Nie mniej, nie więcej lecz dokładnie 5 dni dzieli nas od startu ogólnoświatowego święta futbolu. Zapewne każdy z nas jednej drużynie życzył będzie lepiej, zaś innej ostatniego miejsca w grupie. Brak reprezentacji Polski daje możliwość szerszej perspektywy i pozwala dokładniej poznać naszych finalistów. Tym razem wśród 32 drużyn mamy 11 przedstawicieli Arsenalu.
Chciałbym poznać Wasze sympatie. Możecie je wyrazić w poniższej sondzie. Zaznaczam, że dokonać można tylko jednego wyboru – tej drużyny „naj” – za którą najmocniej będziecie ściskać kciuki. Jeśli ktoś posiada faworyta spoza poniższej listy, może dopisać ją do sondy, oddając jednocześnie na nią głos. Czekam także na szersze opinie w komentarzach. Oto lista Kanonierów powołanych do reprezentacji na MŚ w RPA:
Kamerun (Alex Song) W ostatnim ligowym sezonie kariera Alexa nabrała niebywałego przyspieszenia. Stał się on niezastąpionym ogniwem drużyny Arsenalu. Wedle opinii wielu komentatorów, dołączył on do grona najlepszych defensywnych pomocników Premier League. Nie mogło pozostać to bez wpływu na Kamerun. Mając pewne miejsce w wyjściowej jedenastce, Song stał się jednym z filarów tej reprezntacji.
Dania (Nicklas Bendtner) Nick kurował się ostatnio z urazu i jak mówi trener reprezentacji Danii, będzie gotowy na mecze w RPA. Czy Bendtner będzie w formie i da Duńczykom tak cenne gole?
Francja (William Gallas, Bacary Sagna, Gael Clichy i Abou Diaby) Trójkolorowi tradycyjnie reprezentowani są przez największą grupę naszych zawodników. W towarzyskich meczach w podstawowym składzie Domenech wystawiał Williama Gallasa i Bacary’ego Sagnę. Rezerwowymi byli Gael Clichy i Abou Diaby. Przyznam, że po tych fragmentach, które widziałem w wykonaniu Francuzów, Diabeł wyrasta na ich tle na jednego z najlepszych zawodników. Poważnie się zastanawiam, czy uda mu się przebić do pierwszej jedenastki. Jeśli Abou nie spuści z tonu, to może być objawieniem tego turnieju.
Wybrzeże Kości Słoniowej (Emmanuel Eboue) Arsenal uszczuplił swoją reprezentację w WKS o Kolo Toure (który wciąż jednak cieszy się wielką sympatią wśród naszych kibiców). Mamy tak jeszcze swojego pociesznego Bułę, który jest podstawowym graczem swojej reprezentacji. W ostatnich miesiącach gry w Arsenalu udowodnił, iż może być dla przeciwnika niemałym problemem, kiedy wpiera atak po prawej stronie boiska.
Meksyk (Carlos Vela) Nasz poczciwy Carlitos wciąż pozostaje dla mnie wielką zagadką. Bez wątpienia jest to utalentowany chłopak, o sporych możliwościach. O ile w klubie trudno mu przebić się do składu meczowego, o tyle w kadrze swego kraju (szczególnie w ostatnich meczach towarzyskich) rozpoczyna spotkania w wyjściowym składzie. Bramka przeciw Włochom jest dobrym omenem.
Holandia (Robin van Persie) Kogo jak kogo, ale poczynania Robina w przygotowaniach do MŚ śledzę skrupulatnie. Holender, tak jak w Arsenalu, tak samo w kadrze stanowi fundament formacji ofensywnej. Trudno wyobrazić sobie Holandię bez van Persiego. Szybko odzyskał formę po wielomiesięcznej kontuzji stawu skokowego. Głównie dzięki niemu „Pomarańczowi” uznawani są za drużynę, która ma największe możliwości w ofensywie. Jest tylko jeden istotny mankament – zdolność Robina do łapania wszelkiego rodzaju urazów.
Hiszpania (Cesc Fabregas) Niestety nie potrafię rozdzielić piłki reprezentacyjnej od tej klubowej. Ostatnie zamieszanie wokół Cesca i Barcelony podkopało moją sympatię do Hiszpanów. Oglądając w akcji Xaviego nie potrafię emitowac pozytywnych emocji. Dobra gra Fabregasa na MŚ będzie mnie oczywiście cieszyła, choć wygląda na to, że będzie on etatowym rezerwowym.
Szwajcaria (Philippe Senderos) Ponieważ Arsenal.com wymienia Filipa jako naszego przedstawiciela w RPA (tak jak Gallasa) aplikuję go do listy. Niestety nie mam pojęcia co się z nim działo w ostatnim czasie.
Mój głos wędruje na konto Holandii. Przyznaję z ręką na sercu, iż odkąd pamiętam „Pomarańczowi” byli moimi ulubieńcami przy okazji każdego turnieju (MŚ czy ME). Kibicowanie Holendrom idealnie pasuje też do polskiej romantycznej tradycji – z turniejów odpadają systematycznie, pozostawiając po sobie wspomnienia fenomenalnej gry i nieopisane pokłady zachwytu.
Po niedawnej lekturze Bendtnera , który dla duńskich mediów w dwuznaczny sposób wypowiadał się o sztabie medycznym w Arsenalu – zacząłem poważnie zastanawiać się, czy faktycznie jest coś na rzeczy. Liczba kontuzji jakich doświadczyliśmy w minionym sezonie mogłaby kandydować do rekordu Guinessa. Sam nie wiem do jakich wniosków mógłbym dojść w ciągu kilku najbliższych dni, gdyby nie wydarzenie, które miało miejsce ostatniego weekendu. Na zgrupowaniu reprezentacji Francji, William Gallas został kontuzjowany w taki oto sposób:
Myślę, że pierwszy lepszy 7-latek w podobnej zabawie w lunaparku, nie zdołałby się skontuzjować w taki sposób, w jaki dokonał tego trzydziestoletni facet. Pamiętając o wypadku samochodowym Bendtnera i patrząc na powyższy film, jako zasadny krok uznaję wprowadzenie akcji, która ma na celu nauczyć naszych zawodników prowadzenia samochodu. Trzeba ich chyba traktować z większą uwagą, niż czynią to ojcowie swoich pociech w wesołym miasteczku.
Kontuzje wywołane obciążeniami treningowymi, wysiłkiem czy walką z rywalem, można jakoś zrozumieć. Jeśli faktycznie mamy niedouczonych kierowców, także mamy na to jakiś (pośredni) wpływ – przymusowe kursy. Gorzej, jeśli Emirates wybudowaliśmy na jakiejś żyle wodnej, na dawnym cmentarzysku lub w miejscu zwyczajnie przeklętym. Wtedy nic nam nie pomoże i zmuszeni będziemy drżeć o zdrowie każdego z graczy, nawet wtedy, gdy będzie on wychodził rano po bułki.
Ponieważ hiszpańska telenowela pt „Cesc” rozwija się w najlepsze, zainteresowanych odsyłam do tabloidów. W tej fascynującej i zapierającej dech w piersiach historii pojawił się nowy wątek. Do scenariusza wprowadzono nową postać (tzw. pana Bułę), który ma odwrócić uwagę telewidzów od głównego bohatera.
Moim planem na dzisiejszy wieczór jest przede wszystkim pierwszy z testów reprezentacji Anglii przed zbliżającymi się MŚ 2010. O godzinie 21.00 podopieczni Fabio Capello zmierzą się na Wembley z Meksykiem. Podobno oszczędzeni mają zostać ci Anglicy, którzy przed tygodniem rozegrali finał FA Cup. Zobaczymy więc nieco eksperymentalne ustawienie gospodarzy. Co by się nie działo, Walcott powinien wybiec dziś na boisko, więc będę trzymał za niego kciuki, mając nadzieję, że pokaże wreszcie pełnię swoich umiejętności. Na ogrywanie się i wracani8e do formy czasu już dla Theo nie ma. Z drugiej strony swoją szansę może dostać Carlos Vela. W jego przypadku nie spodziewam się raczej nadzwyczajnego występu. Obym się mylił.
Z ust ilu osób słyszeliście tezę, że tegoroczny finał Ligi Mistrzów będzie powtórką zeszłorocznego? Ja sam nie potrafię zliczyć tych ust, ale stwierdzam, że było ich sporo – oszacowałbym, że w okolicach 90% wyrażanych opinii. Nie miałem okazji tego sprawdzić, ale wydaje się, iż od wczorajszego wieczoru i porażki Manchesteru United z Bayernem, grupa osób przeświadczonych o finale LM dla Czerwonych Diabłów, musiała nieco stopnieć. Nie widzę przeciwwskazań, by także dziś uszczuplić rzeszę ludzi przekonanych, że finał jest przeznaczeniem Barcelony.
W stosunku do pierwszych głosów, tuż po losowaniu par ¼ CL, widzę pewną ostrożność w ocenach wyniku dzisiejszego meczu. Kibice gości nie typują już tak gromadnie zwycięstwa swoich pupili na Emirates, lecz przychylają się do stwierdzenia, że remis będzie korzystnym dla nich rezultatem.
O Barcelonie, jej fenomenalnych zawodnikach, niepowtarzalnej drużynie i wyjątkowych kibicach przeczytacie na dziesiątkach innych stron lub blogach – Barcelona nie ma prawa narzekać na liczbę kibiców (a co za tym idzie, na liczbę opinii, jakie pojawiają się w sieci). Wspomnę więc jedynie, że nie zobaczymy dziś Iniesty, pauzującego z powodu kontuzji. Inni powinni być dla Guardioli dostępni.
Po wczorajszej konferencji prasowej Wengera poczułem się niczym rozkapryszony ośmiolatek udający się do Pierwszej Komunii Świętej. Prawda jest taka, że w dzisiejszych czasach większość dzieci nie przeżywa uroczystości kościelnej tak intensywnie, jak późniejszy moment związany z odbieraniem prezentów od krewnych. 31. marca 2010 roku czuję się niczym ośmiolatek, którego ojciec poinformował wczoraj, bym wybił sobie z głowy nowe Playstation, bo z pieniędzmi u rodziców krucho. W zamian dostałem obietnicę, że mój zasłużony PC, stojący w małym pokoju na stoliku zostanie nieco unowocześniony, by mogły na nim ruszyć gry, o których do tej pory mogłem jedynie marzyć.
Uczeń drugiej klasy szkoły podstawowej potrafi być na tyle inteligentny, by zrozumieć tą trudną sytuację rodziców, a pouczony przez ojca, potrafi się cieszyć także z upgrade’u wysłużonego PC-ta. Podświadomości nie da się jednak oszukać i myśl o Playstation nie daje mi spokoju. Mały chłopiec wciąż ma jeszcze nikłą nadzieję na konsolę. Dobrze wie, że jeśli tylko jego chrzestny wróci do Polski przed niedzielą – zafunduje mu upragniony prezent. To by był dopiero numer…
Mógłbym odczucia tego ośmiolatka zestawić w analogiczny sposób z doznaniami kibiców Arsenalu. Na wczorajszej konferencji usłyszeliśmy od Bossa, że Fabregas może opuścić pierwszy pojedynek z Barceloną – co byłoby solidnym ciosem w nasze ufne dusze. Na osłodę Wenger przygotował Gallasa. Wszystko wskazuje na to, że William jest w pełni zdrowy i gotowy do środowego meczu. Kibice wciąż jednak pokładają nadzieję w „chrzestnym”, który da im Fabregasa od pierwszych minut meczu.
AW dawał wczoraj swojemu zawodnikowi 40% szans na występ dzisiejszego wieczoru. Wszystko ma się rozstrzygnąć na godziny przed meczem, więc sami widzimy, jak śliski jest to temat.
Zastanawiałem się, jak duży wpływ na nasz zespół może mieć Fabregas: jego występ lub absencja. Czy w przypadku, gdy uraz nie jest w całości zaleczony, winien Wenger podejmować ryzyko i wystawić go do gry w (jakby na to nie patrzyć) ważnym i prestiżowym meczu Ligi Mistrzów? Skłaniałbym się do opinii, by wyleczyć kapitana do końca i dać mu przynajmniej 1-2 treningi z piłką przed kolejnym meczem.
Jak bowiem wygląda sytuacja Cesca na dziś? Z tego jakie informacje do nas docierają, wynika, że przez ostatnie dni Fabregas nie trenował normalnie, skupiając się jedynie na leczeniu urazu. Wygląda więc na to, że nie kopał piłki, a co za tym idzie jego przygotowanie do meczu z Barceloną nie było optymalne. Biorąc pod uwagę, że w ostatnich spotkaniach nie prezentował najwyższej formy i nie wpływał tak wyraźnie na formę Arsenalu, delegowanie go „na siłę” do gry może być dość ryzykowane.
Co więcej, mecz z Porto uświadomił mi, że mamy na tyle zgraną drużynę, by w pojedynczym spotkaniu była ona zdolna poradzić sobie bez swojego najlepszego gracza, odnosząc zwycięstwo po bardzo dobrej grze zespołowej. Trójka: Nasri, Diaby i Song jest w stanie podołać odpowiedzialności i wspólnymi siłami zrealizować plan, który nakreśli Wenger.
Być może, gdyby Fabregas miał w sobotę występ podobny do tego, jaki widzieliśmy w wykonaniu Diaby’ego – mocno bym się zastanawiał nad ew. ryzykiem związanym z grą Cesca.
Mamy przed sobą cztery kluczowe spotkania (Barcelona, Wolves, Barcelona, Tottenham). Gdyby dzisiejszy występ naszego kapitana miał go pozbawić gry w kolejnych pojedynkach, byłbym znacznie bardziej zawiedziony, niż jego jednorazowym odpoczynkiem dzisiejszego wieczoru. W razie ew. potknięcia na Emirates wciąż będziemy mieli jeszcze mecz rewanżowy, by tam powalczyć o korzystny wynik. Jeśli nawalimy z Wolves lub Kogutami – będzie to znacznie bardziej dotkliwy cios dla nas wszystkich.
Ostatecznie wszystko skupi się na diagnozie stanu zdrowia Fabregasa przed samym spotkaniem. Cesc zapewne chciałby wystąpić niezależnie od konsekwencji, więc to Wenger musi być tym, który czuwa zarówno nad nim, jak i nad naszymi szansami w dalszej części sezonu. Zdajmy się na Bossa i jego decyzję.
Moje poniższe przewidywalne zestawieni jedenastki będzie tym, którego oczekuję i życzę sobie ujrzeć od pierwszych minut meczu.
Na bramce pojawi się z całą pewnością Almunia. Będzie to dla niego niezwykle trudny występ, gdyż za największego przeciwnika może mieć demony z ostatniego meczu przeciw Birmingham. Trzymam za niego kciuki z całych sił. To, czego oczekuję od kibiców na trybunach to pełne wsparcie Manuela. Głosy dezaprobaty i niezadowolenia po jakimkolwiek pojedynczym błędzie, mogą tylko dodatkowo go zdeprymować, a tym samym wpłynąć negatywnie na moje nerwy – a tego nie chcę.
Mam nadzieję, że Gallas jest już w pełni gotów do gry i zobaczymy go dziś w parze z Vermaelenem. Byłoby niezwykłą przyjemnością zluzowanie Songa z pozycji środkowego obrońcy na koszt jego gry w pomocy (Campbell pewnie jeszcze nie doszedł do siebie po weekendzie). Takim sposobem mielibyśmy defensywę składającą się z: Sagny, Gallasa, Vermy i Clichy’ego.
Zestawienie pomocy uwarunkowane jest dyspozycją naszego kapitana. Jeśli będzie gotowy do gry, to obok niego zobaczymy najpewniej Songa i Diaby’ego. Jeśli Cesc będzie oglądał mecz z trybun, wtedy skłonny byłbym przesunąć do środka Nasriego.
W ofensywie chętnie zobaczyłbym trójkę: Nasri, Bendter, Arszawin. W razie przesunięcia Francuza do pomocy, na jego miejscu mógłby zagrać Eboue. Od dwóch szeroko ustawionych ofensywnych zawodników powinniśmy oczekiwać większej (niż zazwyczaj) pracy w defensywie. Pozostawienie naszych bocznych obrońców samych przeciw tak ofensywnie grającemu zespołowi jak Barcelona może skończyć się fatalnie. Ani do Samira, ani do Buły nie mam specjalnych zastrzeżeń. Od Rosjanina oczekuję jednak wzmożonego wysiłku na tyłach. Ponieważ Andriej lubi wielkie mecze, wierzę, że zostawi na boisku zdrowie, a jego „finishing” tym razem zostanie lepiej wykorzystany.
Miliony ludzi na całym świecie w wielkim napięciu wyczekiwało tego dnia. Atmosfera na Emirates będzie więc wyjątkowa. Będzie głośno jak nigdy, a adrenalina lać się będzie potokami – jestem tego pewny. Oby ta energia została z pożytkiem przetransportowana do naszego zespołu.
Wciąż jeszcze nie zdecydowałem, gdzie będę oglądał to spotkanie (zapewne ostatecznie zdecyduję się na nSport i obraz lepszej jakości odbierany przez mój telewizor). Zmuszony więc będę przygotować się psychicznie na mało obiektywny komentarz, ubarwiony niezdrowymi podnietami na widok gry Barcelony. Nie pozostanie mi nic innego, jak uodpornić się na te „opinie” i ze zrozumieniem konstatować, że komentatorzy o kimś w końcu muszą mówić. A ponieważ ich wiedza na temat: Vermaelena, Songa, Diaby’ego czy Eboue nie jest największa, (to w przypadku braku Fabregasa) muszą skupić się na rozpoznawalnych gwiazdach.
Z ogromną niecierpliwością wyczekuję już 20:45. Niech to będzie prawdziwa bitwa, po której wszyscy krzyczeć będziemy – CHCEMY JESZCZE! Potknąć się na Barcelonie to nie wstyd. Jaką jednak chwałę może przynieść nam zwycięstwo w pierwszym meczu? Niech Bayern będzie nam dziś przykładem.