Bądź na bieżąco - RSS

UCL: Arsenal 5 – 0 Porto

9. Marzec 2010 | View Comments | Podsumowanie meczu | Mariusz

Arsenal 5-0 Porto
(Bendtner 10′, 25′, 90′(pen)Nasri 63′Eboue 66′)

Liczby meczu | Skrót: 1. połowy, 2. połowy | Komentarz Wengera

Jako kapitan, nikt nie potrafi poprowadzić Arsenalu do zwycięstwa tak jak Hiszpan. Kiedy brakło Fabregasa, całą odpowiedzialność wziął na siebie Almunia. Pod dowództwem naszego Manuela zmietliśmy Portugalczyków z boiska. A ujmując rzecz nieco poważniej, muszę przyznać, że po takim spotkaniu niesprawiedliwością byłoby wytykać któremukolwiek z naszych piłkarzy jakiekolwiek błędy. Opaska kapitańska na ramieniu Manuela zadziałała niczym szczęśliwa maskotka na maturze. Nasza defensywa była świetna (choć przyznaję, że w pierwszej połowie Campbell podniósł mi ciśnienie dwukrotnie).

Pierwsze minuty były niczym miód na me serce. Zgnietliśmy ich od samego początku. Porto wyglądało jak bokser, który dostał solidnego sierpa w 16. sekundzie pierwszej rundy i ostatnią rzeczą, o jakiej myślał to zebrać się do ataku. Naparliśmy więc na nich i okładaliśmy seriami potężnych ciosów. W końcu pękli za sprawą trójkowej akcji Samira, Andrzeja i Nicka. Zdobyty (przez Porto) przed 3 tygodniami gol nr 2 odbił im się czkawką. Tym razem sędzia był po naszej stronie i nie odgwizdał pozycji spalonej Arszawina. Potem widzieliśmy świetne prostopadłe podanie Nasri’ego, Rosjanin nie dogonił piłki, lecz Bendtner znów(!) był we właściwym miejscu i wykazał się przytomnością umysłu.

Dominacja Kanonierów nie ustępowała. Wcześnie strzelony gol był tym, na czym nam najbardziej zależało. Od tego momentu, to goście musieli gonić wynik, bo byli za burtą CL. Arsenal stwarzał kolejne szanse, aż wreszcie dopiął swego. Druga bramka to właściwie w 99% dzieło Arszawina. W swoim stylu wjechał z piłką w pole karne i mijając kolejnych zawodników, wyłożył ją Bendtnerowi jk na tacy. Pierwsza połowa skończyła się naszym prowadzeniem 2:0 i nie miałem prawa narzekać ani na wynik, ani na naszą grę.

Moje dobre samopoczucie przygasło na chwilę z początkiem drugiej połowy. Rywale zorientowali się chyba, że wciąż tylko 1 gol dzieli ich od ewentualnej dogrywki i ewentualnych rzutów karnych. W loterii jedenastek mieliby jeszcze jakąś szansę, bo na doprowadzenie do remisu liczyć raczej nie mogli. Zerwali się więc do ataku i przyznaję, zacząłem się nieco niepokoić. Strzał Falcao na szczęście trafił wprost w ręce Almunii; uderzenie głową któregoś z graczy Porto zgarnął ustawiony przy słupku Nasrii, a mocne dośrodkowanie Hulka na wysokości 5. metra nie znalazło nogi żadnego z graczy w niebieskich strojach.

Kiedy zaczynałem się w sobie spinać, a moja noga poczęła nerwowo podrygiwać, całkowicie uspokoił i rozluźnił mnie Nasri. To, co ten chłopak zrobił w 64 minucie meczu, było nieprawdopodobną akcją okraszoną kapitalnym golem. Dostał piłkę po prawej stronie boiska i nic sobie nie robiąc, wbiegł z nią między trzech graczy Porto. Potańczył między tym trio, ośmieszył ich, po czym z ostrego kąta zapakował z pełną siłą po długim rogu, tuż obok zdziwionego Heltona. Cudo!!! Pech chciał, że akurat na sekundy przed tą bramką mój stream padł jak zdechły pies i przez kilka kolejnych minut walczyłem z przywróceniem go do życia (ominęła mnie więc kolejna bramka Eboue). Nadrobiłem to jednak tuż po meczu, ściągając sobie plik wideo z trafieniem Samira i zapatrzyłem się w niego przez kilkanaście kolejnych minut. Wiem, że w tym sezonie strzeliliśmy masę świetnych bramek, ale ten gol z całą pewnością może być faworytem na bramkę roku.

Gdy kibice Arsenalu poczynali rozsiadać się w fotelach z uśmiechem na twarzy, mając świadomość, że 3:0 jest wynikiem, gdy można otworzyć piwko i w końcu rozkoszować się meczem – mogli czuć się zaskoczeni, gdy wracając z kuchni, ze zmrożonym napojem, spostrzegli, że owe 3:0 jest już nieaktualnym rezultatem.

Ponieważ nasza siła ofensywna jest tak ogromna, że niewielu odważa się grać przeciw Arsenalowi otwarty futbol, możemy być tylko zawiedzeni faktem, że nie mamy tak częstych możliwości oglądania równie spektakularnych kontrataków. Arszawin popędził w piłką jak Walcott przed rokiem na Anfield. Tym razem na dole ekranu wyłonił mi się zapieprzający na maksa Eboue (a nie jak wtedy Andrzej). Zrozumienie pod polem karnym obu naszych piłkarzy przypomniało mi czasy Piresa, Henry’ego i Bergkpampa. Idealne wypuszczenie Buły i gol. Wenger ze zrozumiałą ekspresją wariował przy linii bocznej.

Ostatnie 20 minut meczu upływały bardzo przyjemnie. Rozkoszowałem się każdą sekundą, bo nie często dane jest mi w taki sposób kończyć mecze Kanonierów. Po otrzymanych mailach i sms-ach wiem, że nie byłem osamotniony w tym odczuciu. Na koniec dostaliśmy wisienkę na torcie – rzut karny, który wykorzystał Bendtner i zapisał na swoim koncie pierwszy hat-trick w karierze.

Zerknąłem jeszcze na chwilę w wypowiedzi naszych rywali przed wtorkowym meczem. Niektóre buńczuczne zdania o zwycięstwie na Emirates brzmią teraz co najwyżej śmiesznie. Nie chodzi nawet o wynik, ale o fakt, że Porto z tą grą, jaką zaprezentowało na tle Kanonierów, nie miało prawa liczyć nawet na remis. Chłopcy portowcy najwyraźniej nie dostrzegli faktu, że już pierwsze spotkanie tej rundy było wyznacznikiem możliwości obu drużyn. Chłopcy portowcy widocznie nie skojarzyli, że obie bramki i w efekcie zwycięstwo na własnym stadionie zawdzięczali błędowi Fabiana i niezrozumiałej decyzji sędziego. Wtorkowy wieczór w Londynie całkowicie obnażył klasę obu drużyn.

Słówko jeszcze w odniesieniu do rywali, a właściwie do jednego szczególnego rywala… Grał u nich taki specyficzny jegomość o nazwisku Fucile. Koleś podpadł mi już w pierwszym spotkaniu, gdy ekspresyjnie rzucał się do naszych piłkarzy (o ile dobrze pamiętam, miał chyba starcie z Fabregasem). W rewanżu znów dał się poznać jako „lepszy cwaniak z podwórka obok” co zademonstrował swoją postawą wobec Gaela. Ten cały Fucile, tak mocno zaangażował się w pokrzykiwanie na Kanonierów, że zapomniał, po co trener wystawił go na boisko. Gdy oglądam powtórki bramek i widzę jego wymierny udział przy czterech golach, traktuję to jako dodatkowy bonus tej świetnej wtorkowej uroczystości na Emirates Stadium. Pocieszny chłopiec.

Przed meczem postawiłem sobie pytanie, na które miałem dostać odpowiedź po końcowym gwizdku. Odpowiedź musi być więc jednoznaczna: Obecna drużyna, ta sama, która przejechała się po Porto, w której brakło Fabregasa, van Persie’go i Gallasa, udowodniła, że należą się jej największe słowa uznania. Na moich oczach, w ciągu raptem jednego sezonu, zespół Arsenalu poczynił ogromne postępy. Nigdy w życiu nie pomyślałbym, że bez tej trójki wymienionych graczy, bylibyśmy w stanie pokonać Porto w podobnym stylu. To (zaawansowane już) dzieło Wenger, jest przykładem futbolu harmonijnego. Pracowaliśmy tego wieczoru i wygraliśmy ten mecz zespołowością i harmownią.

‘Victoria Concordia Crescit’

Niezwykle trudno byłoby mi wskazać zawodnika, który wyrósłby zdecydowanie ponad pozostałą grupę i był oczywistym kandydatem na gracza meczu. Bo czy do tego wyróżnienia nie może konkurować Nasri ze swoim kapitalnym występem, fenomenalną bramką i cudownym podaniem przy pierwszym golu? Czy Arszawin wjeżdżający w defensywę Porto jak w masło, nie powinien być odznaczony tytułem MOTM? Czy po frustrującym sobotnim meczu, wtorkowy hat-trick Bendtnera jest czymś mniej znaczącym? Czy kapitalna postawa Vermaelena i jego „zero z tyłu” nie jest okazem wyjątkowości jego występu? Można by tak wymieniać dłużej, świetny występ Diaby’ego, Clichy’ego czy Sagny.

‘Victoria Concordia Crescit’

Zrelaksowany, rozluźniony i uśmiechnięty, cieszący się słonecznym dniem, będę dziś (a także w przyszłym tygodniu) spoglądał na pozostałe mecze Ligi Mistrzów i przyglądał się naszym potencjalnym rywalom w kolejnej rundzie. Środę poświęcę jeszcze na degustowanie zwycięstwa. Od czwartku nastąpi jednak pełne skupienie przed sobotnim meczem z Hull. Zapewne nie tylko ja przeczuwam, że tym razem nie będzie nam dane przeżywać podobnej błogiej radości, jak miało to miejsce we wtorkowy wieczór.

Tagi: , , , , , ,

Przed UCL: Arsenal vs Porto

9. Marzec 2010 | View Comments | Zapowiedź meczu | Mariusz

Arsenal vs Porto

Skrót ostatniego meczu | Linki do meczu

Najgorętszą informacją wczorajszego dnia była wypowiedź Bossa o Fabregasie, który niestety nie będzie dostępny we wtorkowy wieczór. Arsene Wenger dodał, że wcale nie jest też pewne, czy nasz kapitan powróci na sobotni mecz ligowy z Hull City.

Rozgorzała więc dyskusja nad tym, czy Arsenal jest w stanie awansować do kolejnej rundy CL, bez swojego najlepszego zawodnika w środku pola. Nasz niepokój może być ostudzony za sprawą sobotniego występu Nasri’ego, który w ostatnim meczu, po opuszczeniu placu gry przez Fabregasa, zajął jego miejsce w środku pola i wypełnił tę rolę bardzo dobrze. Nie byłbym sobą, gdybym nie odczuwał przed dzisiejszym meczem niepokoju. Wszak Porto to nie Burnley. Ze szczególnym napięciem oczekuję więc występu Samira i tego, jaką grę pokażemy w linii pomocy.

Skład, jaki spodziewam się zobaczyć o 20:45 prezentuje się następująco:

Almunia
Sagna – Campbell – Vermaelen – Clichy
Nasri – Song – Diaby
Walcott – Bendtner – Arszawin

Almunia w bramce nie powinien być tematem dyskusji. Tym razem nasz hiszpański golkiper, pod nieobecność Cesc’a, otrzymał nawet kapitańska opaskę. Niektórzy wierzą, że świadomość kapitanowania drużynie doda mu większej pewności siebie i oszczędzi nam nerwowych momentów. Nie byłbym tego taki pewny… Większy spokój zapewniłoby mi dozbrojenie naszego bramkarza dodatkowym osprzętem.

Dzisiejszego wieczoru nasza defensywa musi być szczególnie szczelna, zwarta i nie do przejścia. Jeden gol ze strony Porto może nas kosztować awans. Dlatego uważam, że tym razem Wenger postawi na Sagne, który zapewni nam solidność z tyłu i nie przełoży gry defensywnej ponad rumakowanie pod pole karne gości. Za nowy kontrakt dla Sola, należy się Wengerowi szczególna nagroda. Gdyby nie umowa z 35-letnim Anglikiem, musielibyśmy dziś wystawić Silvestre’a (brrr…). Campbell pokazał w minionych spotkaniach, że szybko nawiązał nić porozumienia z Vermaelenem i stał się silnym punktem naszej obrony. Nikt inny, jak właśnie postawny defensor dał nam solidną podstawę wiary w awans. To jego gol przed 3 tygodniami, stawia nas dziś w nie najgorszej sytuacji.

Szczególne przetasowania mają miejsce w linii pomocy. Tutaj na jedno spotkanie powróci Song (za 10 żółtych kartek musi jeszcze pauzować w drugim meczu ligowym przeciw Hull). Jeśli traktować ostatni mecz z Burnley jako egzamin dla Nasri’ego, to Francuz zdał go bardzo dobrze i zasłużył sobie na rolę gracza, który wypełni (lub będzie starał się wypełnić) lukę po kontuzjowanym Fabregasie. Pamiętam, jak w poprzednim spotkaniu LM zawodnicy Porto nie przebierali w środkach, by wyłączyć Cesc’a z gry. Czy podobną „taktykę” zastosują w stosunku do Samira, czy może odpuszczą go sobie, skupiając się raczej na drużynowym zabezpieczeniu tyłów? Myślę, że istotnym wsparciem byłaby osoba Diaby’ego. Mając za plecami Songa i krążącego wokół siebie Abou, Samir miałby większe pole manewru do podejmowania odważniejszych i bardziej ofensywnych decyzji. Że ma ku temu predyspozycje, pokazał w sobotę, asystując przy pierwszej bramce Cesc’a. Wspomniany przed chwilą Diaby byłby także ważnym elementem stałych fragmentów gry. Gdybyśmy mieli w tym samym czasie na boisku graczy takich jak Song, Vermaelen, Diaby, Campbell czy Bendtner, moglibyśmy szukać fauli w okolicach pola karnego lub pokładać nasze nadzieje w rzutach rożnych. Z taką armią piłkarzy w polu karnym, moglibyśmy śmiało rywalizować nawet z Chelsea.

Paradoksalnie, po ostatnim meczu Premier League, moim stuprocentowym pewniakiem do startu od początku meczu jest Bendtner. Jak powiedział Arszawin, Nicklas zachował bramki na wtorkowy pojedynek z Porto, gdzie każdy gol będzie ceniony znacznie wyżej. Wydaje się, że Wenger także jest spokojny o postawę Duńczyka. Jeśli Nick będzie dziś pracował z równie dużym zaangażowaniem jak w sobotę, jestem przekonany, że wpisze się na listę strzelców.

Obok Bendtnera chętnie zobaczyłbym Arszawina, który po kontuzji najpierw rozegrał mecz w kadrze Rosji, a w sobotę był zmiennikiem Rosicky’ego (wchodząc na ostatnie 30 minut). Jeśli Andrzej jest zawodnikiem lubującym się w wielkich meczach, to dzisiejszy wieczór może być dla niego dobrym wyzwaniem. Skłonny jestem przypuszczać, że Wenger świadomie w sobotę wpuścił Rosjanina dopiero na ostatnie pół godziny, ponieważ oszczędzał go na dzisiejsze starcie.

Na przeciwległym skrzydle mam jeszcze większy dylemat. Z jednej strony posadzenie Walcotta na ławce po tak dobrym występie przeciw Burnley byłoby dziwne. Z drugiej strony jednak, oba spotkania dzieli ledwie 3 dni i nie mam pojęcia, jak wygląda Theo po rozegraniu pierwszego pełnego meczu od grudnia 2009. Wierzę, że jeśli tylko Anglik jest na tyle wypoczęty, by rozpocząć mecz od pierwszych minut – Wenger skłonny będzie z niego skorzystać. W innym przypadku oczekuję w wyjściowym składzie Rosicky’ego, za którego w okolicy 65 minuty wejdzie Walcott, wykorzystujący swoją szybkość przeciw podmęczonym obrońcom Porto.

Gdybyśmy w pierwszym spotkaniu osiągnęli bramkowy remis, byłbym dziś całkiem spokojny o wynik i awans do kolejnej rundy. Strach sobie wyobrazić, jaki byłby nastrój przed meczem, gdybyśmy musieli gonić 2:0 z poprzedniego meczu. Na szczęście strzelona bramka przez Sola, dała mi sposobność do umiarkowanego optymizmu.

Na Estadio do Dragao przegraliśmy nie dlatego, że nie potrafiliśmy piłkarsko przeciwstawić się gospodarzom, lecz za sprawą dwóch kuriozalnych błędów: najpierw Łukasza, a później sędziego. Koncentracja winna być nauką wyciągniętą z tamtego meczu i odrobioną na Emirates Stadium. Nie wątpię, że jesteśmy lepsi i wierzę, że udowodnimy to dziś na boisku.

Jest jeszcze jeden ciekawy aspekt, który skłania mnie do zastanowienia się nad klasa naszej młodej drużyny. Zadaję więc sobie pytanie: „Czy mając do odrobienia stratę z pierwszego meczu, jesteśmy w stanie przejść do kolejnej rundy CL, bez takich zawodników jak van Persie, Fabregas, czy Gallas?”. Moja odpowiedź brzmi: „tak”. Jeśli tego dokonamy, będzie to świadczyło, że posiadamy bardzo dobrą i szeroką grupę młodych piłkarzy. We wrześniu nie byłbym chyba tak optymistyczny, jak jestem dzisiaj.

Czego z kolei mogę spodziewać się po Porto? Nie byłbym zaskoczony, gdyby Jesualdo Ferreira ustawił niemal całą drużynę przed własnym polem karnym i liczył na przejęcie piłki w środkowej części boiska z szybkim kontratakiem na bramkę Almunii. Zdobycie przez gości bramki w dzisiejszym spotkaniu, stawiałoby nas w trudnej sytuacji. Dwa gole praktycznie zapewniłyby Portowcom awans. Czy dla tego celu warto odkrywać się od pierwszych minut i ryzykować stratę bramki już w pierwszej części meczu?

Z naszej strony oczekuję szczególnie wysokiego procentu skuteczności. Nie mam pojęcia ile bramkowych szans uda nam się wypracować. Wiem jednak, że im wcześniej wykorzystamy tą pierwszą szansę, tym łatwiej będzie o kolejne.

Wierzę, że tak jak w lidze udało nam się odrobić sporą stratę do liderujących drużyn, tak w Champion League zdołamy odrobić stratę z pierwszego spotkania. Zapowiada się prawdziwa uczta i kolejne dwie godziny ze ściśniętym żołądkiem.

Come on you Arseeeenall!!!

Tagi: , , , , ,

Cesc wspiera Fabiana. Diaby z dziwną kontuzją

19. Luty 2010 | View Comments | Przemyślenia | Mariusz

Przed kilkoma dniami gorąco wierzyłem w to, że dzięki transmisji naszego meczu w Polsacie, wielu kibiców w Polsce będzie miało możliwość zapoznać się z możliwościami naszej drużyny. Największym przegranym tamtego wieczoru stał się Fabiański, który prócz oczywistych salw śmiechu na Wyspach, zrobił sobie także „reklamę” w Polsce.

Ostatnia wypowiedź Fabregasa może być tym, czego teraz Łukaszowi potrzeba.

He is strong and we have to be there for him.
We haven’t seen him because he is doing doping [tests] but we have to be next to him. Sometimes when you are young in a big game, these things happen to you. You can be a little bit down but the team will be 100 per cent behind him and help him in the next game to come back to his best.

He is a very good keeper. He had his chance today and sometimes it doesn’t go your way. It didn’t go his way but we will stand up and support him until the end because he is a good character and I am sure he will be back.
Whenever he has to play, I am sure he will do well.

Fabian podobno jest całkiem silny psychicznie, więc ostatni mecz, choć frustrujący, nie powinien mieć wielkiego wpływu na jego dalszy rozwój.

Pozostaje oczywiście pytanie co dalej. Nie zdziwię się, jeśli Fabian poprosi Wengera o roczne wypożyczenie. Byłoby to chyba najlepsze rozwiązanie dla obu stron. Wenger wielkiego pola manewru też raczej nie ma. Obecni bramkarze Arsenalu i ich występy nie pozwalają na spokojną grę z tyłu. Almunia gra regularnie, ale pewnym golkiperem nie jest. Łukasz tym bardziej. Pozostawienie obecnej hierarchii byłoby moim zdaniem nierozsądne.

Ponieważ Fabiański przedłużył niedawno kontrakt z klubem, przypuszczam, że to on będzie miał otwartą drogę do dalszych występów w klubie. Almunia najprawdopodobniej pożegna się z nami już latem.

Ponieważ życzę 25-letniemu Polakowi jak najlepiej, sugeruję mu, by spojrzał na swojego młodszego kolegę. Wojtek Szczęsny swoją regularna grą w League One buduje własną pewność siebie. Pomimo tego, że nie jest to Premier League, ani Championship – to renoma rozgrywek nie ma większego wpływu na pozytywne oceny, jakie kierowane są w jego kierunku ze wszystkich stron.

Gdyby Wenger był rasowym politykiem, wiążącym wielkie nadzieje i przyszłość z Fabianem – wysłałby go zapewne do Championship, jako typowej „zamrażarki”. Ludzie nieco zapomnieliby o Polaku, a sam Łukasz miałby możliwość spokojnego budowania formy, z dala od złowrogich oczu brukowych gazet.

Z niemałym przymusem staram się zapomnieć już o spotkaniu z Porto, bo kolejny mecz ligowy zbliża się wielkimi susami. Kończąc już temat Ligi Mistrzów – wypowiedź kapitana o szansach przed rewanżem:

There are no favourites in football.
Porto are winning so if you want to call someone favourites they are because they are winning 2-1.

But we don’t look at it that way, we just want to play the game. We have to consider the Premier League again, then the national team, the League again and then the Champions League. Then we will talk about it.

You never like to lose and we felt we were doing well. We came back and were controlling the game. These things happen – I don’t know if it was the referee’s mistake or ours but this is football. Now we have to come back at Emirates Stadium.

Trzy tygodnie to zbyt odległy czas by wróżyć i przepowiadać wynik rewanżowego spotkania. Niemniej uważam, że po meczu z Porto, zachowujemy takie same szanse na awans jak przeciwnik. Gol strzelony przez Campbella był tu kluczowy. Gdybyśmy wrócili do Londynu bez zdobytej bramki, moglibyśmy mówić o poważnych problemach. A tak… wszystko jeszcze jest możliwe, a awans zależy tylko i wyłącznie od naszej postawy na Emirates.

Tajemnica trójkąta bermudzkiego jest niczym w porównaniu z odniesioną kontuzją przez Diaby’ego. Jak mówi Wenger, Abou czuł się dobrze tuż po meczu i nie uskarżał się na żaden uraz. Dopiero w czwartek zgłosił ból kolana.

We lost Abou Diaby last night [at Porto].
It is not understandable. I don’t know how it worked. But he has a medial knee ligament injury.

We discovered it today. He came in today and he had pain in his knee.

W Klubie ze zdziwieniem stwierdzają, że nie mają pojęcia, co może być przyczyną kontuzji. Wyznaczono podobno Rice’a, który ma prowadzić dochodzenie. Ma przeanalizować kalendarz spotkań Diaby’ego: od wyjazdu z Estádio do Dragão, aż do czwartkowego rozpoznania urazu. Podobno sprawdzane mają być bilingi. Podejrzane mogą być fotele w jednym z autobusów. Eksperci sugerują, by śledczy Pat pociągnął też wątek schodów.

Arszawin, Gallas i Eduardo (Chorwat wcześniej przymierzany był do powrotu na pierwszy mecz z Porto) nie będą brani pod uwagę przy ustalaniu sobotniego składu. Sporą szansę na występ (bo aż 80%) ma Song. Po feralnym występie Fabiana, polepszyło się Almunii, który ma 50% szans na występ w sobotę.

However Song could be available, we have a test tomorrow on him.  I don’t know about Almunia, we’ll have a test tomorrow on him too. I’d say Song is 80 per cent to be back in the squad. Almunia 50:50. But Diaby is zero.

Arshavin, Gallas and Eduardo will still be out.

Przyznaję, że spodziewałem się, iż Wenger znany ze swojej wiary w piłkarzy, da Polakowi sobotni mecz jako okazję do odbudowy formy psychicznej. Wierzyłem, że Boss zachowa się tak, jak swego czasu z Dudkiem postąpił Gérard Houllier. Pamiętam, że Jurek popisał się wtedy kapitalnym występem, a całe Anfield skandowało niemal przez całe spotkanie jego nazwisko.

No ale zobaczymy jak palec el Manuelo, będzie wyglądał w dniu meczu.

Przed południem Arsene Wenger odpytywany będzie przez dziennikarzy na przedmeczowej konferencji prasowej. Oczywiście sporo cytatów z Bossa pojawi się jutro na blogu. Poza tym zapowiedź sobotniego meczu z Sunderlandem: statystyki, analizy itp. Dziś jeszcze Friday Night na ATVO… A jutro „kolejny niesamowicie ważny mecz”.

Udanego piątku!

PS. Do listy linków dodałem galerię zdjęć, z której sam najczęściej korzystam. Szybko i często publikowane są tam zdjęcia z meczów Arsenalu. Mam nadzieję, że się komuś przyda.

Tagi: , , , , , ,
  • TWITTER



  • KALENDARZ WPISÓW

    Wrzesień 2010
    P W Ś C P S N
    « sie    
     12345
    6789101112
    13141516171819
    20212223242526
    27282930  

Arsenalizacja on Facebook
Page 1 of 212