Bądź na bieżąco - RSS

Walcott wciąż ma jeszcze mnóstwo czasu

8. Marzec 2010 | View Comments | Przemyślenia | Mariusz

Kiedy pseudoekspert rodem z White Hart Line namaszcza publicznie Theo Walcotta piłkarzem bez futbolowego mózgu – mogę co najwyżej uśmiechnąć się z politowaniem i wpisać nazwisko autora na osobistą czarną listę publicystów. Gdy jednak czytam podobnie niezrozumiałe wypowiedzi kibiców mojego klubu, trudno mi zrozumieć ich niecierpliwość. Zresztą… Wydawało mi się, że przykłady poprzednio skreślanych zawodników (a dziś prezentujących niebywałą formę) powinny być nauką dla nas wszystkich – w szczególności dla tych zniecierpliwionych.

Typom pokroju Chris’a Waddle’a się nie odpowiada. Można jedynie ograniczyć się do stwierdzenia, jakiego użył Boss podczas swojej ostatniej konferencji prasowej:

I believe he has not only a football brain but he has a brain.

Z niektórymi fanami jest trudniej. Oni nie przyjmą tak łatwo zapewnień Wengera, że Walcott potrzebuje czasu; że w wieku 20 lat, po sezonie pełnym kontuzji nie jest w stanie wyjść na boisko i omijać rywali jak slalomowe tyczki. AW:

I believe for a while maybe people expected too much of Theo and now they are too hard with him.

I believe Theo will be a great football player, he is very young, he will be 21 this year, and he will have a great future. I believe in him because he has a fantastic attitude, he’s an intelligent boy and he is highly motivated. These players always improve.

Czy (niespotykana do tej pory) kariera Fabregasa oderwała niektórych z nas od rzeczywistości? Nie możemy równać wszystkich do Cesc’a tłumacząc, że Hiszpan w wieku 20 lat był już zawodnikiem pierwszego składu. To tak jakby ojciec utalentowanego doktoranta dziwił się, czemu jego syn nie otrzymał jeszcze nagrody Nobla, skoro William Lawrence Bragg dokonał tego w wieku 25 lat.

Do wspierania swojego klubu i kibicowania można podchodzić: albo roszczeniowo („kibicuję im tyle a tyle lat; obejrzałem tyle a tyle meczów; czekam na trofeum kolejny sezon”), albo spróbować zrozumieć sytuację młodego Anglika, który doskonale zdaje sobie sprawę z tego jak wielka presja towarzyszy mu przy każdym występie:

I have had so many injuries this season, people don’t realise how hard it is to come back from setbacks after setbacks after setbacks.

You can’t be at your best straight away and if you think you can, then you put more pressure on yourself. That’s what I had been doing this season.

My development has gone very well. I am only 20 still and I have been in the limelight all the time.

Pomysł, by postawić krzyżyk na młodym chłopaku, który przez cały sezon zmaga się z kolejnymi urazami, jest co najmniej bezsensowny, a ludzie głoszący takie pomysły – bez wyobraźni. Dochodzimy więc do wniosku, że wielu z naszych kibiców przekonywać powinniśmy (pisząc „my” mam tu na myśli Klub, jak i poszczególnych graczy Arsenalu) podobnie jak żurnalistów „obcych sił”: nie merytoryczną wypowiedzią opartą o fakty, lecz dopiero postawą na boisku.

W efekcie takich działań kibic pojmowany jako fanatyk swojego klubu, staje obok innych postronnych obserwatorów i zaskoczony stwierdza wraz z nimi, że ten (tu wstaw nazwisko dowolnego gracza Arsenalu) coś jednak potrafi. Uważam, że lepszym rozwiązaniem jest wsłuchanie się w słowa Bossa, zaufanie jemu, jak i zawodnikowi, by być w stanie wytłumaczyć niezorientowanemu znajomemu, czemu dopiero teraz Walcott zaczyna grać to, czego wszyscy od niego oczekiwali wcześniej.

Dla tych, którzy obserwują z uwagą kolejne występy Theo, czytają jego wypowiedzi i uwagi Wengera, ostatni mecz Anglika przeciw Burnley nie powinien być szczególnym szokiem i zaskoczeniem. Przecież wszyscy dobrze wiedzieliśmy, że prędzej czy później ta chwila nadejdzie.

Zapewne fala krytyki dotykająca Walcotta wreszcie nieco ucichnie. Bo i co można powiedzieć o występie takim jak ten z minionej soboty?

Tagi: ,

EPL: Arsenal 3 – 1 Burnley

6. Marzec 2010 | View Comments | Podsumowanie meczu | Mariusz

Arsenal 3-1 Burnley
(Fabregas 34′, Walcott 60′, Arszawin 90′Nugent 50′)

Liczby meczu | Skrót meczu | Komentarz Wengera

Gdybym był postronnym kibicem angielskiej piłki i miał wykupiony abonament Canal+, to słałbym do redakcji sportowej seryjnie maile, by każdego weekendu pokazywane były mecze Arsenalu. Drużyna Wengera w żadnym wypadku nie jest zespołem nudnym do oglądania. Potrafi zaskoczyć widzów nawet w pojedynkach z najsłabszymi zespołami ligi. Spodziewać można się wszystkiego: od kapitalnej gry i kolejno strzelanych goli, aż do stwarzania rywalom sposobności, by mecz zakończył się sensacyjnym podziałem punktów.

Fakt, że coś może być wielbione przez postronnych fanów futbolu, wcale nie musi oznaczać, że ja także będę podzielał te pasje. Z każdym tygodniem doświadczam podobnego przeżycia. Przeżycia, które uczy mnie, że na następny tydzień z Arsenalem wcale nie będzie mniej stresującym spotkaniem. I nieważne jest czy mierzymy się z topowymi klubami ligi, czy z jej outsiderami. Scenariusz jest powtarzany każdego tygodnia. Zamiast zdobyć gola w pierwszych kilkunastu minutach, „wolimy” poczekać do 90 minuty. Tak, kibicowanie Arsenalowi, może skracać życie.

Bronię się rękoma i nogami, by nie zacząć od Bendtnera. Ale chyba nie da się inaczej… Oczywiście, gdyby Nick wykorzystał choćby jedną z okazji, przed jakimi stanął, moglibyśmy dziś mówić o pogromie. Paradoksalnie przed sobotnim meczem wspominałem, że ostatnio forma Bendtnera jest wyśmienita. W kolejnych trzech spotkaniach zapisał na swoim koncie trzy bramki. Wczoraj powinien mieć ich o kolejne 5 więcej.

Można się wściekać, irytować lub zwyczajnie Nicklasa żałować. Osobiście uważam, że był to jeden z tych dni, które od czasu do czasu, muszą trafić się każdemu napastnikowi. Dzień, który można nazwać „nic dziś nie wpadnie”. Otóż mechanizm o nazwie „nic dziś nie wpadnie”, zaczyna rozkręcać się (na początku z wolna) wraz z pierwszą zmarnowaną „setką”. Kiedy napastnik spudłuje w drugiej i trzeciej idealnej okazji, machina pędzi już na dobre i niezwykle trudno ją wtedy zatrzymać. Bendtner został wczoraj jej ofiarą.

Równie mocno, jak liczba niewykorzystanych okazji strzeleckich, interesuje mnie reakcja gracza. To, czego oczekiwałbym (w podobnej sytuacji) od każdego z naszych piłkarzy – to walka z zaistniałymi komplikacjami i próba podołaniu wszelkim przeciwnościom. Nasz napastnik robił dokładnie to, czego się spodziewałem. Pudłował – fakt. Tyle że po każdym kiksie podnosił głowę do góry i walczył o następną szansę na bramkę.

Zerknąłem na ten mecz raz jeszcze (zdecydowanie spokojniej ogląda się powtórki). Mnóstwo razy kierowane były w stronę van Persie’go słowa uznania za jego grę zarówno w polu, jak i przed polem karnym. Przyznaję, umknęło mi to w trakcie sobotniego meczu. Po powtórnym obejrzeniu spotkania widać pracę, jaką Nick wykonywał w każdej akcji. Nie bez przypadku, po jego zejściu z boiska, liczba „stuprocentówek” diametralnie spadła. No i zakończył on mecz z (drugą w tym sezonie) asystą na koncie.

Nie wiem, jaka byłaby reakcja stadionu, gdyby Nick schodził z boiska przy stanie 1-1, bądź 1-2 (choć wierzę, że nie miałoby to tak wielkiego wpływu). Bardzo zbudowały mnie oklaski kibiców, żegnających schodzącego Bendtnera. Nie ma wątpliwości, że to nauka wyciągnięta przez fanów sprzed ponad roku, gdy w zupełnie odmienny sposób żegnano wtedy Eboue. Jak widać, Wenger rozwija nie tylko zawodników, ale także naszych kibiców.

Czuję się nieco dziwnie, bo choć cały mecz przesiedziałem jak na szpilkach, to jednak trudno mi wskazać piłkarza, który zagrał poniżej oczekiwań. Czy drużyna stwarzająca sobie tak ogromną ilość okazji bramkowych może składać się z zawodników grających słabo?

Walcott wskazywany jest przez niemal wszystkich jako gracz meczu. Trudno przecenić jego występ. Myślę, że zaskoczenie jakie przyniósł on ze swoją grą przeciw Burnley można porównać do jednej z akcji, która najlepiej opisałaby to spotkanie. Miało to miejsce w pierwszej minucie drugiej części spotkania. Walcott dostał piłkę po prawej stronie boiska i (jak wszyscy tego oczekiwaliśmy) ruszył z nią mocno do przodu. Jednak zamiast (jak ma to w zwyczaju) pociągnąć do końcowej linii, zatrzymał się z nią na wysokości pola karnego, rozejrzał się i widząc w polu karnym osamotnionego Bendtnera w asyście 4 rywali, posłał piękne dośrodkowanie, wprost na głowę Nicka.

Ta akcja była tak niespodziewana i tak zaskakująca, jak nieoczekiwanie dobry był występ Walcotta w całym meczu. Liczba jego fantastycznych rajdów była nie do zliczenia. Tym razem dołożył do tego mądre podania i celne dośrodkowania. Jego gol z 60 minuty był nie mniej fenomenalny. Z prawej strony ściął akcję do środka, jeszcze trochę podciągnął w kierunku środka i mierzonym uderzeniem lewą nogą po długim rogu zdobył bardzo ważnego gola. Co na ten temat powiedzą ci, którzy skreślali go z Arsenalu, z kadry Anglii lub analizowali stan jego mózgu?

Chciałbym rzec też słowo o (moim zdaniem) równorzędnym bohaterze tego meczu. Im dalej w las, tym coraz lepszym piłkarzem staje się Samir Nasri. Jego występ był fenomenalny. Począwszy od asysty przy pierwszej bramce, poprzez świetną grę u boku Cesca, aż po wzięcia ciężaru gry na siebie, gdy brakło naszego kapitana na boisku… Samir był w moich oczach graczem, który trzymał środek pola w podobny sposób, w jaki robił to Fabregas. Rzekłbym nawet, że na Sopcaście niezwykle trudno odróżnić ich sylwetki w trakcie poruszania się ich na boisku.

Urzekła mnie jego dojrzałość w prowadzeniu gry. Szanował piłkę; nie pchał się do przodu, ale pozwalał robić to swoim kolegom (uruchamiał ich podaniami). Przy stanie 1:1 pracował szczególnie mocno, asekurował innych, ale też próbował uderzać z dystansu. Gdyby ode mnie to zależało, to rozdzieliłbym tytuł zawodnika meczu między niego a Theo.

O klasie Nasri’ego świadczy przede wszystkim asysta przy pierwszej bramce. Czy nie wyglądało to tak, jakby Fabregas podawał do Fabregasa? Oglądam powtórkę tej bramki i widzę kapitalne, niesamowite podanie, mierzone na centymetry. Półtora metra krótsze, półtora metra dłuższe – a piłka zostałaby wybita przez gracza kryjącego Cesc’a, bądź przez Jensena. Inna sprawa to samo wykończenie naszego kapitana. Wszystko wydaje się być proste i łatwe do wykonania. Jeśli jednak wziąć pod uwagę, że: futbolówka zmierza niemal zza twoich pleców; biegniesz bark w bark z rywalem; trzeba uderzyć bezpośrednio z powietrza; bramkarz swoim ciałem nie pozostawia wiele wolnego miejsca – to sytuacja, w której się znajdujesz, nie wygląda już tak kolorowo.

Uwielbiam bramki zdobywane w taki właśnie sposób – niby proste, łatwe, przyjemne. Ile jednak w tym kunsztu? Kopnięta przez Fabregasa piłka spadała zza jego lewego ramienia. Trafiona prawą stopą, minęła nogi bramkarza Burnley, sunąc(!) po murawie. To się nazywa technika!

Nasz środek pomocy wyglądał w tym spotkaniu bardzo dobrze. Stało się tak pomimo tego, że:
- brakowało nam Songa (pauzującego za żółte kartki)
- już w pierwszej części meczu z boiska zszedł z urazem uda Fabregas (dokładna diagnoza ma być postawiona dziś, ew. jutro)
- zastępujący kapitana Diaby, dopiero co wrócił po kontuzji.

Przyzwoity występ Denilsona, dobra gra i współpraca Nasri’ego i Rosicky’ego oraz bardzo dobre wejście Diaby’ego zapewniły nam dominację w tej części boiska, co miało przełożenie na cały obraz spotkania.

Po pierwszej połowie miałem ochotę zakrzyknąć, że w końcu doczekałem się Almunii solidnego i zdecydowanego (myślę głównie o pewnych chwytach i wyjściu do piłki, gdy przepchnięty został Vermaelen). Jednak w drugiej połowie jeden z jego błędów mógł nas kosztować stratę punktów. Status quo.

Vermaelen zaliczył kolejny bardzo dobry mecz (choć przy straconym golu ma na sumieniu dopuszczenie Nuganta do sytuacji sam na sam). Uważam, że Silvestre nie jest naszą przyszłością, ani nawet teraźniejszością. Wierzę, że został wystawiony przeciw Burnley dlatego, że w sobotę goście nie byliby w stanie wykorzystać jego osoby, jako wyłomu w naszej defensywie. We wtorek niemal na pewno zagra Sol, więc powinniśmy być spokojni.

Na koniec jeszcze słowo na temat sędziego. Chyba będziemy zgodni w stwierdzeniu, że samo spotkanie nie obfitowało w groźne faule i niebezpieczną grę. W pierwszej połowie Walcott oburzył się na jednego z graczy Burnley za zdecydowany wślizg przy bocznej linii boiska. Oglądając powtórki, mogę powiedzieć, że sam wślizg był fair, a oburzenie może być zrozumiałe z powodu wydarzeń z minionego weekendu.

Faktem jednak jest, że pomimo braku ostrych starć i brutalnych faulów – goście obejrzeli 4 żółte kartki. Cztery żółtka, choć (jak mówię) spotkanie toczyło się zupełnie fair. Cholera wie, czy było to spowodowane nadwrażliwością arbitra po kontuzji Ramsey’a, czy wreszcie potraktowano nas sprawiedliwie. Uważam, że mniej więcej w taki sposób powinna wyglądać statystyka kartek w meczach takich jak sobotni. Oczywiście wraz z eskalacją ostrych zagrań, kartoników powinno pojawiać się więcej.

Tymczasem spoglądając jedynie na te statystyki, w zestawieniu z poprzednimi meczami Arsenalu widzę, że sędzia ocenił mecz z Burnley jako ostrzejszy, niż nasze pojedynki z Boltonem. Tam pokazano znacznie mniej żółtych kartek.

Najważniejsze są 3 punkty. Tak jak mówił Wenger, cel został osiągnięty. Zapominam więc co za nami i patrze w przyszłość. Liczba spotkań topnieje w mgnieniu oka, więc każdy punkcik jest teraz na wagę złota.

Raz dziesięciu żołnierzyków
Pyszny obiad zajadało,
Nagle jeden się zakrztusił –
I dziewięciu pozostało.

Tagi: , , , , , ,

Przed EPL: Arsenal vs Burnley

6. Marzec 2010 | View Comments | Zapowiedź meczu | Mariusz

Arsenal vs Burnley

Statystyki poprzednich spotkań | Skrót ostatniego meczu | Linki do meczu

29. kolejka Premier League i mecz z Burnley na Emirates Stadium nie będzie kolejnym zwykłym spotkaniem, gdzie walka toczy się jedynie o trzy punkty. Wydarzenia z ostatniego weekendu, jak i cały mijający tydzień, sprawiły, że nasi fani zjednoczyli się w taki sposób, że trudno przypomnieć mi sobie podobną sytuacje z przeszłości.

Jestem przekonany, że każda z 60 tysięcy osób udających się dziś na stadion, będzie chciała wspomóc drużynę szczególnym dopingiem, także w imieniu Aarona Ramsey’a. Nasi kibice przygotowali specjalne banery, które mają być wsparciem dla kontuzjowanego Walijczyka, ale też wyzwolić w naszych chłopcach dodatkową energię w walce do ostatniej kolejki.

Wczoraj ukazało się oficjalne oświadczenie Ramsey’a, które opublikowane zostało na stronie Arsenalu. To pierwsza oficjalna wypowiedź Aarona po sobotnim wypadku na Brittania Stadium. Moją szczególną uwagę, zwraca nieco bardziej osobista forma tego oświadczenia. Byłem przygotowany na coś bardziej „sztywnego” i oficjalnego, krótkiego w swej formie, co informowałoby tylko o udanej operacji, powrocie do zdrowia i podziękowaniach dla wspierających go osób.

Tymczasem możemy przeczytać, że Aaron faktycznie (jak wspominał Boss) bardzo przeżył to zdarzenie. W jego słowach wyczytać można ukryty żal, że stało się to w chwili, gdy sam czuł, że jego rozwój wyglądał bardzo obiecująco. Z drugiej strony podkreśla jednak, że jego oczekiwania są jasne i czytelne – chce pokonać kontuzję z nadzieją, że jego młody wiek pozwoli mu stać się w przyszłości jeszcze lepszym i silniejszym graczem.

Aaron cieszy się z fantastycznego wsparcia, jakie przyszło ze strony kibiców innych drużyn. Szczególne wyrazy wdzięczności skierował w stronę lekarzy Arsenalu oraz personelom obu szpitali, w których przebywał. Pięknym gestem ze strony naszego zawodnika jest poświęcenie osobnego zdania Glennowi Whelanowi (graczowi Stoke), który już na boisku, jako pierwszy udzielił mu podstawowej pomocy. Aaron kieruje dodatkowe „thank you” w stronę Klubu, za szczególną pomoc jego rodzinie.

Wiemy już, że wysiłek wielu, wielu tysięcy fanów nie poszedł na marne, dzięki czemu Ramsey został przytłoczony przez naszych kibiców, niebywałą liczbą wiadomości z życzeniami powrotu do zdrowia. 19-latek jest dumny z faktu, iż jest zawodnikiem Arsenalu, a wsparcie, jakie otrzymuje od naszych fanów, jest niezwykle wzruszające. Walijczyk w ostatnim zdaniu zwraca się do kolegów z drużyny, wierząc, że są oni w stanie zdobyć trofeum i swoją osobą będzie wspierał ich do końca.

It is difficult for me to take everything in at the moment. I thought I had been progressing well this season, so of course this is a real setback. It is very hard to take but I am young and have time on my side. I had an operation last weekend and while it will take time for my leg to heal, I am determined and focussed on overcoming this injury and hope to be back fitter and stronger than before.

I have been overwhelmed by the terrific support I have received from so many people including fans from many different football clubs. In particular, I would like to thank the medical team here at Arsenal for their efforts as well as the staff at both hospitals. Glenn Whelan was especially kind and I really appreciated his immediate assistance on the pitch as well as the medical support from Stoke City. I also want to say thanks to Arsenal for helping my family this week.

Last but certainly not least I have been blown away by the fantastic messages of support from the Arsenal fans.  I am proud to be an Arsenal player and your support has been incredibly touching. Finally, I want to wish my teammates all the best for the remainder of the season. I know that we are capable of winning a trophy and I will be backing them all the way.

Jestem spokojny o psychikę Aarona i jego powrót do gry. Niemal na każdym kroku, kolejne osoby podkreślają jego niezwykle silny charakter. Sam Wenger określa Ramsey’a jako typ „wojownika”.

Do końca sezonu pozostało nam 10 spotkań. Dzisiejszy mecz przeciw Burnley możemy nazwać spotkaniem z grupy „nie zlekceważ rywala”. Jeśli spojrzymy w tabelę, przekonamy się, że mają oni najgorszy bilans wyjazdowych spotkań spośród całej stawki Premier League. Nie wygrali żadnego meczu, raptem jeden zremisowali i zaliczyli 13 porażek. Bilans bramkowy poza Turf Moor to 10-43.

Dla przykładu, Arsenal na Emirates Stadium wygrał 11 spotkań, jedno zremisował i przegrał 2 razy. Bilans bramek we własnym domu to 38-14. Czy po tych statystykach można nie być optymistą i nie przewidywać naszego zwycięstwa?

Choć uważam, że pojedynek z Burnley wygląda na teoretycznie najłatwiejszy mecz sezonu, to nie dziwię się, że z szatni Kanonierów dochodzą do nas głosy o „wyjątkowo trudnym spotkaniu”. Śmiertelnym grzechem Wengera byłoby dopuszczenie do sytuacji, gdy zespół wychodząc na murawę, czułby się zwycięzcą już przed pierwszym gwizdkiem sędziego. Wszyscy wiedzą w jak dogodnej sytuacji znaleźliśmy się przed ostatnimi meczami sezonu. Nawet nie głupotą, ale idiotyzmem byłoby w takim momencie lekceważyć kogokolwiek, ryzykując tą nadmierną pewnością siebie, stratę niezwykle cennych punktów.

Dzisiejsze spotkanie jest dla nas zbyt ważne, byśmy podchodzili do niego „na luzie”. Zbyt wiele możemy stracić – dlatego potrzebujemy szczególnej koncentracji. Poza tym nie gramy tylko dla punktów, ale także dla Ramsey’a i niesamowitej rzeszy fanów, dla której mecz ten jest świadectwem jedności zespołu i zaangażowania w ostateczny sukces.

Zanim przejdę o przypuszczalnego składu przeciw Burnley, spójrzmy, jak wygląda lista naszych kontuzjowanych graczy. Arsene Wenger powiedział, że do składu włączony zostanie Diaby. Jego powrót jest niezwykle istotny. Nieco gorzej wyglądają wieści o Campbellu. Sol opuści sobotni pojedynek, lecz powinien być gotowy do gry z przyszłym tygodniem.

Gdybym miał wywróżyć nasz wyjściowy skład na dzisiejszy mecz, to musiałbym przyznać, że w każdej linii miałbym pewne wątpliowści.

Na bramce oczywiście Almunia.

W obronie pewniakami są Clichy oraz Vermaelen. Z racji urazu Gallasa i w przypadku niemożności skorzystania z Sola – jesteśmy skazani na Silvestre’a. Na prawej stronie mamy do wyboru Sagnę bądź Eboue. Zupełnie nie mam pojęcia, jaką decyzję podejmie Boss, ale widząc formę Bacary’ego z ostatniego meczu międzynarodowego przeciw Hiszpanii, nie zdziwiłbym się ani trochę, jeśli to on wybiegłby w podstawowej jedenastce.

W pomocy pole manewru też ograniczone jest niemal do minimum. Obok naszego kapitana wystąpi zapewne Denilson. Trzecim pomocnikiem byłby Song, ale ponieważ ma na koncie 10 żółtych kartek, będzie musiał pauzować w meczu z Burnley i w kolejnym wyjazdowym spotkaniu przeciw Hull City. Serce me raduje powrót Diaby’ego. Czy jest on w dyspozycji pozwalającej na występ od pierwszej minuty? Jeśli tak, to bez zastanowienia desygnowałbym go gry. Jeśli Wenger ma jakieś wątpliwości, zawsze możemy przesunąć do środka pola Nasri’ego.

Ofensywa opiera się dziś o Bendtnera. Jeśli podtrzyma on swoją serię i nadal będzie zdobywał gole ze skutecznością jak w ostatnich trzech spotkaniach, to może być kluczową postacią końcówki tego sezonu. Mam nadzieję, że obok Nicka zobaczymy dziś także Arszawina, który zaliczył asystę w środowym meczu reprezentacji Rosji. W przypadku trzeciego miejsca w ataku, mam mały mętlik. Biorąc pod uwagę fakt, że najbardziej prawdopodobny scenariusz meczu, to „zaparkowany autobus” – stawiałbym na Nasri’ego. Myślę jednak, że ani Rosicky, ani Walcott nie są znacznie dalej od pierwszego składu.

Podsumowując. Przypuszczam, że poniższa jedenastka może być całkiem możliwym zestawieniem na dzisiejszy mecz:

Almunia
Sagna – Vermaelen – Silvestre – Clichy
Fabregas – Denilson – Diaby
Nasri – Bendtner – Arszawin

Burnley zapowiada przed meczem walkę i zdecydowaną grę przeciw Arsenalowi. Przyznaję – w tydzień po dramatycznej kontuzji jednego z naszych zawodników, podobne zdania brzmią nieco niestosownie. Nie możemy jednak zabronić innym drużynom walki. Myślę, że zarówno Wenger, jak i nasi chłopcy są gotowi na podjęcie takiej rywalizacji. Będziemy jednak wszyscy szczególnie uważni i wyczuleni na przejawy choćby najmniejszej brutalności ze strony rywali. Ufam, że sędzia Alan Wiley będzie godnie wypełniał swoje obowiązki.

Nie da się ukryć, że w przypadku naszego zwycięstwa różnicą 4 bramek, zajęlibyśmy (przynajmniej na te kilka godzin) pozycję lidera. Arsene Wenger także zdaje sobie z tego sprawę. Podkreśla jednak, że nie myśli o strzelaniu tylu bramek, lecz o zwycięstwie i dopisaniu 3 kolejnych punktów.

For us three points are very important in tomorrow’s game,
We play against a Burnley side that fights not to go down. They are a complete outsider tomorrow so it is important we are ready. I will take any victory tomorrow.

We have a very good chance in the title race now and we are in a good position with Man United and Chelsea. It is down to how consistent we can be, how much we prepare for tomorrow’s game and how much we turn up from the first minute until the 90th minute. All that will decide our championship.

Oczywiście życzyłbym sobie świetnego meczu, gradu bramek i widoku Arsenalu na najwyższej pozycji w lidze. Prawda jest jednak taka, że niezależnie od tego ile bramek dziś strzelimy, nadal pozostanie do końca 9 spotkań. Ważniejsze od goli będą zwycięstwa w kolejnych meczach. Kto wie – być może idealną sytuacją będzie dla nas ta, gdy przyczajeni za plecami rywali, wyskoczymy na pozycję lidera praktycznie na ostatniej prostej.

Nie wybiegajmy jednak za daleko. Najpierw krok z Burnley.

Wygrajmy dla trzech punktów, dla kibiców, dla Aarona. Come on you Arsenaaaaaal!!!

Tagi: , , ,
  • TWITTER



  • KALENDARZ WPISÓW

    Wrzesień 2010
    P W Ś C P S N
    « sie    
     12345
    6789101112
    13141516171819
    20212223242526
    27282930  

Arsenalizacja on Facebook
Page 1 of 3123