednokrotnie.
Jestem bardzo ciekawy, w jaki sposób będzie chciał grać Ancelotti. Czy jego drużyna rzuci się na nas od pierwszej minuty i spróbuje zdominować środek pola, czy też bierze on pod uwagę spokojną grę z tyłu i nastawianie się na kontry, które w tym sezonie są dla nas zabójcze ze strony naszych rywali?
To ważny mecz. W zależności od tego czy wygramy, czy przegramy, nasza sytuacja przed środowym spotkaniem z Liverpoolem może wyglądać diametralnie różnie. Liczę więc, że Wengerowi uda się dostroić chłopaków w odpowiedni sposób i rozegramy dobre spotkanie, zakończone choćby tą jednopunktową zdobyczą.



07-02-2010 o 12:36
Slyszeliscie gdzies cos nowego o Diabym, czy zagra?
07-02-2010 o 12:36
Już wiadomo że wyjdzie w podstawowym składzie – za Denilsona. Walcott w ataku za Rosicky’ego. Reszta bez zmian.
Nasz ławka to: Fabiański, Rosicky, Denilson, Ramsey, Eboue, Campbell, Bendtner.
07-02-2010 o 12:36
No i po meczu. Przykro.
07-02-2010 o 12:36
no i znowu dostajemy lanie…
a tak ogólnie gratuluję bloga. Mój ulubiony ze wszystkich.
07-02-2010 o 12:36
Szkoda szkoda, bo mysle ze spokojnie szlo ten mecz zremisowac. Moim zdaniem pilkarsko wcale nie bylismy gorsi, zabraklo jedynie skutecznosci ktora Chelsea, a wlasciwie Drogba mial. Ciekaw jestem jaki byl by wynik gdyby to u nas bronil Cech, a w CFC Almunia :)
07-02-2010 o 12:36
Trudno mówić o przegranym 0-2 meczu, że był dobry, ale ten kurde był. Arsenal momentami grał naprawdę świetnie i sprawiał o wiele lepsze wrażenie niż w meczu z MU, ale Chelsea była… niewzruszona. Parę razy się pogubili, jednak mają to, czego nam brak. Kiedy przeciwnik ma piłkę zacieśniają szyki, widać zorganizowanie i niesłychaną pewność obrońców. W naszym przypadku kiedy takie coś ma miejsce mamy w oczach panikę. Bez piłki Arsenal ciągle gra zbyt słabo.
Bolesny ten dwumecz z Niebieskimi w tym sezonie. 0-5. Auć.
07-02-2010 o 12:36
Moje zdanie jest takie, że wszystko posypało się od meczu ze Stoke w FA Cup. Wówczas tak naprawdę coś zacięło się na poważnie poraz pierwszy w ‘zwycięskiej passie’, nawet jeśli wystąpił dość ekspertmentalny skład, zmainy nie wniosły za wiele. Dziś zabrakło znów… szczęścia, ale 0-5 w obu meczach z Chelsea w tym sezonie niestety jasno wskazuje, że 9 punktów będzie niezwykle trudno odrobić.
Warto też dodać, że Liverpool – tak ten niezwykle słaby w tym sezonie Liverpool, z którego przecież od poczatku podśmiewaliśmy się po cichu po kolejnych wpadkach – jest tylko 5 punktów za Arsenalem, którego przecież wciąż chcemy widzieć w walce o Mistrza.
Pozdrawiam i życzę dużo Kanonierskiej wiary.
07-02-2010 o 12:36
Przykre. Mieliśmy nadzieję, szukaliśmy pozytywów i dobrych znaków przed spotkaniem – skończyło się tak jak ostatnio często bywa. Nie będę się tu zbytnio rozpisywał. Ja jeszcze wierzę – tak jak Mariusz, ale sprawa się komplikuje. Więcej od siebie na: tylkoarsenal.blogspot.com
07-02-2010 o 12:36
No coz 5letnia przebudowa druzyny przynosi dzisiaj swoje ‘plony’. Co wiecej Wenger jest zadowolony z gry. Mysle ze czas sobie powiedzec jasno ze ta strategia sie nie sprawdzila.
ehh dobrze ze mam tylko 20 lat. Moze jeszcze zobacze kiedys Arsenal z jakims trofeum.