Bądź na bieżąco - RSS

Teraz Liverpool. Wojtek winduje Brentford

09-02-2010 o 11:16 | Przemyślenia | Mariusz

Z wolna zbliżamy się do kolejnego meczu „o wszystko”. Dziś startują już pierwsze spotkania następnej kolejki Premier League. Arsenal swój mecz z Liverpoolem rozegra jutro. Po dwóch porażkach, środowa potyczka z The Reds urasta do jeszcze większej wagi.

Clichy wciąż nie może wrócić do swojej wysokiej formy. Od czasu gdy powrócił do gry po kontuzji, przydarzają mu się kolejne błędy, które (choć lubię tego gościa, to niestety muszę to przyznać) kosztują nas stracone gole i punkty. Po niedzielnym meczu nasz francuski obrońca powiedział, iż sport jest dziedzina, w której chce być zawsze najlepszy. Po każdej porażce zadaje sobie, jak i drużynie wiele pytań:

The rule in sport is when you want to be the best, after every defeat you have to ask the right questions to yourself and the team.

W kwestii „czy nadal jesteśmy drużyną, która walczy o tytuł”, Geal sugeruje, byśmy nie patrzyli zbyt daleko w przyszłość. Naszym celem powinno być myślenie tylko o najbliższym spotkaniu:

We don’t have to look for a long run – we have to think game after game and it starts with Liverpool.

Niezależnie od tego czy uważamy, iż tytuł nie jest już w naszym zasięgu, czy wręcz przeciwnie – jutrzejszy mecz faktycznie staje się niezwykle ważnym. Wartość tego spotkania wzrosła „dzięki” naszym porażkom z United i Chelsea. Liverpool przyjeżdża do Londynu z wizją włączenia się do walki nie tylko o 4, ale nawet już o 3 miejsce w lidze. Dla optymistów zdobycz trzech punktów będzie oznaką podtrzymania szans na tytuł przez kolejne kolejki. Dla tych nieco bardziej pesymistycznych kibiców, będzie sygnałem, że nie musimy za bardzo obawiać się pogoni niżej notowanych drużyn.

Trudno mi określić, czy nasz zespół w okresie grudnia/stycznia patrzył na kolejne ligowe mecze w podobny sposób, jak opisuje to dziś Gael. Jeśli o mnie chodzi, to faktycznie w tamtym okresie stosowałem ten rodzaj percepcji. Odnoszę wrażenie, że bardzo podobnie reagowała drużyna. Bolton był chyba idealnym przykładem tego, jak bardzo byliśmy zmotywowani i spragnieni zwycięstwa. Wątpię, by któryś z naszych chłopaków myślał wtedy o przyszłości i kolejnych grach. Liczyło się tylko to jedno (a później drugie) spotkanie. Było to wtedy (jak widać) właściwe podejście do nadchodzących gier. Nie inaczej może być teraz. Grajmy swoje, a pod koniec sezonu po prostu stwierdzimy, na co możemy liczyć, dzięki zebranym po drodze punktom.

Steven Gerrard w swej wypowiedzi dla dziennikarzy przyznaje, że wyjazd na Emirates będzie niezwykle trudnym meczem. Ma jednak nadzieję, że wygrana nad Evertonem okaże się dla nich momentem zwrotnym. Chcą kontynuować swoją dobrą passę spotkań. Pomimo długiej drogi jaka dzieli wszystkich do końca sezonu, nasi jutrzejsi rywale chcą zapewnić sobie na finale rozgrywek miejsce w pierwszej czwórce:

Arsenal away is always tough but we have used beating Everton as a platform in the past and we’ve got to do it again. We want to extend our run and go on to better things. We know there is a long way to go and we want to make sure we are in the top four at the end of the season.

Wtóruje mu Jamie Carragher, który co prawda nie pamięta zwycięstwa swojej drużyny na Emirates Stadium, jednak żywi gorącą nadzieję, że ta statystyka w końcu musi ulec zmianie, a najbliższa środa byłaby najlepszym do tego dniem:

Arsenal have been at the Emirates for a couple of years and I don’t think we’ve had a win there yet. So it’s something we’re going to have to do sooner or later and hopefully Wednesday will be the time.

Nie mamy prawa oczekiwać, że brak Torresa ułatwi nam grę w tak wielkim stopniu, jak nam się wydaje. Powinniśmy raczej spodziewać się trudnego i ciężkiego meczu, tak jak zawsze ma to miejsce między tymi zespołami.

Nie tylko Liverpool, ale też inne drużyny ostrzą sobie zęby na 3 pozycję w lidze. To w sumie zrozumiałe – po co męczyć się w sierpniowych kwalifikacjach do Ligi Mistrzów, skoro można zapewnić sobie bezpośredni awans do fazy grupowej? Nowy szkoleniowiec Man City, Roberto Mancini jest przekonany, że zwyciężając w dwóch zaległych meczach, znajdzie się na miejscu bezpośrednio obok Arsenalu. Jak mówi Włoch, należy pamiętać, że Manchester City ma w zanadrzu do rozegrania dwa mecze więcej. Jeśli zdobędzie w nich 6 punktów, strata do Arsenalu zostanie ograniczona zaledwie do 2 punktów. Mancini uważa, że już pięć klubów walczy o dwa miejsca premiowane udziałem w Champions League. Manager The Citizens wie, że wraz z powrotem wszystkich zawodników, jego drużyna będzie jeszcze lepsza:

You must remember that we have two games in hand. If we win both of these games, we will be just two points behind Arsenal.
I think Tottenham, Liverpool, Aston Villa, Manchester City and Arsenal are all fighting for two places in the Champions League. When I have all the players back, we will be better. We have to be really confident.

City mają przed sobą jeszcze niejedno trudne spotkanie. Moglibyśmy utemperować ich apetyty już w jutrzejszym meczu. Dość szybko ucięłoby to wszelkie spekulacje i sugestie łączące nas z walką o kwalifikacje do LM.

Posypały się wczoraj wieści o rzekomej „wstępnej zgodzie” jaką mieli zawrzeć przedstawiciele Arsenalu i Chamakha. Wszystkie wiadomości są oczywiście nieoficjalnymi, ale ich liczba i konkrety dają sporo do myślenia. Z jednej strony, możemy czytać pochlebne słowa Marokańczyka kierowane pod adresem Wengera, za co manager odpłaca się podobnymi ocenami piłkarza. Jeśli dobrze pamiętam, to na którymś z dziennikarskich blogów wyczytałem, że podobno Chamakh odrzucił ofertę Liverpoolu i nie jest zainteresowany propozycjami innych klubów. Wygląda na to, że jest bliski przejścia do zespołu Arsene’a Wengera.

To układałoby się w pewną jasną i czytelną całość. Brak zakupu napastnika w zimowym okienku mogłaby być podyktowana wstępnymi ustaleniami z zawodnikiem Bordeaux. Marokańczyk wraz z Duńczykiem i Holendrem byliby wystarczającymi napastnikami, z którymi moglibyśmy rozpocząć nowy sezon z wielkim impetem. Miejmy nadzieję, że finał tej historii będzie dla nas udany.

Na oficjalnej stronie klubu możemy zapoznać się z podsumowaniem występów wszystkich naszych wypożyczonych zawodników. Odsyłam więc do tego miejsca. Na liście tej brakuje Sancheza Watta, który wczorajszego wieczoru zadebiutował w Southend United. Wyszedł w pierwszej 11-stce, jednak będąc na boisku przez 90 minut, nie zdołał pokonać bramkarza gospodarzy. Ostatecznie jego klub przegrał z Colchester Utd 2:0.

Z oczywistych powodów najbardziej interesuje nas postawa Wojtka. W ostatnim ligowym pojedynku jego zespół pokonał Gillingham 4:0, dzięki czemu Polak zapisuje na swoje konto kolejny wynik „na zero”.

Pomimo wysokiej wygranej (pierwsza dwie bramki zdobyte po rzutach karnych), spotkanie było dość wyrównane, a nasz bramkarz nie był bezrobotny. Opis meczu dostępny na stronie Brentford. Dzięki serii świetnych występów, nowy klub Polaka znajduje się już na 10. miejscu, a więc w górnej połówce tabeli. Kto wie, czy po kilku kolejnych korzystnych rezultatach, nie zaczną oni poważnie spoglądać w kierunku 6. miejsca, gwarantującego walkę o awans do Championship.?

Jeśli ktoś nie miał jeszcze okazji zobaczyć Wojtka w akcji, odsyłam do poniższego filmu. Jest to doskonały reportaż, w który włączono świetne parady Polaka z League One.

View Comments dla “Teraz Liverpool. Wojtek winduje Brentford”

  1. wachu Napisał/a:

    warto jeszcze dodać, że Brentford ma najmniej straconych bramek w lidze nie licząc Leeds United


Napisz Komentarz

blog comments powered by Disqus
  • TWITTER



  • KALENDARZ WPISÓW

    Wrzesień 2010
    P W Ś C P S N
    « sie    
     12345
    6789101112
    13141516171819
    20212223242526
    27282930  

Arsenalizacja on Facebook