Bądź na bieżąco - RSS

Przed EPL: Wigan vs Arsenal

17. Kwiecień 2010 | View Comments | Zapowiedź meczu | Mariusz

Wigan vs Arsenal

Przedmeczowa analizaLinki do meczu


Przyznaję, że im bliżej końca rozgrywek ligowych, im więcej spotkań za nami, a mniej do finału sezonu, paradoksalnie tym mniej wiem i mniej z tego wszystkiego rozumiem. Nie jestem w stanie racjonalnie wytłumaczyć wszystkich myśli, jakie przewinęły się przez moją głowę tego sobotniego wieczoru.

Oto bowiem zarówno Manchester City, jak i Chelsea zaskoczyły mnie niebywale swoją postawą. Przyznaję, że spodziewałem się (jeśli nie zwycięstwa to) przynajmniej punktów ugranych w spotkaniach przeciw United i Tottenhamowi. Tymczasem na CoMS, pod względem liczby okazji bramkowych gospodarze zostali niemal całkowicie zdominowani przez sąsiadów z Old Trafford. Fakt, iż stracili oni bramkę w doliczonym czasie gry, nie powinien być określany jako pech, lecz jako odłożony w czasie i zasłużony wyrok. Diabły były zwyczajnie lepsze.

Ani meczu, ani skrótów z White Hart Line nie doświadczyłem. Widziałem jedynie gole, więc o samym spotkaniu napisać wiele nie mogę. Warto jednak zwrócić uwagę na jedną, niezwykle interesującą rzecz… Tottenham w miniony weekend rozegrał niebywale trudny i długi, choć przegrany mecz z Portsmouth w FA Cup. Przed 3 dniami, w bitwie z Arsenalem zostawili na murawie nie mniej sił, niż w poprzednim spotkaniu. W kilka dni później, w niebywale trudnym pojedynku derbowym z Chelsea, nie pozwolili gościom na przejęcie inicjatywy i odprawili rywali z kwitkiem. Kogutów można nie cierpieć, ale nie sposób odmówić im ambicji, woli zwycięstwa i animuszu w dążeniu do celu.

Zdaję sobie sprawę, że podobnie jak to jest w moim wypadku, tak samo wielu innych kibiców Arsenalu może nagle podnieść wzrok w nadziei na ciekawy koniec sezonu. Po tej porażce Chelsea serce nieco mocniej zabiło. To zrozumiałe. Postanowiłem jednak, że dopóki nie zakończy się nasz niedzielny pojedynek z Wigan i póki nie zostaniemy oświeceni sytuacją, w jakiej znajdziemy się po tym weekendzie – nie będę zbyt daleko wybiegał w przyszłość.

Powiedzmy to sobie otwarcie – mieliśmy Birmingham… mieliśmy Tottenham… obyśmy jednak w niedzielę uniknęli kolejnego rozczarowania końcówki tego sezonu. Wyjeżdżając na to spotkanie, zdajemy sobie sprawę, z jaką kadrą przychodzi nam mierzyć się przeciw Wigan. Zabraknie w składzie: Gallasa, Vermaelena, Gibbsa, Fabregasa, Songa, Ramsey’a i Arszawina (nie wiadomo co z Denilsonem). Ta drużyna przyprawiałaby mnie o ból głowy, gdyby czekał nas mecz z Chelsea. Na szczęście przed wybrańcami Wengera wyrasta zespół, którego prezentowany poziom będzie godnie współpracował z wyzwaniem stawianym dzisiaj przed naszymi chłopcami.

Ekipa Mrtineza jest nieprzewidywalna. Może zagrać równie dobrze, jak kiepsko. Oba te spotkania może dzielić zaledwie tydzień. Tak naprawdę nie potrafię do końca przewidzieć, co mogą nam przeciwstawić niedzielnego popołudnia i jak to spotkanie może się potoczyć. Bez cienia wątpliwości można jednak stwierdzić, że własny stadion jest miejscem, gdzie Wigan grać potrafi szczególnie. Wpadki zdarzają się im nadal, niemniej w minionych miesiącach byli w stanie ograć przed własną publicznością zarówno Liverpool, jak i Chelsea. Rekordowa liczba publiki na niedzielnym pojedynku z Arsenalem wiele mówi o zaangażowaniu miejscowych fanów, jak i zapewne ich ukochanej drużyny.

Osobiście darzę Martineza i jego team sporą dawką sympatii. Widziałem wiele highlightsów z ich pojedynków w tym sezonie i przyznaję, momentami ich gra robi wrażenie. Mogę powiedzieć, że styl gry wyróżnia ich spośród innych zespołów ratujących się przed spadkiem z ligi. Wigan ma w tej chwili 4 punkty przewagi nad strefą spadkową i względny spokój. Nie spodziewajmy się jednak, że podejdą do tego spotkania w poczuciu braku szans. Wręcz przeciwnie – myślę, że wyczuwają swoją szansę w osłabieniu kadrowym Kanonierów i będą gotowi podjąć walkę i ryzyko o jakiekolwiek punkty. Nie mają wszak nic do stracenia.

Przewidując naszą wyjściową jedenastkę, po raz kolejny posłużę się wsparciem ze strony ATVO. Czy tak może wyglądać nasz zespół w spotkaniu z Wigan?

Almunia
Sagna – Campbell – Silvestre – Clichy
Diaby – Eastmond – Nasri
Walcott – van Persie – Bendtner

Powyższe zestawienie obwarowane jest oczywiście kilkoma warunkami. Sol i Robin muszą być w pełni sprawni do gry, zaś Denilson wykluczony ze składu.

Nasza defensywa, a szczególnie jej środek, powinien dać nam odpowiedź, czy jest w ogóle szansa na wiązanie jakichkolwiek nadziei na ostatnie mecze sezonu. Jeśli duet dwóch rezerwowych obrońców spisze się na medal i zagra bez błędów, być może zacznę wierzyć na miłe niespodzianki w kolejnych grach naszej drużyny. Nie potrafię określić, jak daleko od gry jest Djourou, ale podobno włączany jest właśnie do treningów z pierwszą drużyną.

Ponieważ kontuzje wykluczyły naszych dwóch defensywnych pomocników (Songa i prawdopodobnie Denilsona), Wenger może zdecydować się na wystawienie Craiga Eastmonda. Chłopak zasiadał już kilka razy na ławce rezerwowej Arsenalu w poprzednich meczach, a nawet zaliczył pojedyncze epizody. Miejmy nadzieję, że przyszedł wreszcie czas, gdy da drużynie tak potrzebne w tym okresie wsparcie. Mniej prawdopodobnym rozwiązaniem byłoby chyba ustawienie na tej pozycji Diaby’ego i postawienie przed nim dwóch ofensywnie usposobionych Nasriego i Rosicky’ego…

Stewart Robson najchętniej ujrzałby w ataku trójkę: Walcott, Van Persie i Bendtner. Odczytuję tę propozycję jako rzucenie na bój wszystkich naszych najlepszych, obecnie dostępnych zasobów ofensywnych. Wspólna gra Nicka i Robina nie powinna być niespodzianką. Theo może pełnić równie ważną funkcję. Wiele uwagi skupiać na sobie będą Holender i Duńczyk, dzięki czemu Walcott może mieć nieco więcej (tak potrzebnego) miejsca dla siebie. No ale to tylko przypuszczenia.

Nie ukrywam, iż moje największe emocje dotyczą kolejnego występu van Persiego. Darzę go specjalnym uczuciem i wierzę, że wczorajszy wynik na WHL był dla niego istotnym impulsem. Ufam, że może on odegrać jeszcze niezwykle ważną rolę w tych ostatnich meczach naszej drużyny. Zasługuje na to.

Tak jak zapowiadałem na początku – zacznę szkicować kolejne analizy pod jednym warunkiem – że wygramy z Wigan.

Podejrzewam, że może być to jeden z tych meczów, gdy zasiądę przed monitorem ze stosunkowo dużym spokojem. Nie spodziewam się, by emocje przysłaniały mi wydarzenia mające miejsce na boisku. No, chyba że znów przypadnie nam w udziale jakaś dramatyczna końcówka…

Come on you Reds…!

Tagi: , , , , , , , ,

United traci dech. Tottenham też

12. Kwiecień 2010 | View Comments | Przemyślenia | Mariusz

Na samym początku proszę o zrozumienie i wyrozumiałość, że przez ostatnie kilka dni nie przysiadłem do komputera, choć okazją ku temu był piłkarski weekend w Anglii. Ostatnie dni (czyli od soboty ranka) przesiedziałem w domu, przed telewizorem. Tragiczny wypadek polskiej delegacji, która zmierzała do Katynia, by złożyć tam hołd pomordowanym Polakom, przygniotła mnie na podobieństwo miliona innych rodaków. Składając wyrazy współczucia i kondolencje rodzinom ofiar, z wolna wracam do normalnego życia i codziennych obowiązków.

Ponieważ nie byłem w stanie śledzić w miniony weekend ligowych i pucharowych spotkań, ograniczyłem się jedynie do krótkich relacji z „Match of the Day”. Już sam skrót meczu Blackburn z Manchesterem United jakby udowadniał nam wszystkim, że ta drużyna bez Rooney’a stanowi tło samej siebie. Jak mogą czuć się teraz fani Czerwonych Diabłów, którzy przed kilkoma miesiącami dziwili się, że Arsenal tak wiele stracił ze swojej siły ofensywnej po kontuzji Van Persiego? Fani United w błagalnych modłach wyczekują na powrót swojego napastnika. Jak więc widać wiara w 30-milionowy zakup z Tottenhamu, jest tak niska, jak przystrzyżona trawa na Emirates. Niech manchesterowcy cieszą się, że nikt im Wayne’a nie ściął w połowie sezonu, bo być może dziś nie byliby brani pod uwagę, w walce o tytuł mistrzowski.

W ostatnim meczu MU miał co prawda przewagę, więcej okazji pod bramką rywali i niesamowitą sytuację Valencii. Berbatov po raz kolejny dał się poznać jako sfrustrowany napastnik, który w trudnych chwilach nie jest w stanie udźwignąć odpowiedzialności i poprowadzić MU do zwycięstwa.

Przyznaję się, że nawet pomimo straty Rooney’a, nie spodziewałem się, że Ferguson może pogubić punkty w meczu z Blackburn. A jednak… Ten wynik raz jeszcze wlał otuchy do naszych serc. Przy (trudnej, lecz możliwej) serii 5 kolejnych zwycięstw, naszym rywalem w walce o tytuł będzie jedynie Chelsea. Blackburn zgotowało tym samym naukę dla czołowych drużyn. Naukę, która mówi, iż na tym etapie rozgrywek, pomimo minimalnego marginesu błędu, zdarzyć się może niemal wszystko. Presja spoczywająca na faworytach jest niezmienna – niezależnie od tego z kim przychodzi rywalizować o punkty.

Jeśli w najbliższym meczu Ferguson nie pokona rozpędzonej drużyny Manciniego (ostatnio City pokonało 5:1 Birmingham), zdecydowanie wypadnie on z walki o mistrzostwo. Choć na dobrą sprawę już teraz MU jest w trudnej sytuacji i by marzyć o tytule, potrzebuje fatalnej serii potknięć rywali.

Arsenal zmierzy się w środę z Tottenhamem. Będziemy grali po wtorkowym meczu Chelsea z Boltonem i całkiem prawdopodobne, że już wtedy zmuszeni będziemy odrabiać 6-punkową stratę do lidera. Tak czy siak, na WHL trzeba koniecznie wygrać.

Miniony weekend był dla nas niezwykle sprzyjającym. Prócz straty punktów MU, Koguty przegrały swój półfinałowy pojedynek w FA Cup ze zdegradowanym już Portsmouth (brawo Grant!). Właściwie to przegrali w sposób, który mogliśmy sobie jedynie wymarzyć – po 120 minutach. Korzyści wynikające z tego spotkania można wymieniać jednym tchem. Morale Tottenhamu powinno mocno podupaść. Chłopcy Redknappa czują zapewne w nogach solidną dawkę przebiegniętych kilometrów, a na domiar złego Wilson Palacios złapał kolejny żółty kartonik, który wyeliminuje go z meczu przeciw Arsenalowi.

W najbliższym spotkaniu nie wystąpią także: Aaron Lennon, Vedran Corluka oraz Niko Kranjcar – wszyscy z powodu odniesionych urazów.

Ten derbowy pojedynek będzie niezwykle istotnym meczem dla obu ekip. Żadna ze stron nie może pozwolić sobie na stratę punktów. Gospodarze potrzebują zwycięstwa do nawiązania walki o 4. miejsce w tabeli. Arsenal musi wywieść ze stadionu Totenhamu komplet punktów. W innym wypadku, niemal automatycznie gwarantowałoby to tytuł ekipie Ancelottiego.

Bezbramkowy remis United przyniósł nadzieję, na niezwykle ciekawą konfrontację w samej końcówce sezonu. Dziś to Chelsea jest u buków faworytem w wyścigu po upragnione trofeum. Nic nowego. Do niedawna faworytami tej konkurencji byli piłkarze United. Czy po kolejnych dwóch kolejkach przyjdzie czas na Arsenal?

Tagi: , , , ,

Mentalnie upośledzony Arsenal niegodny tytułu?

8. Kwiecień 2010 | View Comments | Przemyślenia | Mariusz

Po odpadnięciu dwóch ostatnich angielskich zespołów z tegorocznej edycji Ligi Mistrzów pojawiają się kolejne komentarze mówiące o kryzysie wyspiarskiego futbolu. Wszak, jak udowadniają publicyści, po raz pierwszy od 2003 roku w półfinałach CL zabrakło reprezentanta Premier League. O tym, czy faktycznie nasza liga traci pozycję dominującą w Europie, spierać się nie będę. Każdy może postrzegać prymat jednych krajowych rozgrywek nad drugimi, w ramach takich reguł, jakie on uzna za stosowne. Dla mnie angielskie zmagania stały się wbrew pozorom jeszcze bardziej dojrzałe i ciekawe, niż miało to miejsce w minionych latach. Zdecydowanie wyrównał się poziom czołówki, a i zespoły z dna tabeli potrafią napłatać niemałego psikusa czołowej trójce.

Czy nam się to podoba, czy nie, problemy Manchesteru United i Chelsea będą wodą na młyn dla tych, którzy lubią jednoznacznie charakteryzować nasz klub, a tym samym szufladkować Arsenal. Rafał Stec (jakby nie patrzyć – wpływowy polski dziennikarz sportowy) na swoim blogu wieszczy upadek dominacji Premier League, kosztem innych (jakich?) ligowych rozgrywek. Zastrzega co prawda i prosi o wyrozumiałość (choć bez ogródek wytacza swoją kontrowersyjną opinię): Arsenal ma zespół mentalnie upośledzony i niegodny tego, by zostać mistrzem:

O ułomności ligi angielskiej w sezonie 2009/10 świadczy moim zdaniem – znów proszę o wyrozumiałość, tym razem kibiców Kanonierów – aktualna pozycja w tabeli londyńczyków. Arsenal widzę jako wciąż niedojrzały, mentalnie upośledzony i straszący mnóstwem wad, a przecież jego piłkarze nadal mają realną szansę na mistrzostwo. Czego bym nie usłyszał na ich obronę, nie wyprę się przekonania, że nie tworzą drużyny godnej tytułu w lidze chcącej uchodzić za najmocniejszą w świecie.

Nie mogę wyzbyć się przeczucia, że wielu dziennikarzy wciąż posuwa się przez piłkarski świat, patrząc przez pryzmat stereotypów, nie wgłębiając się zbytnio w sedno problemu. Zupełnie jakby w ich świecie wszystko opierało się na kodzie zero-jedynkowym, było białe albo czarne, dobre albo złe.

O niedojrzałości Kanonierów i braku doświadczenia napisano już chyba wszystko. Co więcej, pisze się dalej, w ten sam sposób, jakby wydarzenia ostatnich miesięcy były niezauważalne. Arsenal upośledzony mentalnie? Wszak to właśnie w tym elemencie poczyniliśmy największe postępy ostatniego sezonu. Czyż walka do ostatnich minut nie jest tego najlepszym przykładem? W minionym sezonie wyrywanie przez MU punktów w doliczonym czasie gry nazywane było „cechą prawdziwych mistrzów”. Kryteria tak bardzo się zmieniły?

Któż spośród czterech klubów reprezentujących w tym sezonie Anglię w Lidze Mistrzów powinien wstydzić się swojego występu najbardziej? Arsenal, który przetrzebiony serią kontuzji, poległ po walce z najlepszą drużyną kontynentu? Czy może Liverpool, który nie potrafił wyjść z grupy? Lub Chelsea, która na własnym stadionie została zjedzona taktycznie przez Mourinho?

Nie, osobiście moim faworytem jest United, posiadający nadzieje tylko wtedy, gdy na murawie jest Rooney. Hmmm… właściwie to nieprawdopodobne… Wyobrażacie sobie Arsenal prowadzący z Bayernem 3:0 na Emirates Stadium, tracący zawodnika, tracący 2 gole i odpadający z LM? Byłaby to prawdziwa pożywka dla dziennikarzy, swoisty dar losu, by udowodnić sobie i wszystkim wokół, że Arsenal pozostaje ekipą niewyobrażalnie niedojrzałą. Wszak sztuką jest przegrać (odpaść) mając w kieszeni wygrany mecz (awans).

Bóg jeden raczy wiedzieć, czy ostatecznie uda nam się wygrać w tym sezonie mistrzostwo, czy może polegniemy w boju na metry przed metą. Gdybyśmy jednak sięgnęli po tytuł, możemy być pewni, iż pierwszą reakcją publicystów będzie deprecjacja naszego osiągnięcia. Sugestie, że Arsenal silny jest wyłącznie dzięki słabości United i Chelsea są zwyczajnie bezczelne.

Zdecydowanie bliżej mi do opinii innych komentatorów, którzy w swoich wypowiedziach przyznają, iż biorąc pod uwagę to, ile kontuzji dopadło w tym sezonie drużynę, jakie trudności ten zespół musiał pokonać w ciągu ostatnich miesięcy – zdobycie mistrzowskiego tytułu, byłoby chyba największym osiągnięciem Wengera w jego trenerskiej karierze. Większe niż sezon „The Invincibles”.

Tagi: , , , , ,
  • TWITTER



  • KALENDARZ WPISÓW

    Wrzesień 2010
    P W Ś C P S N
    « sie    
     12345
    6789101112
    13141516171819
    20212223242526
    27282930  

Arsenalizacja on Facebook
Page 1 of 812345...Last »