Bądź na bieżąco - RSS

Pamiętne mecze: Arsenal vs Liverpool, 2004

08-02-2010 o 18:04 | Pamiętne mecze | Wszechmocny

Pamiętne mecze

To mógł być przepiękny tydzień w historii Arsenalu, kiedy to na początku kwietnia w sezonie 2003/04 podopieczni Wengera zmierzali po potrójną koronę. Niestety porażka w półfinale FA Cup z Manchesterem United (03.04.04) i późniejsze dramatyczne spotkanie rewanżowe w ćwierćfinale Champions League z Chelsea (06.04.04) spowodowały, iż Kanonierom do zdobycia pozostała tylko Premiership. Krótko po tych dwóch piekielnie bolesnych ciosach, zawodnicy ‘The Gunners’ znów musieli stanąć pod wielką presją, tym razem w lidze. Na Highbury przyjechał bowiem Liverpool (09.04.04), który rozpaczliwie potrzebował punktów by zapewnić sobie miejsce gwarantujące kwalifikacje do Ligi Mistrzów.

Porażka z drużyną ‘The Reds’ oznaczałaby niezwykle nerwową końcówkę rozgrywek, ponieważ przewaga nad goniącymi nas Chelsea i United znacząco by stopniała. Tak więc gdy po kilku minutach meczu, atakujący z animuszem Liverpool zdobył bramkę za sprawą Samiego Hyypii, nawet największym optymistom przeszły myśli, w których nasz wspaniały sen o mistrzostwie zmierza ku końcowi.

Na szczęście piłkarze Arsenalu nie poddali się. Kilka chwil po straconym golu, Thierry Henry otrzymał podanie od Freddiego i pokonał w sytuacji sam na sam Jerzego Dudka. Sędzia nie uznał jednak gola, gdyż arbiter liniowy dopatrzył się minimalnego spalonego. W 14 minucie spotkania przed niezłą szansą stanął Ljungberg lecz strzał Szweda zdołał na róg sparować goalkeeper rywali. W międzyczasie goście szukali swoich okazji w kontratakach i stałych fragmentach gry, blisko podwyższenia prowadzenia byli Owen, Kewell i Hyypiä.

Po upływie 30 minut Kanonierzy w końcu zdołali doprowadzić do wyrównania. Znakomitą piłkę do Henry’ego zagrał Pires, a ‘Titi’ w swoim stylu wpadł w pole karne i precyzyjnym uderzeniem z lewej nogi umieścił futbolówkę w siatce. Kiedy wydawało się, że kolejne bramki będą strzelać już tylko gospodarze, zawodnicy FC Liverpoolu po raz kolejny uciszyli kibiców zgromadzonych na stadionie. Trzy minuty przed końcem pierwszej połowy Steven Gerrard popisał się fenomenalnym prostopadłym podaniem do Owena, który z zimną krwią wykończył akcję.

Po zmianie stron, nasi ulubieńcy znów musieli rzucić się do odrabiania strat. Na efekty nie trzeba było długo czekać. Już w 49 minucie po kombinacyjnej akcji Henry-Ljungberg-Pires na tablicy widniał wynik 2-2. Kilkanaście sekund później wydarzyło się coś nieprawdopodobnego. Thierry Henry po otrzymaniu piłki w środku boiska popędził na bramkę Liverpoolu. Nasz snajper dzięki swojej niebywałej szybkości wszedł w defensywę ‘The Reds’ jak w masło i natychmiast przedostał się pod pole karne. Francuz ośmieszył następnie Jamiego Carraghera i wyszedł sam na sam z Jerzym Dudkiem. ‘Król Highbury’ nie zwykł marnować takich sytuacji, dlatego fani Arsenalu mogli cieszyć się z prowadzenia 3-2. Co za trafienie! Jeden z najlepszych solo goli w historii Premier League!

Gracze ‘The Gunners’ dobili rywali w 78 minucie. Hat-tricka skompletował Henry – Francuz dostał tym razem świetne podanie od Bergkampa i z odrobiną szczęścia po raz trzeci w tym meczu pokonał bramkarza Liverpoolu.

Na konferencji prasowej z podziwem o grze Arsenalu, wypowiadał się manager gości Gerard Houllier:

“I thought Arsenal were stunning in the second half. They couldn’t play any better than that. They are a great team. They showed why they are unbeaten in the league and they have got some of the best players in the world.”

arsliveastats

Skrót 1 połowy:

Skrót 2 połowy:

Poinformuj znajomych:
  • Facebook
  • Twitter
  • email
  • Print
  • Gwar
  • Wykop
  • Digg
  • del.icio.us
  • Google Bookmarks

View Comments dla “Pamiętne mecze: Arsenal vs Liverpool, 2004”

  1. Mariusz Napisał/a:

    Historia pokazuje, że od zawsze mieliśmy problemy z obroną rzutów rożnych ;)

    Akcja Heńka w 50 minucie po rajdzie między zawodnikami Liverpoolu – cudowna. Bramka, która można oglądać w nieskończoność.

    Przy pierwszym i ostatnim golu Titi’ego największe wrażenie robi pierwszy kontakt… Coś nieprawdopodobnego. Dziś, spośród naszych napastników chyba tylko van Persie jest w stanie zgasić piłkę w taki sposób w trakcie biegu. Cudo.


Napisz Komentarz

blog comments powered by Disqus
  • TWITTER



  • KALENDARZ WPISÓW

    Wrzesień 2010
    P W Ś C P S N
    « sie    
     12345
    6789101112
    13141516171819
    20212223242526
    27282930  

Arsenalizacja on Facebook