Realizacja planu (co prawda nieco mozolnie ale) postępuje. Minimum z inauguracyjnego spotkania na Anfield zostało wykonane – punkcik został dostarczony do Londynu. Teraz wchodzimy w kolejny etap naszego projektu, czyli systematyczne i kompletne budowanie zdobyczy punktowej na kolejnych najbliższych rywalach. Na początek beniaminek Premier League – Blackpool.
Jakże byłoby przyjemnie, gdybyśmy ten piękny sierpniowy dzień zapisali w historii Klubu, jako wyjątkowo miłą pamiątkę. Przyjemnie byłoby wrócić kiedyś do kart historii czytając, iż „21. sierpnia 2010 roku, na kilkadziesiąt minut przed wysokim zwycięstwem nad Blackpool, kibice Arsenalu mieli przyjemność uczestniczyć w ‘oficjalnym otwarciu nowych-starych trybun Emirates Stadium’, z uroczystym uruchomieniem Zegara”.
Nasz dzisiejszy rywal został przez bukmacherów nominowany na jedno z ostatnich miejsc tegorocznych rozgrywek EPL. Dziennikarze podkreślają, że Ian Holloway nie dokonał tego lata żadnych specjalnych wzmocnień w swoim zespole i wszedł do Premier League z niewiele silniejszym składem, jakim dysponował w Championship. Dla wielu obserwatorów ich wysokie zwycięstwo (4:0) nad Wigan nie wynikało z dobrej gry beniaminka, ile z fatalnej postawy defensywy zespołu Martineza. Nie mnie oceniać poziom sportowy Blackpool na podstawie jednego spotkania. Choć rozumiem przewidywania wysokiego zwycięstwa Arsenalu, sam jestem nieco bardziej ostrożny.
To co wolno kibicom, zabronione jest piłkarzom. Własnoręcznie udusiłbym każdego z naszych zawodników, gdyby wyszedłby na to spotkanie ze świadomością ogromnej przewagi naszej drużyny nad rywalem. Siłą rzeczy przypomina się lekcja sprzed dwóch lat, gdy w podobnych okolicznościach przyjechało do nas Hull City – ówczesny beniaminek i objawienie Premier League. Był to ich pierwszy mecz ligowy z drużyną Big4 i niewiele osób dawało im szansę chociażby na remis. Ku zdziwieniu wszystkich kibiców, do przerwy utrzymywał się wynik bezbramkowy. W 51. minucie objęliśmy prowadzenie po samobójczym golu McShane, lecz kolejne bramki Geovanniego i Cousin’a dały gościom sensacyjne wyjazdowe zwycięstwo nad Arsenalem.
Ponieważ doskonale pamiętam tamto uczucie zdziwienia pomieszanego z frustracją i niedowierzaniem, byłbym skończonym idiotą, gdybym totalnie zlekceważył i obśmiał przyjeżdżające dziś Blackpool. Musimy mieć świadomość sytuacji, w której znajdują się nasi rywale. Nawet jeśli wcześniej zakładali sobie, że zdobędą w pierwszym spotkaniu 3 punkty, to muszą być ogromnie zadowoleni z tego, w jakim stylu cel ten osiągnęli. Na mecz z Arsenalem przyjeżdżają z nastawieniem podobnym do tego, jakie mieli zawodnicy Hull przed dwoma laty. Już przed meczem ustawieni są na pozycji, w której nie mogą niczego stracić. Gdyby jednak sytuacja potoczyła się dla nich szczęśliwie, zyskać mogą wszystko. Właśnie głównie dlatego, nawet najsilniejsi, wolą mierzyć się z beniaminkami w dalszej części sezonu, kiedy ekscytacja nowicjusza zostanie utemperowana kilkunastoma meczami.
Według osób śledzących rozgrywki Championship, nasz beniaminek jest zespołem specyficznym. Ponieważ nie miałem okazji widzieć Blackpool w ich spotkaniach minionego sezonu, pozostaje mi wierzyć, że grają oni nadzwyczaj ofensywny futbol. Przywykliśmy do tego, iż większość klubów awansujących do Premier League charakteryzuje się raczej brutalnością gry, niż finezją, polotem i odważnym atakowaniem rywala. Gdyby faktycznie Blackpool miało na Emirates wejść z nami w otwarte starcie, bylibyśmy z tego powodu ogromnie radzi. Więcej miejsca na tyłach wroga + szybki Walcott = to co tygryski lubią najbardziej. Co więcej, nasz dzisiejszy rywal podobno specjalizuje się głównie w grze do przodu. Jeśli chodzi o defensywę, nie wygląda to u nich już tak korzystnie.
W zespole Arsenalu zaszły małe zawirowania. W porównaniu ze składem z ostatniego meczu nie zobaczymy dziś na pewno: Laurenta Koscielnego (pauzuje za czerowną kartke), Samira Nasriego (uraz łąkoptki wykluczył go na najbliższy miesiąc) oraz Emmanuela Frimponga (zerwanie więzadeł krzyżowych kolana i wyłaczenie z gry na 6-9 miesięcy). Do składu zostaną jednak włączeni: Cesc Fabregas, Alex Song i Johan Djourou. O długoterminowych urazach (w tym Bendtnera) nie wspominam.
Ponieważ trudno jest z perspektywy Polski ocenić formę i gotowość do gry każdego z naszych zawodników, niełatwo też przewidzieć jakich ruchów dokona Wenger w zestawieniu składu na dzisiejszy pojedynek. Czy Boss zdecyduje się wyjść w pierwszym składzie z Cesciem, Songiem i Robinem, czy może będzie stopniowo wprowadzał ich do gry w nowym sezonie?
Obsada bramki nie powinna pozostawiać złudzeń. Pod nieobecność nowego transferu i w związku z zapowiedzią Wengera, iż GK z meczu przeciw Liverpoolowi będzie naszym nr 1 tego sezonu, wynika, że dzisiejszego popołudnia zobaczymy w bramce Almunię. Mówi to ni mniej ni więcej, że Hiszpan w obecnej formie jest i tak lepszy od wszystkich pozostałych bramkarzy Arsenalu.
Dość szybko, bo już po pierwszym spotkaniu ligowym przekonaliśmy się jak słabo wygląda nasz środek obrony pod względem tzw. zaplecza. Za czerwony kartonik nie zagra Koscielny, więc zwracamy się w stronę rezerwowych w poszukiwaniu jego zastępstwa.
Tak naprawdę kandydatów mamy dwóch. Jednym z nich (i zdawałoby się, że bardziej oczywistym) jest nominalny trzeci CB, czyli Johan Djourou. Drugim natomiast, etatowy defensywny pomocnik – Alex Song. Wybór niestety nie jest wcale taki oczywisty, ponieważ Szwajcar dopiero co wrócił do treningów po kontuzji (która zakończyła się zaskakująco szybko – bo jeśli dobrze pamiętam, Johan miał pauzować do końca sierpnia). Song nie rozegrał za to do tej pory ani jednego spotkania, toteż trudno powiedzieć jak wygląda jego forma po kilku tygodniach treningów.
Postawmy sprawę jasno. Gdyby w sobotę swojej szansy (bo chyba tak to trzeba nazwać) nie dostał Djourou, oznaczałoby to tyle, że status naszego rezerwowego obrońcy nie jest wcale najwyższy. Jak wiele podobnych okazji do gry dostanie Szwajcer, jeśli sprowadzimy do Londynu doświadczonego defensora, a Verma i Kos unikać będą groźniejszych urazów? Jeśli dziś AW postawiłby na Songa, mógłby mocno podkopać pewność siebie Johana i ‘zablokować go’ na dalsze tygodnie sezonu. No chyba, że Djourou sam będzie czuł jeszcze skutki kontuzji…
Jeśli wszystko jest w porządku ze zdrowiem Johana, to spodziewam się jego gry w środku obrony wraz z Verminatorem. Po lewej stronie raz jeszcze zobaczyć możemy Clichy’ego. Sęk w tym, że jego przewaga nad Gibbsem jest tak mała, iż nawet przeciętny występ przeciw Blackpool, może stać się dla niego problemem w utrzymaniu miejsca w wyjściowym składzie. Czy ktokolwiek będzie zdziwiony, jeśli nagle w tym lub w następnym spotkaniu w wyjściowym składzie pojawi się własnie Kieran? Oczywiście, że nie. Weneger ma znakomitą okazję, by pojedynczymi meczami dla Anglika, motywować Gaela do jeszcze lepszej gry i cięższej pracy na rzecz drużyny. Korzyści z tej sytuacji odniosą wszyscy.
Gdybyśmy mieli właśnie końcówkę poprzedniego sezonu, na prawej stronie obrony zobaczylibyśmy pewnie Eboue, który występował na tej pozycji głównie przeciw słabszym drużynom w spotkaniach domowych. Myślę jednak, że tym razem Wenger ponownie postawi na Sagnę, zachowując Bułę jako zmiennika, którego mógłby później wykorzystać jako cover zarówno w defensywie, jak i w formacji ofensywnej.
Moja formacja pomocy na Blackpool składałaby się przede wszystkim z Songa. Jeśli chcemy mieć z niego duży pożytek w tym sezonie, powinniśmy pozwolić mu na maksymalne zgrywanie się z nowymi zawodnikami, desygnując go na pozycję, na której będzie nam najbardziej potrzebny. Obok niego chętnie zobaczyłbym Rosicky’ego. Mały Mozzart usiadł przed tygodniem na ławce, ustępując miejsca Nasriemu. Kiedy pojawił się jednak na boisku, dał pokaz wyjątkowej gry, czym momentalnie zmienił obraz spotkania. Myślę, że w sytuacji gdy brakować będzie nam Samira, a Cesc potrzebuje 1 lub 2 spotkań do przetarcia, Czech powinien dostać od Wengera szansę na poprowadzenie naszej gry. Obok tej dwójki najchętniej wystawiłbym jeszcze Jacka Wilshera. Zastanawiam się jednak, czy w ostateczności Wenger nie zdecyduje się na Diaby’ego, jako ważny element przy wszelkich stałych fragmentach gry.
W ofensywie wybierać i selekcjonować możemy do woli. Osobiście przewiduję trio w składzie: Andriej Arszawin, Marouane Chamakh oraz Theo Walcott. Czemu? Fakt, za to co Rosjanin pokazał w spotkaniu z Liverpoolem najchętniej posadziłbym go na ławce i przykładnie wystawił do gry Velę. Wchodząc jednak w buty Wengera, spodziewam się, iż Andrzej dostanie tak zwane ‘koło ratunkowe’ w postaci startu w dzisiejszym meczu. Jeśli jego ‘teamwork’ nie eksploduje, zarówno on jak i cały zespół może na tym wiele stracić. Chamakh wywalczył sobie miejsce na dzisiejszy mecz, występem sprzed tygodnia. Ponieważ Robin wciąż buduje formę, jako takiej rywalizacji pomiędzy nimi jeszcze chyba nie ma. W przypadku korzystnego wyniku zmiana tych panów w drugiej połowie meczu, byłaby chyba najodpowiedniejszym posunięciem. Po prawej stronie chcę zobaczyć wreszcie pewnego, zdecydowanego i przebojowego Walcotta. Wszyscy wokół powtarzają, że Theo jest całkiem dobrą opcją jako zmiennik, szczególnie na podmęczonych rywali. Tyle tylko, że sam zawodnik walczy o miejsce w podstawowym składzie, a w rywalizacji z Eboue wcale nie wygląda na zdecydowanego faworyta. Jeśli chcemy pomóc Anglikowi w przeskoczeniu pewnego poziomu, to mecz przeciw Blackpool jest ku temu idealnym wyzwaniem.
Moja przewidywana jedenastka na ten mecz prezentuje się mniej więcej tak:
Almunia
Sagna – Djourou – Vermaelen – Clichy
Song – Rosicky – Wilshere
Walcott – Chamakh – Arszawin
Oczywiście miło byłoby zobaczyć od pierwszych minut Fabregasa. Byłbym jednak nieco zdziwiony, gdyby wyszedł on dziś w podstawowym składzie, skoro przed tygodniem nie zmieścił się nawet na ławce rezerwowych. Początek sezonu jest dla nas sprzyjający, gdyż nie musimy walczyć w eliminacjach do Ligi Mistrzów, a prócz Liverpoolu mamy stosunkowo korzystny układ spotkań. Mamy wiec do rozegrania tylko jedno spotkanie tygodniowo. Być może Wenger świadomy tych okoliczności, próbuje „przesunąć” początek sezonu dla niektórych uczestników MŚ w RPA. Jeśli faktycznie uda mu się to zrobić, nie tracąc przy tym punktów z teoretycznie słabszymi drużynami, zyskamy dodatkowy miesiąc dla tak kluczowych zawodników jak Alex, Cesc czy Robin.
Ponieważ zarówno Arsenal, jak i Blackpool nie mają obrzydzenia do gry ofensywnej, spodziewam się zobaczyć dzisiaj solidną dawkę dobrego futbolu, okraszoną niemałą liczbą goli. Trzymam kciuki, by nasi kibice z Clock End i North Bank mieli okazję do obejrzenia wielu wspaniałych bramek.
Tagi:
Alex Song,
Blackpool,
Ian Holloway,
Johan Djourou,
Premier League,
Zapowiedź