Przed 3. kolejką EPL: Blackburn vs Arsenal
Jeśli mając za sobą setki lub tysiące obejrzanych meczów piłki nożnej, byłeś przeświadczony, że w tej grze zwyciężają zazwyczaj drużyny lepsze technicznie, lepiej podające piłkę, lepiej przygotowane taktycznie i z lepszymi piłkarzami – to w sobotę Sam Allardyce zrobi wszystko by przekonać cię, że tkwiłeś w błędzie.
Od 2008 roku, gdy Allardyce przybył do Blackburn, Arsenal nie miał większych problemów z pokonaniem jego drużyny. Niestety zmieniło się to w maju tego roku. Wtedy to Blackburn na własnym stadionie ograło Kanonierów 2-1. Co jednak najistotniejsze, wszystkie bramki w tym spotkaniu padały po rzutach rożnych. Swoje oba gole gospodarze zdobyli w ten sam sposób – obstawiając Fabiańskiego swoimi zawodnikami i przeszkadzając mu w interwencji. Pech Polaka polegał na tym, że został okrzyknięty winowajcą porażki, choć tego dnia rozegrał solidne spotkanie.
Wygląda na to, że w sobotnie popołudnie nasi rywale będą mieli jasną i czytelną taktykę przeciw Arsenalowi – stosować dokładnie ten sam schemat wykonywania rzutów rożnych, jak robili to w ostatnim majowym meczu. Możemy być pewni, że Almunia będzie miał pełne ręce roboty. Blackburn trudni się w stałych fragmentach gry. Wszelkie rzuty z autu (równie dalekie jak te Delapa), wspomniane kornery i rzuty wolne, będą głównym celem tej drużyny w pojedynku z ekipą Wengera. Gospodarze mają w składzie dwie niezwykle groźne wieże: Sambę i N’Zonziego i nie zawahają się ich użyć.
Arsenal będzie musiał przenieść się więc z nieba do piekła. Spotkanie z Blackburn w żaden sposób nie będzie przypominało naszego ostatniego meczy z Blackpool. Możemy zapomnieć o otwartej, ofensywnej grze, wyliczonej na wymianę ciosów. Chociaż nie… Ciosy mogą padać, tyle że w walce wręcz przy stałych fragmentach gry. Zespół Wielkiego sama lubi grać na swoim stadionie, czego przykładem może być ich zwycięstwo 1-0 nad Evertonem w pierwszej kolejce. W poprzednim sezonie 3 punkty zdobyły tam jedynie cztery drużyny: Everton, Aston Villa, Tottenham i Man City. Ewood Park jest więc niezwykle trudnym terenem, a z wywiezienia stamtąd kompletu oczek cieszą się wszyscy, niezależnie od zajmowanej w tabeli pozycji.
Po stronie Kanonierów do składu wraca po kontuzji Denilson. Pauzujący z Blackpool za czerwoną kartkę Laurent Koscielny również wraca do składu meczowego. Do wyjściowej jedenastki mogą oczywiście być również włączeni dwaj nasi finaliści z MŚ w RPA: Fabregas i van Persie. Wciąż poza drużyną pozostają: Bendtner, Nasri, Ramsey i Frimpong. Nowy nabytek Arsenalu, Sebastien Squillaci trenował co prawda z zespołem w piątkowy poranek, ale nie został zabrany przez Wengera na spotkanie wyjazdowe z Blackburn.
Oto statystyki przedstawione wczoraj w ATVO. Sam Allardyce i jego bilans meczów z Arsenalem na własnym boisku oraz na Emirates Stadium i Highbury.

W sobotę najbardziej narażoną na siłowe zmaganie się z rywalem będzie rzecz jasna formacja obrony. Na bramce zobaczymy oczywiście Almunię. Wyobrażam sobie jak wiele osób modliło się (łącznie ze mną), by przed meczem z Blackburn był już zakontraktowany w klubie nowy bramkarz. Niestety, nie udało się tego zrobić, więc musimy zawierzyć formie Hiszpana. Mam nadzieję, że nasi trenerzy przygotowali Almunii solidną wyprawkę przed tym meczem, włączając do niej wideo z ostatniego mecz na Ewood park Łukasza Fabiańskiego.Oby Manuel wyciągnął z tego wnioski i przygotował się nawet na walkę wręcz we własnym polu bramkowym.
W defensywie spodziewam się ‘spodziewanej’ czwórki. Ponieważ po odsłużeniu niesłusznej drugiej żółtej (i w efekcie czerwonej) kartki w meczu z Liverpoolem, do zespołu wraca Koscielny, toteż obok Vermaelena winien on pełnić filar naszej defensywy. Po prawej stronie obrony zobaczymy zapewne solidnego Sagnę, a po lewej Clichy’ego. Przyznaję się bez bicia, że gdybyśmy byli dziś w dalszej części sezonu, a Gibbs miałby za sobą kilka rozegranych spotkań, postawiłbym na lewej obronie właśnie na młodego Anglika. W takim meczu jak ten z Blackburn, każdy dodatkowy centymetr wzrostu, może być na wagę punktu.
Skoro więc szukam centymetrów, to nie mogę nie brać ich pod uwagę, kompletując naszą linię pomocy. Dzięki temu, iż do obrony wraca Laurent, poczciwy Song może być w końcu przesunięty na swoja nominalną pozycję defensywnego pomocnika. Obok niego z oczywistych przyczyn widzę Diaby’ego. Abou złapał chyba właściwy rytm i jest już gotowy do gry na wysokim poziomie. Byłoby miło, gdyby potwierdził to przeciw tak wymagającemu fizycznie rywalowi jak Blackburn. No i na koniec trzeci z muszkieterów… W tym wypadku nie chciałbym być w skórze Arsene’a Wengera. Wybór pomiędzy Rosickym a Fabregasem jest niewiarygodnie trudny. Odesłanie Tomasa na ławkę, byłoby dla mnie jak morderstwo. Po tym co chłopak pokazał w ostatnim spotkaniu (ale także w meczu na Anfield), byłaby to dla niego nieprawdopodobna kara. Z drugiej strony mamy jednak Cesca, naszego kapitana i najlepszego zawodnika tej drużyny. Podejrzewam, że w tym momencie wybór pomiędzy tymi dwoma graczami ograniczy się do decyzji, który z nich jest w danym dniu w lepszej formie (a tu przewagę ma chyba Czech). Choć kto wie… Może Boss ich pogodzi i wciśnie do wyjściowej jedenastki obu?
Jeśli trzymać się zasady, by tego co działa i spisuje się całkiem dobrze nie ruszać, powinniśmy zobaczyć w sobotę identyczne trio ofensywne, jakie widzieliśmy przeciw Blackpool. Bezsprzecznie na miejsce w jedenastce zasłużył sobie Walcott. Trzy gole w jednym meczu dają nadzieję, że Theo łapie pewność siebie i wreszcie może zrobić ten niezwykle potrzebny dla jego kariery krok, stać się regularnym zawodnikiem pierwszego składu. Także Chamakh za prace wykonaną przed tygodniem, winien zachować swoje miejsce na środku ataku. Z jednej strony daje nam to ogromną przewagę w grze ofensywnej, przy dośrodkowaniach pod bramką Robinsona. Z drugiej zaś strony jest to kolejny świetnie grający głową zawodnik do bronienia naszej bramki przed kornerami gospodarzy.
W mojej ocenie Arszawin w zupełności odpracował swoje winy ze spotkanie przeciw Liverpoolowi. Z Blackpool zagrał wreszcie tak jak sobie tego życzyłem. Wiem, że krążą poglądy, iż Wenger może zdecydować się na wystawienie w jego miejsce van Persiego. To też jakiś argument – włączenie do składu jeszcze jednego wysokiego gracza. Ja jednak spróbowałbym z Andrzejem. Liczę, że zdołamy utrzymywać się przy piłce znacznie dłużej niż rywal, a Rosjanin wyczaruje choćby jedną świetną akcję. Poza tym, jest on doskonałym zawodnikiem do wyprowadzania kontr – a możemy tylko domyślać się jak często Blackburn będzie wysyłał w nasze pole karne woich wysokich graczy.
Wygląda więc na to, że zaryzykowałbym wyjście na Ewood Park taką drużyną:
Almunia
Sagna – Koscielny – Vermaelen – Clichy
Rosicky – Song – Diaby
Walcott – Chamakh – Arszawin
Nie ukrywam, że sen z powiek spędza mi brak w powyższym składzie Cesca i Robina. Obaj rozumieją się na boisku bez słów i mają niezły bilans meczów z Blackburn. Holender może nawet popisać się strzeleniem im 10 bramek w dziewięciu spotkaniach. Jestem niezwykle ciekawy jak rozwiąże to Wenger i w których miejscach dokona roszady. Prawda jest taka, że mamy dziś niezwykle wyrównaną drużynę i niełatwo jest odsunąć kogoś na ławkę, nawet gdy na jego miejsce ma wskoczyć któryś ze wspomnianej dwójki zawodników.
Oczywiście mecz będzie trudny i wyczerpujący. Musimy przygotować się na totalną walkę fizyczną. Trzymam za nas kciuki, gdyż ewentualne zwycięstwo z Blackburn, w dodatku na wyjeździe, byłoby niezwykłym dopalaczem dla tej drużyny na dalszy etap ligowego sezonu.
Tagi: Blackburn Rovers, Ewood Park, Premier League, Sam Allardyce, Zapowiedź
„Dzień był letni i świąteczny. Wszystko na świecie jaśniało, kwitło, pachniało, śpiewało. Ciepło i radość lały się z błękitnego nieba i złotego słońca; radość i upojenie tryskały znad pól porosłych zielonym zbożem; radość i złota swoboda śpiewały chórem ptaków i owadów nad równiną w gorącym powietrzu, nad niewielkimi wzgórzami, w okrywających je bukietach iglastych i liściastych drzew.

