Bądź na bieżąco - RSS

Wakacyjna pocztówka znad Niemna

25. Sierpień 2010 | View Comments | Przemyślenia | Mariusz

Ostatnia dekada sierpnia to w Anglii jeden z najgorętszych okresów transferowych. Po zapowiedziach Wengera, że Arsenal szykuje się na „co najmniej jeden transfer” przylepiłem się do monitora na ostatnie kilkadziesiąt godzin. I co?

Na razie cisza… Spokój… Słychać bzyczenie przelatującej nad głową muchy. Leżę pod gołym niebem, na kocyku rozścielonym nieopodal rozłożystej wierzby. Wyjmuję książkę, by wśród przycichłych oddechów przyrody wtopić się w świat Elizy Orzeszkowej („Nad Niemnem”):

„Dzień był letni i świąteczny. Wszystko na świecie jaśniało, kwitło, pachniało, śpiewało. Ciepło i radość lały się z błękitnego nieba i złotego słońca; radość i upojenie tryskały znad pól porosłych zielonym zbożem; radość i złota swoboda śpiewały chórem ptaków i owadów nad równiną w gorącym powietrzu, nad niewielkimi wzgórzami, w okrywających je bukietach iglastych i liściastych drzew.

Z jednej strony widnokręgu wznosiły się niewielkie wzgórza z ciemniejącymi na nich borkami i gajami; z drugiej wysoki brzeg Niemna, piaszczystą ścianą wyrastający z zieloności ziemi a koroną ciemnego boru oderznięty od błękitnego nieba, ogromnym półkolem obejmował równinę rozległą i gładką, z której gdzieniegdzie tylko wyrastały dzikie, pękate grusze, stare, krzywe wierzby i samotne, słupiaste topole”

ech… pięknie, prawda? Sierpień potrafi człowieka rozleniwić…

Nie zawierzajmy jednak do końca własnym zmysłom. Poznawanie świata transferów Arsenalu za pomocą empiryzmu nie będzie skuteczne. Im ciszej, tym lepiej. Im mniej hałasu, tym intensywniejsza praca.

Sebastien Squillaci (jak donosi kilka źródeł) od kilku dni powinien być już w Londynie. Wszyscy z niecierpliwością oczekujemy na oficjalne zamknięcie tego transferu i jego publiczne potwierdzenie. Kto wie, czy równocześnie z poniższą notką, nie powstaje informacja, którą za chwilę sam przeczytam na oficjalnej stronie Klubu.

Kiedy do końca okienka pozostaje mniej niż tydzień, z coraz większym napięciem śledzimy doniesienia i sygnały mówiące o naszych negocjacjach w sprawie Schwarzera. Moje przeczucie podpowiada mi, że gdyby na stanowisku managera Fulham wciąż zasiadał Roy Hodgson, Australijczyk mógłby już mieć w kieszeni podpisany z Arsenalem kontrakt. Hughes to inna historia. Odnoszę wrażenie, że niemały wpływ na sposób przeprowadzania tego transferu ma doświadczenie Walijczyka z poprzedniego sezonu, gdy w trakcie i po zakończeniu jednego z meczów, doszło do starcia między nim a Wengerem. Może moje uprzedzenie do tego człowieka biorą górę nad zdrowym rozsądkiem, niemniej nie potrafię dojrzeć w nim umiarkowanego faceta, z którym prowadzi się negocjacje nieoparte na emocjach.

Ponieważ spotkanie z Blackburn coraz bliżej, możemy zapomnieć, by na Ewood Park Almunia został wyręczony przez kogoś innego. Że będzie to ZUPEŁNIE inny mecz od starcia z Blackpool – wiemy wszyscy. Wiewiórki szepczą, że na zajęciach sporą wagę przykładamy do stałych fragmentów gry i walki o górne piłki. Miejmy madzieję, że efekty tej pracy będą zauważalne w najbliższą sobotę.

Nie chciałbym zasiewać zbyt wielkich i (być może) nieuzasadnionych ziaren optymizmu, lecz zaczynam dopuszczać możliwość transferu jeszcze jednego (kolejnego po Sebastienie Squillacim – ależ ma chłopak inicjały) defensywnego zawodnika. Ta wiara bierze się stąd, że po zerwaniu więzadeł krzyżowych przez Frimponga, nie mamy żadnego oficjalnego kandydata na ew. zastępstwo dla Alexa Songa. Nie potrafię rozstrzygnąć, czy Frimpong byłby wystarczającym rezerwowym DM-em. Faktem jednak jest, że Wenger wysoko cenił Emmanuela i najprawdopodobniej szykował dla niego w tym sezonie kilka występów w pierwszym składzie. Nie będę zdziwiony, jeśli Boss pracuje teraz nad jakąś niespodzianką i niedługo zaskoczy nas wakacyjną pocztówką… choćby i znad Niemna.

Tagi: , , , , , , , , ,

Przed EPL: Arsenal vs Blackpool

21. Sierpień 2010 | View Comments | Zapowiedź meczu | Mariusz

Realizacja planu (co prawda nieco mozolnie ale) postępuje. Minimum z inauguracyjnego spotkania na Anfield zostało wykonane – punkcik został dostarczony do Londynu. Teraz wchodzimy w kolejny etap naszego projektu, czyli systematyczne i kompletne budowanie zdobyczy punktowej na kolejnych najbliższych rywalach. Na początek beniaminek Premier League – Blackpool.

Jakże byłoby przyjemnie, gdybyśmy ten piękny sierpniowy dzień zapisali w historii Klubu, jako wyjątkowo miłą pamiątkę. Przyjemnie byłoby wrócić kiedyś do kart historii czytając, iż „21. sierpnia 2010 roku, na kilkadziesiąt minut przed wysokim zwycięstwem nad Blackpool, kibice Arsenalu mieli przyjemność uczestniczyć w ‘oficjalnym otwarciu nowych-starych trybun Emirates Stadium’, z uroczystym uruchomieniem Zegara”.

Nasz dzisiejszy rywal został przez bukmacherów nominowany na jedno z ostatnich miejsc tegorocznych rozgrywek EPL. Dziennikarze podkreślają, że Ian Holloway nie dokonał tego lata żadnych specjalnych wzmocnień w swoim zespole i wszedł do Premier League z niewiele silniejszym składem, jakim dysponował w Championship. Dla wielu obserwatorów ich wysokie zwycięstwo (4:0) nad Wigan nie wynikało z dobrej gry beniaminka, ile z fatalnej postawy defensywy zespołu Martineza. Nie mnie oceniać poziom sportowy Blackpool na podstawie jednego spotkania. Choć rozumiem przewidywania wysokiego zwycięstwa Arsenalu, sam jestem nieco bardziej ostrożny.

To co wolno kibicom, zabronione jest piłkarzom. Własnoręcznie udusiłbym każdego z naszych zawodników, gdyby wyszedłby na to spotkanie ze świadomością ogromnej przewagi naszej drużyny nad rywalem. Siłą rzeczy przypomina się lekcja sprzed dwóch lat, gdy w podobnych okolicznościach przyjechało do nas Hull City – ówczesny beniaminek i objawienie Premier League. Był to ich pierwszy mecz ligowy z drużyną Big4 i niewiele osób dawało im szansę chociażby na remis. Ku zdziwieniu wszystkich kibiców, do przerwy utrzymywał się wynik bezbramkowy. W 51. minucie objęliśmy prowadzenie po samobójczym golu McShane, lecz kolejne bramki Geovanniego i Cousin’a dały gościom sensacyjne wyjazdowe zwycięstwo nad Arsenalem.

Ponieważ doskonale pamiętam tamto uczucie zdziwienia pomieszanego z frustracją i niedowierzaniem, byłbym skończonym idiotą, gdybym totalnie zlekceważył i obśmiał przyjeżdżające dziś Blackpool. Musimy mieć świadomość sytuacji, w której znajdują się nasi rywale. Nawet jeśli wcześniej zakładali sobie, że zdobędą w pierwszym spotkaniu 3 punkty, to muszą być ogromnie zadowoleni z tego, w jakim stylu cel ten osiągnęli. Na mecz z Arsenalem przyjeżdżają z nastawieniem podobnym do tego, jakie mieli zawodnicy Hull przed dwoma laty. Już przed meczem ustawieni są na pozycji, w której nie mogą niczego stracić. Gdyby jednak sytuacja potoczyła się dla nich szczęśliwie, zyskać mogą wszystko. Właśnie głównie dlatego, nawet najsilniejsi, wolą mierzyć się z beniaminkami w dalszej części sezonu, kiedy ekscytacja nowicjusza zostanie utemperowana kilkunastoma meczami.

Według osób śledzących rozgrywki Championship, nasz beniaminek jest zespołem specyficznym. Ponieważ nie miałem okazji widzieć Blackpool w ich spotkaniach minionego sezonu, pozostaje mi wierzyć, że grają oni nadzwyczaj ofensywny futbol. Przywykliśmy do tego, iż większość klubów awansujących do Premier League charakteryzuje się raczej brutalnością gry, niż finezją, polotem i odważnym atakowaniem rywala. Gdyby faktycznie Blackpool miało na Emirates wejść z nami w otwarte starcie, bylibyśmy z tego powodu ogromnie radzi. Więcej miejsca na tyłach wroga + szybki Walcott = to co tygryski lubią najbardziej. Co więcej, nasz dzisiejszy rywal podobno specjalizuje się głównie w grze do przodu. Jeśli chodzi o defensywę, nie wygląda to u nich już tak korzystnie.

W zespole Arsenalu zaszły małe zawirowania. W porównaniu ze składem z ostatniego meczu nie zobaczymy dziś na pewno: Laurenta Koscielnego (pauzuje za czerowną kartke), Samira Nasriego (uraz łąkoptki wykluczył go na najbliższy miesiąc) oraz Emmanuela Frimponga (zerwanie więzadeł krzyżowych kolana i wyłaczenie z gry na 6-9 miesięcy). Do składu zostaną jednak włączeni: Cesc Fabregas, Alex Song i Johan Djourou. O długoterminowych urazach (w tym Bendtnera) nie wspominam.

Ponieważ trudno jest z perspektywy Polski ocenić formę i gotowość do gry każdego z naszych zawodników, niełatwo też przewidzieć jakich ruchów dokona Wenger w zestawieniu składu na dzisiejszy pojedynek. Czy Boss zdecyduje się wyjść w pierwszym składzie z Cesciem, Songiem i Robinem, czy może będzie stopniowo wprowadzał ich do gry w nowym sezonie?

Obsada bramki nie powinna pozostawiać złudzeń. Pod nieobecność nowego transferu i w związku z zapowiedzią Wengera, iż GK z meczu przeciw Liverpoolowi będzie naszym nr 1 tego sezonu, wynika, że dzisiejszego popołudnia zobaczymy w bramce Almunię. Mówi to ni mniej ni więcej, że Hiszpan w obecnej formie jest i tak lepszy od wszystkich pozostałych bramkarzy Arsenalu.

Dość szybko, bo już po pierwszym spotkaniu ligowym przekonaliśmy się jak słabo wygląda nasz środek obrony pod względem tzw. zaplecza. Za czerwony kartonik nie zagra Koscielny, więc zwracamy się w stronę rezerwowych w poszukiwaniu jego zastępstwa.

Tak naprawdę kandydatów mamy dwóch. Jednym z nich (i zdawałoby się, że bardziej oczywistym) jest nominalny trzeci CB, czyli Johan Djourou. Drugim natomiast, etatowy defensywny pomocnik – Alex Song. Wybór niestety nie jest wcale taki oczywisty, ponieważ Szwajcar dopiero co wrócił do treningów po kontuzji (która zakończyła się zaskakująco szybko – bo jeśli dobrze pamiętam, Johan miał pauzować do końca sierpnia). Song nie rozegrał za to do tej pory ani jednego spotkania, toteż trudno powiedzieć jak wygląda jego forma po kilku tygodniach treningów.

Postawmy sprawę jasno. Gdyby w sobotę swojej szansy (bo chyba tak to trzeba nazwać) nie dostał Djourou, oznaczałoby to tyle, że status naszego rezerwowego obrońcy nie jest wcale najwyższy. Jak wiele podobnych okazji do gry dostanie Szwajcer, jeśli sprowadzimy do Londynu doświadczonego defensora, a Verma i Kos unikać będą groźniejszych urazów? Jeśli dziś AW postawiłby na Songa, mógłby mocno podkopać pewność siebie Johana i ‘zablokować go’ na dalsze tygodnie sezonu. No chyba, że Djourou sam będzie czuł jeszcze skutki kontuzji…

Jeśli wszystko jest w porządku ze zdrowiem Johana, to spodziewam się jego gry w środku obrony wraz z Verminatorem. Po lewej stronie raz jeszcze zobaczyć możemy Clichy’ego. Sęk w tym, że jego przewaga nad Gibbsem jest tak mała, iż nawet przeciętny występ przeciw Blackpool, może stać się dla niego problemem w utrzymaniu miejsca w wyjściowym składzie. Czy ktokolwiek będzie zdziwiony, jeśli nagle w tym lub w następnym spotkaniu w wyjściowym składzie pojawi się własnie Kieran? Oczywiście, że nie. Weneger ma znakomitą okazję, by pojedynczymi meczami dla Anglika, motywować Gaela do jeszcze lepszej gry i cięższej pracy na rzecz drużyny. Korzyści z tej sytuacji odniosą wszyscy.

Gdybyśmy mieli właśnie końcówkę poprzedniego sezonu, na prawej stronie obrony zobaczylibyśmy pewnie Eboue, który występował na tej pozycji głównie przeciw słabszym drużynom w spotkaniach domowych. Myślę jednak, że tym razem Wenger ponownie postawi na Sagnę, zachowując Bułę jako zmiennika, którego mógłby później wykorzystać jako cover zarówno w defensywie, jak i w formacji ofensywnej.

Moja formacja pomocy na Blackpool składałaby się przede wszystkim z Songa. Jeśli chcemy mieć z niego duży pożytek w tym sezonie, powinniśmy pozwolić mu na maksymalne zgrywanie się z nowymi zawodnikami, desygnując go na pozycję, na której będzie nam najbardziej potrzebny. Obok niego chętnie zobaczyłbym Rosicky’ego. Mały Mozzart usiadł przed tygodniem na ławce, ustępując miejsca Nasriemu. Kiedy pojawił się jednak na boisku, dał pokaz wyjątkowej gry, czym momentalnie zmienił obraz spotkania. Myślę, że w sytuacji gdy brakować będzie nam Samira, a Cesc potrzebuje 1 lub 2 spotkań do przetarcia, Czech powinien dostać od Wengera szansę na poprowadzenie naszej gry. Obok tej dwójki najchętniej wystawiłbym jeszcze Jacka Wilshera. Zastanawiam się jednak, czy w ostateczności Wenger nie zdecyduje się na Diaby’ego, jako ważny element przy wszelkich stałych fragmentach gry.

W ofensywie wybierać i selekcjonować możemy do woli. Osobiście przewiduję trio w składzie: Andriej Arszawin, Marouane Chamakh oraz Theo Walcott. Czemu? Fakt, za to co Rosjanin pokazał w spotkaniu z Liverpoolem najchętniej posadziłbym go na ławce i przykładnie wystawił do gry Velę. Wchodząc jednak w buty Wengera, spodziewam się, iż Andrzej dostanie tak zwane ‘koło ratunkowe’ w postaci startu w dzisiejszym meczu. Jeśli jego ‘teamwork’ nie eksploduje, zarówno on jak i cały zespół może na tym wiele stracić. Chamakh wywalczył sobie miejsce na dzisiejszy mecz, występem sprzed tygodnia. Ponieważ Robin wciąż buduje formę, jako takiej rywalizacji pomiędzy nimi jeszcze chyba nie ma. W przypadku korzystnego wyniku zmiana tych panów w drugiej połowie meczu, byłaby chyba najodpowiedniejszym posunięciem. Po prawej stronie chcę zobaczyć wreszcie pewnego, zdecydowanego i przebojowego Walcotta. Wszyscy wokół powtarzają, że Theo jest całkiem dobrą opcją jako zmiennik, szczególnie na podmęczonych rywali. Tyle tylko, że sam zawodnik walczy o miejsce w podstawowym składzie, a w rywalizacji z Eboue wcale nie wygląda na zdecydowanego faworyta. Jeśli chcemy pomóc Anglikowi w przeskoczeniu pewnego poziomu, to mecz przeciw Blackpool jest ku temu idealnym wyzwaniem.

Moja przewidywana jedenastka na ten mecz prezentuje się mniej więcej tak:

Almunia
Sagna – Djourou – Vermaelen – Clichy
Song – Rosicky – Wilshere
Walcott – Chamakh – Arszawin

Oczywiście miło byłoby zobaczyć od pierwszych minut Fabregasa. Byłbym jednak nieco zdziwiony, gdyby wyszedł on dziś w podstawowym składzie, skoro przed tygodniem nie zmieścił się nawet na ławce rezerwowych. Początek sezonu jest dla nas sprzyjający, gdyż nie musimy walczyć w eliminacjach do Ligi Mistrzów, a prócz Liverpoolu mamy stosunkowo korzystny układ spotkań. Mamy wiec do rozegrania tylko jedno spotkanie tygodniowo. Być może Wenger świadomy tych okoliczności, próbuje „przesunąć” początek sezonu dla niektórych uczestników MŚ w RPA. Jeśli faktycznie uda mu się to zrobić, nie tracąc przy tym punktów z teoretycznie słabszymi drużynami, zyskamy dodatkowy miesiąc dla tak kluczowych zawodników jak Alex, Cesc czy Robin.

Ponieważ zarówno Arsenal, jak i Blackpool nie mają obrzydzenia do gry ofensywnej, spodziewam się zobaczyć dzisiaj solidną dawkę dobrego futbolu, okraszoną niemałą liczbą goli. Trzymam kciuki, by nasi kibice z Clock End i North Bank mieli okazję do obejrzenia wielu wspaniałych bramek.

Tagi: , , , , ,

Van Persie vs Bendtner – Holandia ogrywa Danię

14. Czerwiec 2010 | View Comments | MŚ w RPA | Mariusz

Już przed rozpoczęciem tych mistrzostw wiedziałem, że największe emocje budzić we mnie będą spotkania rozgrywane w grupie A (Francja z Meksykiem) oraz E (z naszymi ludźmi w Holandii, Danii i Kamerunie). Poniedziałek był więc dniem szczególnie przeze mnie wyczekiwanym. Jak wskazują wyniki przeprowadzonej wcześniej sondy – nie tylko ja czekałem na debiut Holandii w RPA. Wypatrywałem tego meczu tym mocniej, gdyż po przeciwnych stronach barykady o bramki dla swoich drużyn rywalizować mieli Robin van Persie oraz Nicklas Bendtner. Gdyby przeanalizować ich występy przed turniejem (gole van Persiego w każdym przedmundialowym sparingu), albo ich brak (leczenie urazu przez Bandtnera) nie mielibyśmy wielkich trudności do wytypowania faworyta w konkursie „1st goal”.

Już od pierwszych minut tego spotkania łatwo było zauważyć, że Duńczycy świadomi siły ofensywnej Holendrów, nie zdecydują się na wymianę ognia tak, jak zrobiła to Polska przeciw Hiszpanii. Głęboko cofnięty zespół Mortena Olsena uznał najwyraźniej, iż nawet remis z tak silną drużyna jak Pomarańczowi, można będzie uznać za sukces. Kiedy piłka była w posiadaniu holenderskich obrońców, Bendtner (najwyżej ustawiony zawodnik) poruszał się najczęściej w okolicy środkowej linii – nie wybiegał do pressingu, lecz wspomagał pomocników w obronie. Kiedy Duńczycy przejmowali piłkę, Nicklas miał za cel przede wszystkim utrzymać się przy piłce i poczekać aż dołączą do niego koledzy. Jak widzieliśmy, wychodziło mu to nie najgorzej. Raz zdołał świetnym podaniem uruchomić Kahlenberga. Temu jednak nie udało się w doskonałej sytuacji pokonać Stekelenburga.

W pierwszej połowie to reprezentacja Danii była optycznie lepiej funkcjonującą maszyną. Nasz wieżowiec znalazł się nawet w świetnej okazji do strzelenia bramki. Jego uderzenie głową minęło jednak słupek.

Po przeciwnej stronie boiska niemiłosierne męczarnie przeżywała formacja ofensywna Holandii z Robinem van Persiem na czele. Liczba rywali na metr kwadratowy była tak wysoka, że Pomarańczowi nie mieli szans na swobodne rozegranie piłki przed polem karnym Sorensena. W takiej sytuacji ciężko było myśleć o spokojnym przyjęciu piłki, rozejrzeniu się i oddaniu jej kumplowi. Skutek przynieść mogły jedynie akcje na jeden kontakt.

Jakkolwiek nie patrzyć na ustawienie rywali – dzisiejszy występ van Persiego należy uznać za przeciętny. Gdybym nie widział meczów towarzyskich przed turniejem, mógłbym spodziewać się, iż Robin zwyczajnie wraca do formy po odbytej kontuzji. Tyle tylko, że van Persie w ostatnich dniach popisywał się nieprawdopodobną formą, strzelając bramki w ostatnich trzech sparingach. Ten debiut w RPA traktuję więc jako pewną anomalię, odchył od normy, błąd próby… Jak to mawiają wielbiciele futrzanych zwierząt: pierwsze koty za płoty.

Nie potrafię wyobrazić sobie przebiegu drugiej części meczu (być może byłaby bliźniaczo podobna do pierwszych 45 minut), gdyby nie kuriozalna bramka samobójcza, dająca Holendrom bezcenne prowadzenie. Po straconym golu, Olsen musiał zarządzić odważniejszą grę swego zespołu i atak na rywala. To było dokładnie to, czego potrzebowała wtedy drużyna Oranje. Momentalnie sytuacja odwróciła się i to podopieczni Van Marwijka stali się siła dominującą.

W międzyczasie, w 62. minucie spotkania boisko opuścił Bendtner (podobno już przy ławce rezerwowych opatrywany był przez reprezentacyjnych lekarzy), zaś w 77. minucie zdjęty został van Persie. Poniżej wstawiam statystyki obu naszych zawodników, wraz z zaznaczonym miejscem poruszania się ich po boisku.

Świetnym posunięciem Van Marwijka było wstawienie Elia’i (jak to się odmienia?). Jest to doskonałe świadectwo siły ofensywnej tej drużyny. Gdyby mieli oni podobny potencjał w defensywie, nie obawialiby się potyczek z Hiszpanami czy Brazylijczykami.

Pamiętny wszystkich poprzednich turniejów, których byłem świadkiem, zastanawiałem się, czy i tym razem powtórzy się ta sama historia – Holandia rozgrywa w grupie najpiękniejsze spotkania spośród wszystkich uczestników, po czym jednym słabszym występem w fazie eliminacyjnej eliminuje się z walki o tytuł. No ale skoro z Danią szło im jak po grudzie, to może tym razem będzie inaczej? Może tym razem zbyt szybko odpalili Niemcy, a koledzy Robina (wreszcie niczym rasowa drużyna turniejowa) z meczu na mecz rozpędzać się będzie na dobre? Oby! Dzisiejsze spotkanie pomiędzy Japonią i Kamerunem było dowodem na to, że Oranje mogą w spokoju przygotowywać się do 1/8 finału.

* * *

Zdziwiony byłem wielce, gdy spostrzegłem, iż Paul Le Guen nie desygnował Alexa Songa do pierwszej jedenastki meczu z Japonią. Oczywiście każdy selekcjoner ma swoją wizję drużyny (więc z ciekawością przyglądałem się, kto i dlaczego zajął miejsce Songa w tym meczu). Po tym co zobaczyłem, jestem jeszcze bardziej zdziwiony, iż Alex nie został wprowadzony w trakcie spotkania. Kamerun miał spore problemy z utrzymaniem się przy piłce i ewentualnym przedostaniem się pod pole karne Japończyków. Czy Song nie byłby w tej sytuacji odpowiednim człowiekiem w środku pola?

Ostatecznie Kamerun przegrał mecz z przeciętną i defensywnie zestawioną drużyną z Azji, czym przekreślił sobie praktycznie walkę o awans. Jeśli w tym zespole faktycznie (jak sugerował komentator) zapanował jakiś podział, a Le Guen w taki sposób postanowił zaprowadzić porządek, to współczuję reprezentacji i jej kibicom. Nie zamierzam użalać się nad tą drużyną. Niestety ospały Kamerun nie zasłużył nawet na remis.

Tagi: , , , , , , , ,
  • TWITTER



  • KALENDARZ WPISÓW

    Wrzesień 2010
    P W Ś C P S N
    « sie    
     12345
    6789101112
    13141516171819
    20212223242526
    27282930  

Arsenalizacja on Facebook
Page 1 of 912345...Last »