Wyciszenie, dobre na wszystko.
Po raz pierwszy w historii (a mam nadzieję, że nie ostatni) wpis na bloga powstaje pod pięknym, czystym małopolskim niebem. Rozumiejąc jak wielkiemu stresowi poddawani są zawodowi piłkarze a zarazem doświadczając kojącego działania polskiej wsi, z największą życzliwością polecam barcelońskim graczom wyjazd na podobny odpoczynek w ich kraju. Liczę na to, że zamiast skupiać całą swoją uwagę na Cescu, zmuszeni będą (tak jak ja w tej chwili) skoncentrować się na łapaniu równowagi. Łatwo bowiem spieprzyć się z tej siatki rozciągniętej pomiędzy dwoma drzewami.
Domyślam się, że podobnych atrakcji nie brakuje na wsiach hiszpańskich. To naprawdę byłoby dla nich świetne rozwiązanie. Z własnego doświadczenia poleciłbym też wyskakanie swoich złości i frustracji na trampolinie. Kilkuminutowe wyżycie się na tym sprzęcie, zdecydowanie zniechęca do generowania dalszych dziwacznych pomysłów.
Taki odosobniony pobyt u hiszpańskiego farmera mógłby być także bardzo pożyteczny dla samego Fabregasa. Naszemu kapitanowi potrzebny jest spokój i czas, w którym wszystko na spokojnie by sobie poukładał, bez tej całej gromady barcelońskich popleczników. Kilkutygodniowa indoktrynacja Cesca musi znaleźć odpowiednie antidotum. Myślę, że Fabregas doskonale zdaje sobie sprawę z tego jak najlepiej zagospodarować ten czas do końca lipca. Najważniejsze, by wraz z początkiem sierpnia przystąpił do treningów z maksymalnym zaangażowaniem i poczuciem takiej odpowiedzialności za drużynę, jak czynił to w ostatnim sezonie.
Nie sposób przejść obojętnie obok sporego wysypu kibiców Barcelony, który wywołał mój poprzedni wpis. Nie ukrywam, że większą przyjemność sprawiłaby mi ta grupa, gdyby pojawili się tutaj w celu wytłumaczeniu mi jakiegoś zawiłego wątku, objaśnienia skomplikowanej sytuacji w ich klubie itp. Niestety większość z nich z umiłowaniem ograniczyło się do prymitywnych inwektyw, w czym wydatnie pomogła mi opcja ‘delete’.
Doskonale wiem, że sukcesy drużyny potrafią skutecznie wyciszyć sumienie. Mimo wszystko dziwię się temu, iż odwiedzili mnie jedynie ci kibice Barcelony, którzy mieli ochotę wyrzucić swe żale na blogu kibiców Arsenalu. Mam nadzieję, że wśród polskich fanów cules są jednak tacy, którzy traktują całą sagę z Cesciem za zwyczajnie niesmaczną. Zarzucanie Arsenalowi i Wengerowi trzymanie Fabregasa na siłę, jest typową oznaką bezczelności i niedojrzałości (lub odwrotnie). Mam dla nich radę: wieś, cisza, hamak i ogólne zluzowanie. Może zrozumieją, że w futbolu wciąż jesze ważniejsze od opinii prezesa Barcelony są zwyczajne kontrakty.
Tagi: Cesc Fabregas, FC Barcelona

