Bądź na bieżąco - RSS

Rozkład jazdy dla Kanoniera na piątkowy wieczór

3. Wrzesień 2010 | View Comments | Przemyślenia | Mariusz

Pierwsze trzy kolejki ligowe minęły tak szybko, że ani się obejrzałem a już mam przed sobą weekend z eliminacjami do ME 2012. Tym razem jednak spotkania reprezentacji nie odbywają się w sobotę i środę, jak się do tego przyzwyczailiśmy, lecz w piątek i wtorek. Cieszy mnie takie rozwiązanie, bo w ten sposób nasi (i nie tylko nasi) reprezentanci otrzymują jeden dodatkowy dzień odpoczynku przed najbliższymi spotkaniami ligowymi.

Skoro Premier League opuściła nas na najbliższy tydzień, to musimy posiłkować się tym co dostajemy na talerzu. By być na bieżąco z naszymi zawodnikami, wysłanymi gdzieś na krańce kontynentu, musimy dzisiejszego wieczoru stosować niemałe wyczyny gimnastyczne, w poszukiwaniu tych spotkań na antenach TV i w internecie.

Tradycyjnym moim życzeniem (drugim w kolejności, zaraz po: zdrowym powrocie do Klubu) jest oczywiście dobry występ naszego zawodnika w spotkaniu swojej reprezentacji. Ponieważ mamy wielu Kanonierów powołanych na dzisiejsze mecze, zmuszeni będziemy dokonywać wyborów – kogo decydujemy się oglądać, a kogo nie.

Oto zestaw piątkowych spotkań z udziałem zawodników Arsenalu (linki prowadzą do transmisji w internecie):

17.00 Bośnia i Hercegowina U21 – Włochy U21 (Vito Mannone)
18.00 Finlandia U21 – Polska U21 (Wojtek Szczęsny)
18.30 Ukraina U21 – Francja U21 (Armand Traore)
18.30 Andora – Rosja (Andriej Arszawin)
19.00 Portugalia U21 – Anglia U21 (Jack Wilshere)
20.45 Lichtensztajn – Hiszpania (Cesc Fabregas)
20.45 Belgia – Niemcy (Thomas Vermaelen)
21.00 Anglia – Bułgaria (Theo Walcott, Kieran Gibbs)
21.00 Francja – Białoruś (Gael Clichy, Bacary Sagna, Abou Diaby)

Wygląda na to, że niemal wszyscy Kanonierzy (no, może oprócz Gibbsa i Fabregasa – a akurat im, kolejne minuty gry przydałyby się najbardziej) wystąpią w pierwszych jedenastkach swoich drużyn. Nie mam pojęcia jaką formę prezentują zespoły do lat 21 BiH oraz Finalndii. Mam nadzieję, że nie jest z nimi najgorzej. Życzę naszym bramkarzom, aby mocno uwijali się dziś między słupkami. To jedna z nielicznych dla nich okazji do tego, by zagrać w spotkaniu o wysoką stawkę i zaprezentować się z jak najlepszej strony. Podobnie rzecz ma się w stosunku do Traore – wypożyczonego na najbliższy sezon do Juventusu. Mecz z Ukrainą jest dla niego przedsionkiem nowego, wymagającego sezonu.

Dla niektórych kibiców sporym zaskoczeniem może być „zesłanie” Jacka do reprezentacji Anglii U21. Ja nie jestem tym specjalnie rozczarowany. Pamiętajmy, że Wilshere ma raptem 18 lat, więc i tak będzie mierzył się z zawodnikami o 2-3 lata starszymi od siebie. Zaszczyt powołania do pierwszej reprezentacji „Trzech Lwów” i możliwość trenowania z najlepszymi zawodnikami z kraju – to chyba wszystko na co mógłby dziś liczyć Jacek. Miejsce na ławce rezerwowych lub na trybunach, nie byłoby lepszym rozwiązaniem, niż walka przez 90 minut w meczu kadry do lat 21.

Gdyby nie nakładające się na siebie mecze, chętnie obejrzałbym cały występ Vermaelena przeciw Niemcom. Jeśli nasi obrońcy chcą się rozwijać, muszą rywalizować z najlepszymi. Trudno sobie wyobrazić dziś przeciwnika trudniejszego, niż błyskotliwa drużyna Joachima Lowa. Faworytem są oczywiście goście. Nikt nie będzie więc zaskoczony silnym naporem Niemców na bramkę Belgii. Jak w tej rywalizacji poradzi sobie nasz defensor?

Największym dylematem będzie dla mnie wybór spotkania o godzinie 21. Chętnie popatrzyłbym na grę trzech naszych zawodników w reprezentacji Francji. Boczni obrońcy Arsenalu prezentują ostatnio wysoką formę (podobnie jak Diaby), więc ich występ przeciw Białorusi może być całkiem interesujący. Szkoda, że dokładnie o tej samej godzinie rozpoczyna się mecz na Wyspach. Zdecyduję się więc chyba jednak na Anglię i kolejny występ Theo Walcotta (czy ktoś ma w tej kwestii jakiekolwiek wątpliwości?). Osłabiona drużyna gospodarzy (kontuzjowani między innymi Terry i Lampard) potrzebuje zwycięstwa jak powietrza. Atmosfera wokół Capello mocno zgęstniała, więc Walcott w formie może być dla niego jedną z ostatnich desek ratunku. Warto przypomnieć, że Theo występował w reprezentacji Anglii 12 razy. Wszystkie te mecze kończyły się zwycięstwami Wyspiarzy. Czy ’13′ będzie równie szczęśliwa?

Tagi: , , , , , , , , , , , , ,

Sonda: Komu będziesz kibicował na MŚ w RPA

6. Czerwiec 2010 | View Comments | Sonda | Mariusz

Nie mniej, nie więcej lecz dokładnie 5 dni dzieli nas od startu ogólnoświatowego święta futbolu. Zapewne każdy z nas jednej drużynie życzył będzie lepiej, zaś innej ostatniego miejsca w grupie. Brak reprezentacji Polski daje możliwość szerszej perspektywy i pozwala dokładniej poznać naszych finalistów. Tym razem wśród 32 drużyn mamy 11 przedstawicieli Arsenalu.

Chciałbym poznać Wasze sympatie. Możecie je wyrazić w poniższej sondzie. Zaznaczam, że dokonać można tylko jednego wyboru – tej drużyny „naj” – za którą najmocniej będziecie ściskać kciuki. Jeśli ktoś posiada faworyta spoza poniższej listy, może dopisać ją do sondy, oddając jednocześnie na nią głos. Czekam także na szersze opinie w komentarzach. Oto lista Kanonierów powołanych do reprezentacji na MŚ w RPA:

Kamerun (Alex Song) W ostatnim ligowym sezonie kariera Alexa nabrała niebywałego przyspieszenia. Stał się on niezastąpionym ogniwem drużyny Arsenalu. Wedle opinii wielu komentatorów, dołączył on do grona najlepszych defensywnych pomocników Premier League. Nie mogło pozostać to bez wpływu na Kamerun. Mając pewne miejsce w wyjściowej jedenastce, Song stał się jednym z filarów tej reprezntacji.

Dania (Nicklas Bendtner) Nick kurował się ostatnio z urazu i jak mówi trener reprezentacji Danii, będzie gotowy na mecze w RPA. Czy Bendtner będzie w formie i da Duńczykom tak cenne gole?

Francja (William Gallas, Bacary Sagna, Gael Clichy i Abou Diaby) Trójkolorowi tradycyjnie reprezentowani są przez największą grupę naszych zawodników. W towarzyskich meczach w podstawowym składzie Domenech wystawiał Williama Gallasa i Bacary’ego Sagnę. Rezerwowymi byli Gael Clichy i Abou Diaby. Przyznam, że po tych fragmentach, które widziałem w wykonaniu Francuzów, Diabeł wyrasta na ich tle na jednego z najlepszych zawodników. Poważnie się zastanawiam, czy uda mu się przebić do pierwszej jedenastki. Jeśli Abou nie spuści z tonu, to może być objawieniem tego turnieju.

Wybrzeże Kości Słoniowej (Emmanuel Eboue) Arsenal uszczuplił swoją reprezentację w WKS o Kolo Toure (który wciąż jednak cieszy się wielką sympatią wśród naszych kibiców). Mamy tak jeszcze swojego pociesznego Bułę, który jest podstawowym graczem swojej reprezentacji. W ostatnich miesiącach gry w Arsenalu udowodnił, iż może być dla przeciwnika niemałym problemem, kiedy wpiera atak po prawej stronie boiska.

Meksyk (Carlos Vela) Nasz poczciwy Carlitos wciąż pozostaje dla mnie wielką zagadką. Bez wątpienia jest to utalentowany chłopak, o sporych możliwościach. O ile w klubie trudno mu przebić się do składu meczowego, o tyle w kadrze swego kraju (szczególnie w ostatnich meczach towarzyskich) rozpoczyna spotkania w wyjściowym składzie. Bramka przeciw Włochom jest dobrym omenem.

Holandia (Robin van Persie) Kogo jak kogo, ale poczynania Robina w przygotowaniach do MŚ śledzę skrupulatnie. Holender, tak jak w Arsenalu, tak samo w kadrze stanowi fundament formacji ofensywnej. Trudno wyobrazić sobie Holandię bez van Persiego. Szybko odzyskał formę po wielomiesięcznej kontuzji stawu skokowego. Głównie dzięki niemu „Pomarańczowi” uznawani są za drużynę, która ma największe możliwości w ofensywie. Jest tylko jeden istotny mankament – zdolność Robina do łapania wszelkiego rodzaju urazów.

Hiszpania (Cesc Fabregas) Niestety nie potrafię rozdzielić piłki reprezentacyjnej od tej klubowej. Ostatnie zamieszanie wokół Cesca i Barcelony podkopało moją sympatię do Hiszpanów. Oglądając w akcji Xaviego nie potrafię emitowac pozytywnych emocji. Dobra gra Fabregasa na MŚ będzie mnie oczywiście cieszyła, choć wygląda na to, że będzie on etatowym rezerwowym.

Szwajcaria (Philippe Senderos) Ponieważ Arsenal.com wymienia Filipa jako naszego przedstawiciela w RPA (tak jak Gallasa) aplikuję go do listy. Niestety nie mam pojęcia co się z nim działo w ostatnim czasie.

Mój głos wędruje na konto Holandii. Przyznaję z ręką na sercu, iż odkąd pamiętam „Pomarańczowi” byli moimi ulubieńcami przy okazji każdego turnieju (MŚ czy ME). Kibicowanie Holendrom idealnie pasuje też do polskiej romantycznej tradycji – z turniejów odpadają systematycznie, pozostawiając po sobie wspomnienia fenomenalnej gry i nieopisane pokłady zachwytu.


Tagi: , , , , , , , , , , , , , , , , , , ,

UCL: Barcelona 4-1 Arsenal

7. Kwiecień 2010 | View Comments | Podsumowanie meczu | Mariusz

Barcelona 4-1 Arsenal
(Messi 21′, 37′, 42′, 87′Bendtner 19′)

Liczby meczu | Skrót meczu i komentarze | Komentarz Wengera

Choć tuż po meczu wydawało mi się, że moja podświadomość przyjęła wczorajszą porażką ze zrozumieniem, to po przebudzeniu się dzisiejszego ranka, mocno się zastanawiam, czy mecz z Barceloną strawiłem do końca. Śniło mi się bowiem, że przy wyniku 4:1, najpierw głową strzelamy swoją drugą, by minutę później niesamowitą bombą zza pola karnego dołożyć kolejne trafienie. Była chyba 91 minuta meczu i brakowało nam tylko jednego gola, by awansować do półfinału. Było więc 4:3 i przed nami ostatnie 2 minuty meczu. Kiedy w moim śnie zagryzałem już wargi w nerwowym oczekiwaniu na magiczne 180 sekund… sędzia przerwał spotkanie. Powód? Arbiter miał wątpliwości, czy zegar (ten w górnym rogu mojego telewizora) podaje właściwy czas(!?!?!?)

Jak widać, nawet w sprzyjających okolicznościach, mój mózg nie potrafi przyjąć do wiadomości, że Arsenal był w stanie awansować. Swoją drogą… Szkoda, że musiałem się tak szybko obudzić, bo jestem ciekaw, jak wyglądałaby weryfikacja tego zegara i co stałoby się później?

Z perspektywy środy mogę powiedzieć, że wielkiego rozczarowania nie przeżyłem, bo i specjalnie nie miałem możliwości liczyć na coś wyjątkowego z naszej strony. Zmierzyliśmy się z najlepszą drużyną świata, która ma w składzie najlepszego piłkarza świata. Spotkanie odbyło się na ich stadionie, a Arsenal pojechał tam w składzie, od którego trudno byłoby oczekiwać, że będzie postrachem dla Barcelony.

Jeśli tamtego wieczoru wymagaliśmy czegoś od naszych chłopców, to była to pracowitość i walka do końca. I w moim odczuciu drużynowo wypełniliśmy to zadanie w całości. Oczywiście jednym wychodziło to lepiej, innym nieco gorzej. Jeśli jednak można przegrać z honorem, to dla mnie ta porażka taką właśnie była.

Tym razem początek meczu wyglądał zupełnie inaczej niż w poprzednim pojedynku. Wenger nakazał zespołowi wyjść wyżej z pressingiem i próbować odebrać piłkę już na ich połowie boiska. Czemu z naszej strony nie wyglądało to aż tak agresywnie, jak przed tygodniem w wykonaniu Barcy? Wydaje mi się, że po pierwsze nie jesteśmy tak zgranym zespołem, jak Barcelona (łatwiej o błąd i odkrycie się), po drugie, podejrzewam, że nasz pressing przygotowany był na dłuższy okres gry, a nie tylko na pierwsze 15 minut.

W końcu przyniosło to oczekiwany efekt. W środku pola Diaby przy asyście Nasriego wyłuskał piłkę od gracza Barcelony i błyskawicznym prostopadłym podaniem uruchomił Walcotta. Daję słowo, że gdy zobaczyłem Theo i Nicka wybiegających sam na sam z Valdesem, wcale nie byłem pewny zdobytej bramki. O mały włos Walcott doprowadziłby mnie do szewskiej pasji. Jego podanie do Bendtera nie dość, że było spóźnione, to w dodatku niedokładne. Nick uratował całą sytuację, wsadzając nogę przed nadbiegającego Alvesa. Udało mu się oddać strzał z niezwykle niewygodnej pozycji, po czym (korzystając nieco z przypadku, bo futbolówka odbiła się chyba jeszcze od jego buta) zerwał się do dobitki i przy asyście dwóch graczy Barcy, w równie niewygodnej sytuacji skierował piłkę do siatki zewnętrzną częścią buta. Czy po takich akcjach Bendtnera nadal można twierdzić, że jest on słabym piłkarzem?

Bramka dająca nam prowadzenie na Camp Nou była niczym gol Campbella w finale Ligi Mistrzów w 2006 roku – tak nieprawdopodobna, jak cudowna. Wtedy, w 19 minucie spotkania na poważnie mocno uwierzyłem, że awans jest na wyciągnięcie ręki. I kto wie, czy tak by się ostatecznie nie stało, gdyby minutę później Diaby powtórzył raz jeszcze zagranie do Walcotta, który znalazłby się ponownie sam na sam z Valdesem. Być może ta sekunda, ta niewłaściwa decyzja, była kluczowym momentem meczu, który zaważył o ostatecznym wyniku.

Po chwili akcja przeniosła się pod pole karne Almunii. Messi zagrał z Sylwkiem na „ściankę”, gubiąc dwóch naszych zawodników i przyłożył z lewej nogi – 1:1. Dalej już poleciało z górki. Gospodarze (Messi) wykorzystali (wykorzystał) okazje, które wypracowali i na przerwę schodziliśmy z wynikiem 3:1.

Cios jaki nasza drużyna otrzymała w pierwszej połowie, tracąc kolejno 3 gole, był bez wątpienia dotkliwy. Drugie 45 minut graliśmy naprawdę nieźle. Jeśli fani Barcelony spodziewali się, że dwubramkowe prowadzenie Barcy ostudzi nasz zapał do gry, to musieli się mocno zdziwić.

By docenić to, co wczoraj widzieliśmy, wróćmy na chwilę do początku sezonu, w okolice sierpnia 2009 roku. Zastanówmy się, co byśmy wtedy powiedzieli, gdyby przyszło nam wygłosić opinię o wystawieniu przeciw Barcelonie składu z: Denilsonem, Diabym, Nasrim, Bandtnerem, Walcottem, Sylwkiem i Eboue? Czy spodziewalibyśmy się, że stawią oni na Camp Nou solidny opór mistrzowi Europy? Chwała chłopcom za zdrowie, które zostawili wczorajszego wieczoru. Jakość nie była tego dnia po naszej stronie, ale poświęcenie i pracowitość z całą pewnością tak. Clichy zasłużył na tytuł najlepszego gracza naszego zespołu. Nie dlatego, że zaliczył asystę, nie dlatego, że zdobył bramkę, ale właśnie za niewyobrażalną pracę, jaką wykonywał na boisku przez pełne 90 minut.

Trudno jest przewidywać, jak mógłby się potoczyć ten mecz, gdyby po ich stronie nie brakło dwóch środkowych obrońców, a po naszej dostępni byli: Gallas, Song, Fabregas, Arszawin i van Persie. Nie potrafię ocenić, jak blisko byłoby nam wtedy do awansu. Sam dwumecz wyglądałby zapewne na jeszcze bardziej wyrównany.

Tymczasem to, co w ostatnim tygodniu być może wystarczyłoby na inne kluby, na Barcelonę było za mało. Oddajmy cześć mistrzowi Hiszpanii i przyznajmy, że jest to najlepsza ekipa, z jaką zmierzyliśmy się w ostatnich kilku latach. Ich sposób gry, zrozumienie, technika – mogą być dla nas wzorem. W tym kierunku powinniśmy zmierzać. Poza tym mają najlepszego piłkarza świata. Messi jest nieprawdopodobny. O ile C.Ronaldo potrafi być irytujący, to Messiego ogląda się zawsze z przyjemnością. Cztery bramki w jednym meczu: Messi – Arsenal 4:1.

Ciepłe słowa znajduję także dla Guardioli, który w moim odczuciu jest najodpowiedniejszym trenerem dla takiego klubu jak Barcelona. Pokora płynąca z jego wypowiedzi jest godna podziwu. A przecież w minionym sezonie wygrał on wszystko, co było do wygrania. Pozostaje życzyć im kolejnych sukcesów, a samemu dążyć do poziomu wyznaczonego przez wczorajszych zwycięzców.

Przyznaję, że Barcelona jest dla mnie jedną z ulubionych „pozaarsenalowych” drużyn. Spełniają praktycznie wszystkie warunki, które określają ich jako zespół godny naśladowania. Jest jednak jedna mała zadra, która boli, szczególnie po bezpośrednim pojedynku. Łatwość, z jaką Katalończycy pokładali się wczoraj na murawie była dla mnie nie do zniesienia. Ich nadwrażliwość na kontakt z rywalem przybierała szczególne znaczenie w początkowej fazie spotkania, gdy wynik oscylował w granicy remisu. Mylę, że Arsenal mógłby być tu dla Barcelony przykładem do naśladowania.

Porażka z Barceloną nie powinna być dla nas wielkim ciosem. Odpadnięcie w tej fazie rozgrywek z Bayernem, CSKA lub jedną z francuskich drużyn mogłoby być traktowane jako wielki cios i rozczarowanie. Tymczasem czytam już pierwsze pomeczowe wypowiedzi Wengera i innych naszych zawodników, w których wszyscy podkreślają wyjątkowość katalońskiej drużyny. Po prostu – najlepsza drużyna świata potwierdziła swoją klasę.

Najważniejszym zadaniem na najbliższe dni będzie stosunkowo szybkie wyrzucenie za siebie wtorkowego wieczoru i pełne skupienie przed środowym pojedynkiem z Tottenhamem. Jeśli przykład Chelsea jest charakterystycznym objawem dla zespołów, które nie muszą już więcej ganiać po całej Europie w rywalizacji Ligi Mistrzów, to jestem podekscytowany kolejnymi meczami Kanonierów. Najbliższe derby północnego Londynu będą miały dodatkowy ciężar gatunkowy. Prócz oczywistego pojedynku z sąsiadami zza między, ważne stanie się także zwycięstwo w kontekście powrotu do ligowego wyścigu o tytuł. Utopienie Kogutów na WHL byłoby dla nas niesamowitym przyśpieszeniem na ostatniej prostej Premier League.

Walczymy dalej!

Tagi: , , , , , ,
  • TWITTER



  • KALENDARZ WPISÓW

    Wrzesień 2010
    P W Ś C P S N
    « sie    
     12345
    6789101112
    13141516171819
    20212223242526
    27282930  

Arsenalizacja on Facebook
Page 1 of 512345