Bądź na bieżąco - RSS

I po okienku. Czas na Manuela Almunię

1. Wrzesień 2010 | View Comments | Przemyślenia | Mariusz

Dokładnie 19. sierpnia, czyli niecałe dwa tygodnie temu, zamieściłem na blogu wpis, w którym jasno wyraziłem swoje ówczesne obawy. Pisałem wtedy:

Ponieważ Arsene Wenger lubuje się w dokonywaniu transferów na początku i/lub na końcu okienka transferowego, znajdujemy się dziś w pozycji tego głodnego studenta, którego zna już cały akademik i dokładnie wie w jakim celu chodzimy od drzwi do drzwi naszych sąsiadów.
(…)
Wedle najlepiej poinformowanych źródeł, sprowadzenie Schwarzera miało nastąpić w ostatnich dniach, stosunkowo szybko. Dziś natomiast dowiadujemy się o sporej rozbieżności pomiędzy klubami. Zaczynam poważnie zastanawiać się czy doświadczony GK Fulham faktycznie trafi na Emirates Stadium.

Chodziło oczywiście o ryzykowane przeciąganie transferu do ostatnich dni okienka. Uważam, że Schwarzer był dla nas na tyle ważny, iż nie powinniśmy byli doprowadzić do takiej sytuacji. Mam żal do Klubu, że rozegrał to w ten sposób. Skoro powszechnie było wiadome, że staramy się o nowego bramkarza, że składamy ofertę za Marka Schwarzera, to każdy rozgarnięty człowiek (w tym także Almunia) zdawał sobie sprawę, że zaufanie do obecnych bramkarzy bardzo podupadło. Skoro mówi się A, trzeba powiedzieć i B. My zostaliśmy dziś z Ą

Nie potrafię odgadnąć co takiego mogło się stać, że ostatecznie do porozumienia między Fulham i Arsenalem nie doszło. Z całą pewnością kontuzja Davida Stockdale’a, negocjacji nie ułatwiła. Trudno było przewidzieć ten uraz w ostatnich dniach sierpnia. Zastanawiam się jednak, czy faktycznie nie mieliśmy w tym wypadku żadnej alternatywy? Czy w ostatnich kilkudziesięciu godzinach naszym planem był „Mark albo nikt”? To tylko potwierdzałoby zbyt optymistyczne podejście Arsenalu do sprawy tego transferu.

Robiąc krok do tyłu i spoglądając na całe okienko transferowe, przyznaję że zakupy Chamakha, Koscielnego i Squillaciego wydają się być (tradycyjnie) świetnymi posunięciami. O przydatności Marouane’a zaświadczą zapewne najbliższe tygodnie, gdy nie będziemy mogli korzystać ani z Robina, ani z Nicklasa. Czwórka środka defensywy: Thomas, Laurent, Sebastien i Johan to optymalne zestawienie na początek sezonu. Szczególnie mocno trzymam kciuki za Koscielnego. Oby z każdym kolejnym meczem nabierał swobody i pewności. W parze z Vermaelenem prosperują na świetny duet obrońców. Dorzućmy do tego odejście Eduardo, wygaśnięcie umów czterem obrońcom (Gallas, Silvestre, Campbell, Senderos) oraz kilku młodszych zawodników, których wypożyczyliśmy innym klubom i już – będziemy mieli obraz minionych dwóch miesięcy kupowania i sprzedawania.

Na koniec chciałbym wrócić raz jeszcze do pozycji bramkarza. Nie łudzę się, że Arsenal w ostatniej minucie okienka, wysłał do władz ligi faks, który zostanie rozpatrzony dzisiejszego dnia. Wygląda na to, że Almunia zostaje naszym numerem 1 co najmniej przez kilka najbliższych miesięcy. Domyślam się, że ta sytuacja jest tak samo zaskakująca dla kibiców jak i dla samego Manuela. Już przed meczem z Blackpool dało się w głosie Hiszpana słyszeć rozżalenie i smutek. To całe zamieszanie toczące się za jego plecami było dla niego nad wyraz wymowne. Sytuacja się jednak zmieniła. Mamy pierwszy dzień września, do kolejnego okienka następne pół roku, więc nie pozostaje nam nic innego, jak wspólnie, siłą wszystkich kibiców, zacząć wspierać Almunię w naszej wspólnej drodze do sukcesu.

Dalsze kpienie z Almunii w niczym nam nie pomoże. Nie skusimy tym Wengera do szybszego sprowadzenia bramkarza. Ja sam czuję się na tyle odpowiedzialny za Klub, że obiecuję zmienić swoje nastawienie do Manuela. Na szczęście ostatnie spotkanie z Blackburn wlało w moje serce odrobinę nadziei, że nie wszystko jeszcze stracone. Jest nadzieja, że wspólnie zdołamy wykrzesać z Manuela te same pokłady pewności siebie, które widzieliśmy u niego przed dwoma laty. Nie bez powodu wielu publicystów zastanawiało się wtedy o możliwości powołania go do reprezentacji Anglii.

Pamiętajmy, że Arsenal Wengera nie był i nie jest klubem pokroju dzisiejszego Man City lub Realu Madryt. W naszej historii znajdziemy dzięki temu wiele przykładów, które świadczą o tym, iż Arsenal (a w dużej mierze także kibice) wspierają i pomagają swoim zawodnikom w niełatwych dla nich sytuacjach. Skoro mamy ten system tak dobrze przećwiczony, zastosujmy go raz jeszcze w przypadku Almunii.

Tagi: , , , , ,

Squillaci podpisał. Rozlosowano grupy Ligi Mistrzów

26. Sierpień 2010 | View Comments | Przemyślenia | Mariusz

Czwartek był szczególnie ciekawym i interesującym dniem. Po kilku dobach spokoju świat musiał w końcu przyśpieszyć. Miały dziś miejsce dwa wydarzenia: nietypowa, bo czwartkowa konferencja Wengera przed weekendowym meczem oraz losowanie grup Ligi Mistrzów. Po obu „uroczystościach” czuję względny spokój.

Na spotkaniu z dziennikarzami przed wyjazdowym spotkaniem z Blackburn, nie mogło nie paść pytanie na temat transferów i ew. podpisania umowy przez Sebastiana Squillaciego. Całe szczęście, z ust Bossa usłyszeliśmy to wreszcie wyraźnie – francuski obrońca jest już oficjalnie zawodnikiem Arsenalu. Oto, co na jego temat powiedział sam Arsene Wenger:

Potrzebowaliśmy środkowego obrońcy z wysokimi umiejętnościami i doświadczeniem oraz dostępnego po rozsądnej cenie – wszystkie te warunki zostały w tym wypadku spełnione. Sebastien to wszechstronny obrońca: w grze 1 na 1 jest równie dobry, jak w walce w powietrzu. Potrafi także zdobywać bramki po stałych fragmentach gry. Wierzę, że jego styl gry pasować będzie do ligi angielskiej.

Przyznaję się bez bicia, że nie zwracałem na niego nigdy zbytniej uwagi. Ligi hiszpańskiej też nie śledziłem, więc trudno wyrazić mi swoje stanowisko w kwestii istotności tego piłkarza i jego wpływu na naszą drużynę. Z całą pewnością będzie on naszym najstarszym defensorem. Trudno mi powiedzieć, czy wywalczy sobie miejsce w podstawowym składzie kosztem Koscielnego. Na ten moment jestem zdania, że Squillaci pełnić będzie rolę pierwszego zmiennika dla Laurenta i Thomasa. Jedno jest już pewne – na mecz z Blackburn się nie wybierze.

Ustami Wengera zostało też ogłoszone, że do składu na to spotkanie powraca Denilson. Dostępni będą także Fabregas, van Persie no i oczywiście (wraca po czerwonej kartce) Koscielny. Uraz Bandtnera wyklucza go z gry na najbliższe 4 tygodnie, podobnie jak to jest w wypadku Nasriego (u którego jednak rekonwalescencja przebiega bardzo szybko).

Najwyraźniej nie tylko polscy kibice i Łukasz Fabiański świetnie pamiętają nasz ostatni wyjazd na Ewood Park. Na dzisiejszej konferencji, wybitnie świadomym sytuacji w jakiej znajdzie się w sobotę nasz bramkarz, był Boss, który jednoosobowo podjął ten problem publicznie:

Respektuję każdy sposób i styl gry, każdy rodzaj odnoszenia zwycięstwa tak długo, jak długo sędziowie pilnują panujących reguł.

Ostatniej niedzieli w meczu Tottenhamu przeciw Stoke widziałem zdarzenia, których nie da się nazwać futbolem, lecz raczej rugby. Sędziowie nie mogą czegoś takiego akceptować. Szczególnie gdy widzi się obrazki gdy Shawcross kopie Gomesa, a Huth wpycha go do bramki. Nie możesz wtedy nazywać tego piłką nożną.

Niestety, w niektórych sytuacjach bramkarz nie jest wystarczająco ‘chroniony’. Nie można mieć w drużynie zawodników, których podstawowym zadaniem jest uniemożliwianie bramkarzowi złapania piłki, podczas gdy oni sami o piłkę nie próbują nawet walczyć.

Wiemy o jaką stawkę gramy. Możemy świetnie radzić sobie w polu, budować fajne akcje, dominować w posiadaniu piłki, zagrażać bramce rywala i oddawać strzały. Niestety mili państwo, rzutów rożnych się nie ustrzeżemy. Nie mam pojęcia ile gospodarze uzbierają ich przez te 90 minut. Zapewne będą chcieli dochodzić do kornerów jak najczęściej. A wtedy – wiadomo…

Przerabiał to Fabian, a w sobotę przed podobnym wyzwaniem zobaczymy zapewne Almunię. Choć Hiszpan jest bramkarzem lepszym od Łukasza, to w walce o górne piłki wygląda równie nieporadnie jak Polak. Dlatego też Wenger próbuje ugrać tyle ile może i zwrócić wszystkim uwagę na to, co podczas stałych fragmentów gry dzieje się (nie tyle w polu karnym ile) w polu bramkowym. Inna sprawa, że przykład z Gomesem był strzałem w dziesiątkę. Większość ludzi (nie ukrywam, że w tym także ja) skupiło się nad tym, czy piłka przekroczyła linię bramkową czy też nie, nie zważając na to, co miało miejsce półtorej sekundy wcześniej.

***

Dziś odbyło się także losowanie Ligi Mistrzów. Arsenal trafił do grupy z: Szachtarem Donieck, Sportingiem Braga i Partizanem Belgrad. Odczucia? Dwojakie. Z jednej strony jestem zadowolony, że uniknęliśmy najtrudniejszych rywali i nie okupujemy grupy Tottenhamu (sami chcieliście grać w Champions League). Z drugiej zaś strony mamy do pokonania w tym roku największą odległość ze wszystkich czterech angielskich zespołów reprezentujących EPL w Lidze Mistrzów. Jeśli wierzyć wyliczeniom jednego z użytkowników Twittera, czołowe zespoły naszej ligi muszą podróżować (odległości podane są w milach): Arsenal: 3181, Chelsea: 3019, Man Utd: 2875, Spurs: 1292.

Cieszy oczywiście powrót Eduardo (z Szachtarem) na Emirates Stadium, gdzie na bank zostanie gorąco przywitany przez naszych kibiców. To co cieszy, również martwi. Wyjazd na wschodnie terytorium Ukrainy to jedna z najdłuższych możliwych podróży w Europie. Pozostaje się tylko cieszyć, że nie wylosowaliśmy dodatkowo żadnej rosyjskiej drużyny. Niestety z ostatniego koszyka dostał nam się Partizan Belgrad. Ja mocno ściskałem kciuki, byśmy trafili na Żilinę. Wyjazd na Słowację byłby tańszy, niż podróż do Londynu ma mecz Ligi Mistrzów z udziałem Arsenalu. Niestety, ta sposobność trafiła w ręce polskich kibiców Chelsea.

Koniec końców uważam grupę za ciekawą i korzystną. Ważnym elementem będzie teraz ustalenie terminarza. Dopiero nałożenie spotkań Champions League i ligi angielskiej da nam właściwy obraz trudności spotkań jakie nas czekają. Na analizę przyjdzie jednak czas kiedy indziej.

Ponieważ nasz sobotni mecz odbędzie się jako pierwszy z 3. kolejki (o godz. 13.45) – zapowiedź spotkania z Blackburn spróbuję zamieścić na blogu jutro wieczorem, gdzieś przed północą.

Tagi: , , , , , , , , , , ,

Wenger zostaje do 2014. Przed meczem EPL: Liverpool vs Arsenal

15. Sierpień 2010 | View Comments | Zapowiedź meczu | Mariusz

Nie w taki sposób spodziewałem się usłyszeć o podpisaniu kontraktu z Arsenem Wengerem. Przygotowałem się już nawet na przedłużające się negocjacje, dyskusje, analizy i przeciąganie decyzji do wiosny. Myślałem, że wszystko (z punktu widzenia kibica) zawiśnie na włosku i jeden grymas twarzy PHW może decydować o być albo nie być Wengera. Tymczasem informacja o podpisaniu nowej umowy do 2014 roku pojawiła się niby mimochodem, w dniu inauguracji nowego sezonu i na dzień przed meczem z Liverpoolem.

Nie zamierzam ukrywać swojej radości, że Boss związał się z nami na kolejne lata. Wielu z nas czuje, że produkt nad którym trwały prace przez ostatnie lata, wreszcie wydaje się być na ukończeniu. Brakuje tylko tej małej iskierki w postaci zdobytego trofeum… iskierki, która pozwoliłaby na rozpalenie na nowo emocji tych wszystkich kibiców, którzy przez ostatnie sezony popadli w głuchy sen.

Nie powinniśmy się dziwić, że Francuz zdecydował się na przedłużenie kontraktu, jeśli przeanalizujemy jego pracę jaką wykonał do tej pory. Boss podkreślał, że związanie się z londyńskim klubem na kolejne lata, oznaczać będzie zakończenie jego trenersko-menadżerskiej kariery właśnie w Arsenalu. Bądźmy uczciwi – Wenger odwalił najbrudniejszą robotę. Przeprowadził nas przez najbardziej wzburzone fale, finansując budowę nowego stadionu i przebudowując Highbury. Z roku na rok sytuacja finansowa Arsenalu poprawia się tak szybko, że za chwilę zapomnimy o jakimkolwiek obciążeniu związanym z kredytowaniem naszych inwestycji.

Jakim dobroczyńcą musiałby być Arsene dla swego następcy, gdyby w tym momencie odszedł z Klubu, który kocha i traktuje jak swój dom? Historia mogłaby okazać się dla niego bezlitosna. Dziś znacznie łatwiej (niż przed trzema laty) o sukces, z taką sytuacją finansową, jaka panuje na Emirates. Rywalizacja Wengera z Chapmanem wciąż nie jest jeszcze jednoznacznie wygrana, bo są ludzie, którzy cenią sobie wyżej historię lat 30-tych, niż obecną transformację Klubu. AW wciąż walczy o swoje miejsce w sercach milionów kibiców (bo w historii Arsenalu zapisał się już dawno). Ma teraz do wygrania i do udowodnienia coś znacznie ważniejszego. Jeśli mu się to uda, bez wątpienia stanie się wyjątkowym człowiekiem futbolu, prekursorem, który dzięki uporowi i jasnej wizji, potrafi przeciwstawić się wielkiej piłkarskiej machinie. W interesie nas wszystkich leży to, by Wenger w swej drodze nie poległ.

***

Za nami pierwsze mecze sezonu. Manchester City udowadnia po raz kolejny, że pieniądze szczęścia nie dają. Green broni moich racji, że nie jest bramkarzem lepszym do Almunii. Natomiast Chelsea rozjechała West Brom, jakby nie zauważyła, że poprzedni sezon skończył się w maju i mamy za sobą kilka miesięcy przerwy. Dziś swoimi emocjami dzielą się fani Kanonierów i The Reds.

Tylko najstarsi górale są w stanie przypomnieć sobie porażkę Arsenalu na inaugurację rozgrywek. Choć statystyki w tym elemencie przemawiają na naszą korzyść, to warto pamiętać, że nie często trafia nam się w pierwszej kolejce rywal klasy Liverpoolu. Z jednej strony The Reds są jedyną drużyną z tzw. big4, która „leżała” nam w minionych sezonach. Ostatnią ligową porażkę na Anfield zanotowaliśmy w sezonie 2006/07 (4:1). Od tamtego czasu z zespołem Beniteza nie przegraliśmy w Premier League ani jednego meczu. W poprzednim sezonie, gdy dopadł ich największy kryzys od lat, ograliśmy ich co prawda dwukrotnie, lecz zwycięstwa te nie przyszły łatwo. W obu przypadkach byliśmy lepsi tylko o jedno trafienie.

Liverpool jest zdeterminowany by powrócić do pierwszej czwórki. Z wiadomych powodów, wśród kibiców Liverpoolu nie słyszy się zbyt wiele rozmów na temat walki o tytuł. Po odejściu Beniteza na stanowisko managera zatrudniono dotychczasowego opiekuna Fulham, Roya Hodgsona. Ta wiadomość nie uszczęśliwiła zapewne fanów Arsenalu, gdyż akurat ten pan potrafił napsuć Kanonierom krwi w jego dotychczasowych pojedynkach z Wengerem. Craven Cottage nigdy nie było dla nas łatwym terenem. Jak potoczy się współpraca zasłużonego managera z jego nowym pracodawcą? Czy będzie on starał się przenieść swoje metody z Fulham, czy może podporządkuje się i zaakceptuje styl gry preferowany do tej pory przez Liverpool?

Poprzednie lata systematycznie odsłaniały słabość Liverpoolu w najważniejszych momentach sezonu. Zespół ten opierał się na szkielecie, który stanowili: Pepe Reina, Steven Gerrard i Fernando Torres. Kiedy brakowało jednego z tej trójki lub nie dopisywała komuś forma, The Reds natrafiali na poważne kłopoty, nawet w rywalizacji z najsłabszymi zespołami ligi. Najwyraźniej stwierdzono, iż warto to grono poszerzyć, więc sprowadzono do klubu Joe Cole’a. W przeciwną stronę udał się za to Yossi Benayoun, toteż transferowy bilans nie jest tak korzystny jak mógłby być.

Dotychczasowe spotkania The Reds mogą napawać ich kibiców nadzieją. Hodgson najwyraźniej znalazł z szatnią wspólny język. Na dodatek ostatni występ Gerrarda w meczu reprezentacji Anglii i jego dwie wyjątkowej urody bramki, wskazują, iż kapitan Liverpoolu znajduje się w świetnej dyspozycji i może być ważnym aktorem dzisiejszego meczu. Nie wystąpi natomiast Torres. Napastnik nie zdążył wykurować się z kontuzji.

Arsenal przyjedzie na Anfield ze swoimi problemami. Tym największym wydaje się być bramkarz (czy może raczej jego brak?). Tak jak do wczoraj wierzyłem, że jednym z priorytetów Wengera w obecnym okienku transferowym (obok zakupu obrońcy) będzie sprowadzenie doświadczonego bramkarza, tak po tym co przeczytałem na oficjalnej stronie Klubu – zaczynam mieć małe wątpliwości. Jak bowiem rozumieć wypowiedź Bossa, kiedy stwierdza on, iż ten z bramkarzy, który zostanie wybrany do pierwszego składu na mecz z Liverpoolem, będzie naszym GK nr 1?

Czy to tylko kolejna zagrywka Bossa, mająca podbudować naszych bramkarzy, czy faktyczne plany na przyszłość? Czy AW naprawdę chce się podjąć aż tak dużego ryzyka, by rzucić się na to wzburzone morze, mając za majtków dwóch tak niepewnych bramkarzy?

Po serii meczów towarzyskich, chyba każdy rozgarnięty kibic orientował się, że do roli pierwszego bramkarza Arsenalu szykowany był/jest Fabiański. Od początku pre-seasonu aż do Emirates Cup nie miałem do niego żadnych zastrzeżeń. Dopiero spotkania Łukasza z Legią oraz jego występ przeciw Kamerunowi dały mi mocno do myślenia. Czuję jednak, że Wenger, litościwy miłośnik dawania szansy upadłym talentom, postawi dzisiejszego wieczoru na Fabiana. Obyśmy nie musieli tylko po meczu zastanawiać się: co by było gdyby…

Linia obronna wybiegnie prawdopodobnie w zestawieniu, jaki widzieliśmy na Łazienkowskiej. Zestawienie z Sagną, Koscielnym, Vermaelenem i Clichym jest na dzisiaj chyba najbardziej optymalnym rozwiązaniem. Niepokoi fakt, iż ten zestaw w ostatnim sparingu pozwolił pokarać się ze strony polskiego klubu tyloma golami. Wypada wierzyć chłopakom, że koncentracja na Anfield stać będzie na wyższym poziomie, niż podczas wycieczki do Warszawy. Gael musi mieć świadomość, że tylko dobre występy są w stanie zagwarantować mu miejsce na lewej obronie. Kieran Gibbs (tak jak to uczynił w ostatnim meczu reprezentacji Anglii) stara się przekonać Wengera do obsadzenia go na tej właśnie pozycji. Środek obrony mamy dziś całkowicie goły. Vermaelen i Koscielny to jedyna nasza sensowna opcja na to spotknie. Pod nieobecność kontuzjowanego Djourou brak nawet solidnych zmienników. Transfer conajmniej jednego środkowego obrońcy to dzisiaj więcej niż obowiązek.

Prawdziwe szachmatki zaczynają się dla Wengera w formacji pomocy. Jak ważnymi zawodnikami dla tej linii są Fabreagas i Song, mogliśmy sie przekonać już w ostatnim sezonie. Tym razem Alex nie będzie do naszej dyspozycji, natomiast Cesc po powrocie z Meksyku wciąż nie jest jeszcze w pełni przygotowany do sezonu. Frimpong całkiem fajnie wyglądał w meczach przedsezonowych. Nie wiem jednak czy walka w środku pola z Gerrardem to coś, na co moglibyśmy się zdecydować na tym etapie jego kariery i naszego sezonu. Jeśli zdolni do gry będą Denilson z Diabym, całkiem możliwe, że to któryś z nich zostanie delegowany do wyjściowej jedenastki. Nie zapominajmy, że jest też Jack Wilshere, błyszczący regularnie we wszystkich meczach towarzyskich przed sezonem. Pod nieobecność Fabregasa, rolę naszego kapitana w środku pola przejąć powinien Nasri. Ta wschodząca gwiazda, może zaliczyć doprawdy wyjątkowy dla siebie sezon.

Z przodu też jest pewne pole manewru. Za pewnik uznać należy obecność człowieka, który jest prawdziwym koszmarem Pepe Reiny. Nikt inny nie ma tak miłych wspomnień z Anfield jak Andriej Arszawin. Na środku ataku wyjdzie zapewne Chamakh, zaś po prawej stronie dylematem pozostaje to, czy rzucić Walcotta do gry od pierwszej minuty, czy też zastosować go jako zmiennika od 60-70 minuty meczu?

Przewidywany skład na to spotkanie:

Fabiański
Sagna – Koscielny – Vermaelen – Clichy
Nasri – Denilson (Diaby) – Wilshere
Walcott – Chamakh – Arszawin

Co do dwóch naszych finalistów MŚ… Spodziewam się, że obaj usiądą na ławce rezerwowych i stanowić będą nasze zabezpieczenie w przypadku jakiegoś bliżej nieokreślonego niepowodzenia. Trudno mi określić ich stan przygotowania do sezonu. Pamiętam jednak pewien wywiad z Robinem, który miał miejsce wiosną. Holender mówił tam, że nigdy nie potrzebował zbyt dużo czasu na powrót do gry na wysokim poziomie. Kilka dni później pojawił się na boisku po raz pierwszy od 5 miesięcy, w meczu z Tottenhamem i zaprezentował się znakomicie. Nie wiem czy fizycznie podołałby już 90. minutom gry, ale jako zmiennik na pewno jest w stanie dać nam upragnionego gola. Z Fabregasem może być podobnie. Taki podwójny dopalacz w drugiej połowie meczu, mógłby być nie lada bonusem. Szkoda, że podobnymi atutami nie dysponujemy w defensywie.

Wszystko czego sobie życzę, to zwycięstwa. W odróżnieniu od innych czołowych zespołów, mielibyśmy za sobą już jeden z trudniejszych kroków tej długiej batalii. Liverpool napsuje krwi jeszcze niejednej drużynie. Uporanie się z nimi na Anfield, przyniosłoby spokój w kolejnych ważnych spotkaniach z teoretycznie słabszymi zespołami.

Tak więc zaczynajmy nowy sezon! Come on you Gunners!!!

Tagi: , , , , ,
  • TWITTER



  • KALENDARZ WPISÓW

    Wrzesień 2010
    P W Ś C P S N
    « sie    
     12345
    6789101112
    13141516171819
    20212223242526
    27282930  

Arsenalizacja on Facebook
Page 1 of 3712345102030...Last »