EPL: Chelsea 2-0 Arsenal

Chelsea 2-0 Arsenal
(Drogba 7′, 22′)
Liczby meczu | Skrót meczu | Komentarz Wengera
Z miejsca muszę przeprosić, że nie potrafię znaleźć w sobie tyle obiektywizmu, ile pozwoliłoby mi napisać neutralny komentarz do naszej obecnej sytuacji. Czuje się zasmucony tym faktem jeszcze bardziej, gdy widzę, że niemal wszyscy z moich znajomych (a więc także kibiców naszego klubu) otwarcie uważają, że nasza walka o tytuł jest skończona. Dziwnie czuję się w tym towarzystwie ze swoją (naiwną?) wiarą w to, co dla innych wydaje być się poza zasięgiem. Czyżbym tak bardzo odjechał od rzeczywistości?
Niełatwo dziś (obok tylu głosów krytyki o rozczarowania) patrzyć pozytywnie i z nadzieją w przyszłość. Nie można się jednak poddawać, skoro szansa wciąż istnieje. Przed nami Liverpool, który notuje ostatnio nieco lepsze wyniki, więc będzie to kolejny trudny sprawdzian. Jednak… jeśli pokonamy The Reds – to w czterech ostatnich spotkaniach zdobędziemy 4 punkty. Pamiętam doskonale, jak wielu kibiców wspominało, iż 7, a nawet 6 oczek to dla nich wynik godny zaakceptowania w tym krótkim maratonie meczów. Jeśli weźmiemy pod uwagę remis Hull City z Chelsea, okazuje się, że wcale nie musimy w tym okresie tak wiele stracić, jak się nam wydaje.
Nie jestem jednak aż tak wielkim idiotą, by stwierdzić, że wszystko jest doskonałe. Wczorajszy mecz był o tyle rozczarowujący, że pierwszy poważny błąd pojawił się już w 7 minucie meczu. Co gorsza, zamieniony został przez rywala od razu na bramkę. Stałe fragmenty gry już od jakiegoś czasu prześladują nas w meczach przeciw Chelsea. Niestety tym razem koszmary powróciły. Piłka zgrana głowa przez Terry’ego na długi słupek padła ofiarą Drogby, który niekryty wepchnął ją do bramki z odległości… 50 centymetrów.
Jeśli przyjrzymy się powtórkom, zobaczymy co robił wtedy Clichy. Tuż przed wykonanym kornerem opuścił swoja pozycję, stając… przed Almunią. Co chciał przez to osiągnąć? Nie mam pojęcia. Song odpowiadał w tej akcji za Grogbę. Biegał za graczem WKS po całym polu karnym i krył go doskonale, ale tylko do momentu. Gdy Alex zobaczył, że piłka nie zmierza w jego kierunku, a w stronę Terry’ego zupełnie zapomniał o swoim zawodniku, zostawiając go niekrytego, tuż przed nasza bramką. Efekt znany jest nam wszystkim.
Zdaję sobie sprawę, jak musieli czuć się wtedy wszyscy fani naszego zespołu. Siedem minut i jebut – frustracja powróciła w całej okazałości. Operatorzy pokazali wtedy ławkę Arsenalu, gdzie Wenger (myślę, że podobnie do nas) wił się i wściekał przy linii bocznej, nie oszczędzając także czwartego sędziego.
Ruszyliśmy odważniej do przodu. Przyznam, że serce mi rosło, gdy widziałem nasze ataki, które z minuty na minutę wyglądały coraz bardziej obiecująco. W końcu dostaliśmy swoją szansę. Fabregas posłał długa, wprost idealną piłkę do nieobstawionego w polu karnym Arszawina. Rosjanin przymierzył z pierwszej piłki, lecz Cech był na tyle dobrze ustawiony, że wybronił ten strzał nogą. Znów pozostają nam tylko przypuszczenia i domysły – co by było gdyby… Andriej znów stał się graczem włączonym do akcji, która miała (być może) kluczowe znaczenie dla dalszych wydarzeń na boisku. Tym razem jednak zrobił chyba tyle, ile mógł. W trudnej sytuacji uderzył czysto, z pierwszej piłki i w światło bramki.
W 23. minucie meczu przypomniał mi się mecz sprzed tygodnia, gdy kontry jedna za drugą wiązały nam nogi i przyprawiały o mocniejsze bicie serca. Budowaliśmy kolejny atak przed polem karnym gospodarzy. Fabregas z Arzawinem i Songiem próbowali przedrzeć się w pole karne Cecha. Po stracie piłki z naszej strony, The Blues jednym podaniem na środek boiska uruchomili Lamparda. Reprezentacyjny pomocnik popędził z piłka kilkadziesiąt metrów i widząc po prawej stronie miejsce dla Drogby – posłał do niego piłkę. Resztę wykonał już sam gracz WKS, mijając Gaela i strzelając przy asyście Vermaelena, obok bezradnego Almunii.
Trudno mi wyrokować kto popełnił w tej sytuacji większy błąd: Thomas czy nasz lewy obrońca? Z całą pewnością brakło komunikacji. W pierwszej fazie akcji wyglądało na to, że Vermaelen będzie pilnował Drogby do końca, stąd zapewne reakcja Clichy’ego, by asekurować środek. Choć z drugiej strony Francuz nie wyglądał na człowieka, który byłby zdecydowany zabrać się za krycie któregokolwiek z nadbiegających rywali. Belg zszedł więc do środka z myślą, że przekazuje Drogbę Clichy’emu.
To jednak jeszcze nie koniec kłopotów, bo fakt, że napastnik Chelsea znalazł się z piłką po prawej stronie pola karnego, nie oznaczało jeszcze, że musi paść z tego bramka. Nasi defensorzy wciąż mieli szansę na zatrzymanie rywala. Clichy poszedł jednak „na raz”, a Vermaelen „zdublował” chyba jego pozycję, dzięki czemu Drogba miał prostą drogą do zbiegnięcia na środek i strzał lewą nogą.
W kwestii Didiera Drogby nie ma chyba wątpliwości. Jest on naszym katem idealnym. Pewnie będzie śnił mi się po nocach, jako główny bohater moich koszmarów. Na Twitterze jeden z blogerów rzucił sugestię godną rozważenia: „Powinniśmy wydać każde możliwe pieniądze, by kupić Drogbę do Arsenalu. Nie po to by nim grać. Zwyczajnie kupić go i gdzieś ukryć”. Wenger na konferencji powiedział tylko, że napastnik z WKS przypilnował swojego rekordu z Arsenalem:
Drogba has respected his record today, unfortunately for us.
W podsumowaniu kolejki, w analizie dla „Match of the Day” świetnie przedstawiono sposób, w jaki Arsenal starał się rozgrywać piłkę pod polem karnym gospodarzy. Chelsea zamurowała się przed własną bramką i broniąc sześcioma graczami, nie dopuszczała nas we własne pole karne. Naszym błędem było pchanie się i próba rozegrania piłki krótkimi podaniami na skraju 16. metra. Nie było tam za wiele miejsca. Nawet Fabregas w owym omówieniu w MotD został „złapany” w sytuacji gdzie, zamiast wybrać opcję podania do niekrytego Clichy’ego po lewej stronie, zdecydował się na zagranie między defensorów Chelsea (bodaj do Arszawina).
Inną kwestią pozostaje gra na prawej stronie z Sagną. Szczególnie w pierwszej połowie spotkania, nasz RB nie decydował się na rajdy, łamanie akcji do środka, podania po ziemi… Regularnie zaś posyłał centry w okolice 5-9 metra. Ponieważ Arszawin nie ma większych szans w walce z Terrym, a tym bardziej z wybiegającym Cechem – to efektu mogliśmy się za każdym razem spodziewać dokładnie takiego samego.
Chyba najznakomitszą sytuacją była dla nas akcja (jednak środkiem) gdy Song podawał prostopadle do Nasri’ego, a Francuz znalazł się w pozycji sam na sam z bramkarzem Chelsea. Zamiast strzelać, zastanawiał się chyba czy nie lepiej byłoby podać na prawo do Walcotta. Finał tych rozważań był taki, że stracił on piłkę i tym samym szansę na zdobycie bramki. Znów zaprzepaściliśmy możliwość dającą nadzieję na wywalczenie choćby remisu.
Wejście Bendtnera raz jeszcze dało nam oddech z przodu. Duńczyk po powrocie z kontuzji wygląda już nieco lepiej. Porusza się swobodniej, lepiej panuje nad piłką i jest zwinniejszy. W jednej z pierwszych akcji wywalczył górną piłkę, po czym został powalony przez Carvalho tuż przed polem karnym. Fabregasowi tym razem nie udało się pokonać bramkarza po uderzeniu z rzutu wolnego i wynik do końca spotkania nie uległ już zmianie.
Nie mogę nie zwrócić uwagi na naszą postawę, po tym jak na tablicy wyników zaświeciła się „dwójka”. Byliśmy innym zespołem niż przed tygodniem. Graliśmy naprawdę fajnie i nikt nie może odmówić naszym chłopcom walki. Walki, pomimo bardzo niekorzystnego wyniku i nikłych szans na zmianę rezultatu. Chelsea faktycznie cofnęła się pod swoje pole karne w oczekiwaniu na ew. kontry. Zastosowali więc taktykę bliźniaczą do tej zaprezentowanej w podobnych okolicznościach przez Fergusona. Tym razem pilnowaliśmy tyłów lepiej i szybkie akcje gospodarzy już nas tak nie nękały. Pracowaliśmy naprawdę ciężko i niewiele brakowało, byśmy mieli tego efekt, w postaci gola.
Wenger na pomeczowej konferencji prasowej przyznał nawet, że jest całkowicie zadowolony z ducha drużyny i tego, co zaprezentowaliśmy na boisku. Zareagowaliśmy według niego tak, jak powinniśmy byli zareagować tydzień wcześniej przeciw Man Utd. Wciąż jednak na początku meczu wyglądamy na niepewnych:
I am completely happy with our performance and the spirit we have shown. For me, as much as we didn’t turn up against Manchester United, today we had the expected performance. We were still a bituncertain at the start of the game.
Wedle Bossa przez całe spotknaie prowadziliśmy na tyle dobrą grę, by móc wrócić do walki strzelonym golem. Trzeba jednak oddać Chelsea, że bronili naprawdę świetnie. Ich drużyna posiada doświadczonych zawodników. Kiedy wychodziliśmy z kontratakiem, potrafili delikatnie sfaulować w taki sposób, by przerwać grę. Były to jednak faule, które nie kwalifikowały się na żółte kartki. Znają sztuczki i zagrania, które charakteryzują doświadczonych zawodników – używali ich wczoraj bardzo dobrze. Staraliśmy się zrobić wszystko, by strzelić choć jedną bramkę. Ostatecznie, gdy drużyna przegrywa w takich okolicznościach, musisz zwyczajnie przyznać, że rywal był lepszy:
I always thought we would come back, I always had that feeling today. But you have to give them credit, they defended very well, they are very experienced at the back. They make the foul at the right time when they are caught on the counter-attack. The little push with the shirt, it is not enough to get a yellow card. They have a lot of tricks of a very experienced team and they do that very well. Overall we tried very hard today and the team gave absolutely everything. Sometimes when you lose you have to acknowledge that with your team.
Boss zapytany czy to już koniec naszej walki o tytuł odrzekł, że co prawda nie jesteśmy w najlepszej pozycji, ale z całą pewnością się nie poddamy. Mamy pecha, że musimy zmierzyć się z trzema najsilniejszymi zespołami Premier League w 3. meczach z rzędu. Z psychologicznego punktu widzenia porażka w jednym ze spotkań ma mentalny wpływ na przygotowania do kolejnego meczu:
I feel that we are not in the best position but we will not give up. We were a bit unfortunate as well in the same period to play Manchester United, Chelsea and Liverpool on the trot. If you lose one game if is very difficult with the psychological implications for the next game.
Niestety, tak jak przed Chelsea, tak samo przed Liverpoolem zanotowaliśmy przegrany mecz. Musimy jednak mieć w głowie świadomość, że najtrudniejsze spotkania w lidze będą już za nami. Do końca sezonu pozostaną nam mecze z niżej notowanymi drużynami. To wciąż szansa na odrobienie punktów do liderującej dwójki. Skoro udało się odrobić kilkanaście punktów z grudnia to dlaczego nie spróbować zrobić tego samego z 9 punktami?
Wczorajszy pojedynek przegraliśmy w moim odczuciu indywidualnymi błędami. Zespół wyglądał już znacznie lepiej niż przed tygodniem. Lepiej, pomimo tego, że rywal wydawał się być silniejszym, a Stamford Bridge wyjątkowo trudnym terenem. Teraz czas na Liverpool. Nie pozostaje nam zbyt wiele dni na wypoczynek i zebranie sił na środę. Tak jak zaznaczyłem na początku: wciąż jest o co grać. Zwycięstwo nad Benitezem może być kluczowym momentem tego sezonu. Z chęcią zobaczyłbym Bendtnera od początku. Musimy zagrać jak o życie. Mając na uwadze fakt, że mamy przed sobą „wolny” tydzień przed kolejnym spotkaniem (w LM z Porto), nie musimy oszczędzać się i rotować składem.



08-02-2010 o 13:15
Tak nieco na marginesie… Na swoim blogu Michał Szadkowski zamieścił świetny filmik w którym Anglicy komentują dokonania Wojtka Szczęsnego w Brendtford.
Polecam:
http://bit.ly/aGXNHJ
08-02-2010 o 13:15
trzeci raz w sezonie (porażki na old trafford nie liczę, tam arsenal był naprawdę lepszy) kanonierzy przegrali według tego samego scenariusza – szybkie dwa gole i po meczu. do tego fatalna gra w obronie, to zresztą moim zdaniem największy grzech wengera. on buduje ten zespół od przodu. w porównaniu z poprzednim rokiem faktycznie jest progres pod względem formy. arsenal nie traci głupio punktów, cały czas trzyma się czołówki. straciła ta drużyna jednak najwazniejszą swoją cechę – waleczność. napisałem już o tym u siebie, więc ograniczę się do linka: http://podpoprzeczke.blox.pl/2010/02/Trzeci-nokaut.html
pozdrawiam
08-02-2010 o 13:15
@Lukasz Anczyk
Przeczytalem wpis na Twym blogu. Ogolnie moge sie zgodzic z Twymi pewnymi uwagami. Ale kurde nie widzialem snujacych sie wczoraj Kanonierow. OK moze nie byli skuteczni, moze odbijali sie od niebieskiej sciany ale nie odmowie im walki i napierania Chelsea.
Bylbym sklonny przyznac Ci racje gdybysmy mowili omeczu sprzed tygodnia. Przeciw MU faktycznie braklo nam agresji i animuszu. Ale wczoraj (pomijajac strate 2 goli) zagralismy znacznie lepszy mecz.
Nie zgadzam sie ze zatracilismy charakter. Moim zdaniem wiele spotkan (chocby Bolton) pokazuje ze jest inaczej.
08-02-2010 o 13:15
może nie do końca się dobrze wyraziłem. ja nie mówię, że arsenal się wczoraj po drugim golu położył. jednak wszystko co robił było jakieś bez wiary. bez ikry. pamiętasz jak w zeszłym sezonie arshavin bezczelnie pokazywał palec kibicom liverpoolu? w tym sezonie w grze arsenalu tego nie widzę. mimo całej sympatii, jaką darzę arsenal (poprzez długoletnią rywalizację z united i z moim kuzynem, fanem kanonierów), ja po kilku minutach drugiej połowy wiedziałem, że nic z tego nie będzie. oni to mieli na twarzach wypisane.
08-02-2010 o 13:15
Hehehe, koleś, poważnie uważasz, że składy, nazwa stadionu i nazwisko sędziego to „STATYSTKI MECZU”? Dawno się tak nie ubawiłem
08-02-2010 o 13:15
Przeciez tam chodzi o strzaly i posiadanie pilki
08-02-2010 o 13:15
Zaiste jest to bardzo zabawne. Skoro na takim poziomie stoi Twoje poczucie humoru, to wcale mnie nie dziwi, że w tym momencie się tak strasznie ‘ubawiłeś’.
Bo najważniejsze jest znaleźć za przeproszeniem byle gówno by móc kogoś skrytykować, za to że wykonuje kawał dobrej roboty. Problem pojawia się wtedy gdy nie ma o co się przyczepić to wtedy nawet przeszkadza to, że kolumienka ze statystykami meczu stoi zbyt blisko podanych składów, nazwiska sędziego i nazwy stadionu. Typowy z Ciebie zawistny Polak, a na dodatek pewnie kibic Chelsea.
Odnośnie meczu: Drogba robi różnicę! Chelsea wygrała choć nie do końca na to zasłużyła. Nie jestem pewnie zbyt obiektywny, ale remis byłby uczciwym wynikiem, niestety jednak polegliśmy.
Wielu kibiców Kanonierów przez ostatnie sezony posuchy na trofea rozlicza nasz klub przez pryzmat meczów bezpośrednich z takimi rywalami jak Chelsea, Man U, Spurs, L’pool. Do tej chwili nie ma się czym pochwalić, co prawda rozbiliśmy Tottenham i wygraliśmy na Anfield z The Reds, ale dostajemy przez ostatnie lata ostre lanie od The Blues i Red Devils.
Przegraliśmy, ale jeszcze daleka droga do mety. Wenger chwali swoich chłopców za upór i wolę walki, mam nadzieję że już w środę pokażą na co ich stać i obejdzie się tym razem bez błędów w obronie.
08-02-2010 o 13:15
Ja mam w sumie takie same odczucia, jak autor bloga. Po meczu z MU byłem sfrustrowany sposobem gry i zaangażowaniem niektórych zawodników. Wczoraj owszem, wkurzyłem się, ale muszę przyznać, że z gry naszych piłkarzy byłem naprawdę zadowolony. W ostatnich minutach niesamowicie kibicowałem Kanonierom, by zdobyli choć honorową bramkę, bo swoją postawą co najmniej na tyle zasłużyli.
W kwestii mistrzostwa też uważam, że wszystko jest otwarte. Z grą taką jak wczoraj, jesteśmy w stanie pokonać każdego w Anglii (nawet Chelsea przy odrobinie szczęścia). Przypomnijmy, że w pierwszej rundzie na trójce MU, Liverpool, Chelsea zdobyliśmy 3 punkty, a nie przeszkodziło to nam w utrzymaniu zaledwie 1-punktowej straty na półmetku rozgrywek. Zatem jeśli wejdziemy w rytm meczowy choćby z końcówki poprzedniego roku, to wciąż mamy szansę na mistrzostwo.
Pozdrawiam
08-02-2010 o 13:15
Aby nakłonić trzykropkowego autora do napisania bardziej merytorycznego komentarza – usunąłem „statystyki” :)
@Łukasz Anczyk
No tak, jeśli mówisz o meczach z czołówką ligi, to faktycznie ten sezon różni się od poprzednich. Pomijając oczywiście spotkanie na Old Trafford z końca sierpnia 2009 – tam zagraliśmy świetny mecz.
Ten sezon to zupełnie mniej korzystne wyniki z czołówką EPL. Nie potrafię tego inaczej wytłumaczyć niż brak 3 naszych napastników (Eduardo, Bendtner i van Persie), fatalna postawa bramkarza i żonglowanie LB, szukając jego formy.
@tomek
@patyk
Mecze na szczycie są tym co kibice lubią najbardziej – pokazanie swojej siły przeciwnikowi. I choć w bezpośredniej rywalizacji z Chelsea i Man Utd wyglądamy gorzej, to nie musi oznaczać, że nie stać nas na przeskoczenie ich w tabeli. Ja wciąż za przykład podaję sytuację obecnego jeszcze mistrza Anglii: w minionym sezonie na 12 możliwych punktów z Cheslea i Liverpoolem zdobyli ledwie 4. Mimo to sięgnęli po tytuł.
08-02-2010 o 13:15
Aha, i jeszcze jedno :)…
Najśmieszniejsze byłyby reakcje mediów gdyby w najbliższej kolejce Arsenal pokonał Liverpool, a MU i Chelsea potraciły punkty na wyjazdach w Aston Villi i Evertonie, co przecież jest bardzo możliwe. :)
Pozdrawiam
08-02-2010 o 13:15
Chelsea pokazała nam, jak wiele brakuje. Niestety po raz kolejny. Nie wiem, na którym miejscu skończymy sezon, ale w tej chwili na pewno ustępujemy Chelsea i ManUtd.
O ile w zeszłym tygodniu z United zadecydowały indywidualne błędy i brak skuteczności w ataku, to wczoraj po prostu byliśmy bezradni. Nasze ataki, nasza gra od 40m połowy Chelsea przypominała mi dręczenie psa, gdy jego ulubioną zabawkę ustawimy gdzieś poza jego zasięgiem, ale w zasięgu wzroku. Bramka Cecha była dzisiaj równie niedostępna co tomograf w najbliższym szpitalu. Prawda, że dla Chelsea mecz ułożył się perfekcyjnie, prawda, że po drugiej bramce zamurowali si na swojej połowie, prawda, że skupiali się tylko na rozbijaniu naszych ataków, ale do licha! wiadome było, że tak będą grać. Grają tak w każdym meczu z Arsenalem, już od paru ładnych lat, i to tym bardziej upokarzające, że po raz kolejny popełniamy ten sam błąd, chyba taktyczny, w podejściu do przeciwnika. Nie zaskoczyliśmy rywala niczym, on zaś ugodził dokładnie w taki sposób jakiego powinniśmy się spodziewać.
Trzeba docenić klasę rywala, Chelsea zagrała tak jak powinna była zagrać. Musimy z pokorą przyznać, że zespołowo jak i indywidualnie na dziś prezentują się znacznie lepiej niż my. Terry i Carvalho pokazali dziś jak mają grać stoperzy (choć akurat Gallasowi i Vermaelenowi niewiele można zarzucić). Ashley Cole wybił z głowy Walcottowi grę w piłkę, a Drogba to napastnik, jakiego u nas ze świeczką szukać. Przy tej kontrze łatwiej było naszym zatrzymać bagnet czołem, niż Drogbę.
Na koniec powiew optymizmu – jesienią po laniu z Chelsea zanotowaliśmy najlepszą w tym sezonie serię. Może analogicznie, kubeł zimnej wody podziała na naszych mobilizująco i już w środe pokazęmy ‘team spirit’ przeciw Liverpoolowi.
08-02-2010 o 13:15
Pocieszniem dla nas moze byc to ze Barcelona tez byla bezradna na SB. Roznica jest jednak taka ze u siebie nie pozwolili Chelsea na nic.
08-02-2010 o 13:15
A no wlasnie, calkiem prawdopodbne jest to ze rywale straca teraz punkty a my wreszcie wygramy. Jakies tam szanse jeszcze sa. W ogole jestesmy bardzo nietypowym zespolem. Nie mamy praktycznie szans z nikim wielkim, nei mamy raczej szans na CL a jednoczesnie ciagle calkiem prawdopodobne jest to ze lige zakonczymy bardzo bardzo blisko Chelsea a moze nawet przed nimi :)