Van Persie vs Bendtner – Holandia ogrywa Danię
Już przed rozpoczęciem tych mistrzostw wiedziałem, że największe emocje budzić we mnie będą spotkania rozgrywane w grupie A (Francja z Meksykiem) oraz E (z naszymi ludźmi w Holandii, Danii i Kamerunie). Poniedziałek był więc dniem szczególnie przeze mnie wyczekiwanym. Jak wskazują wyniki przeprowadzonej wcześniej sondy – nie tylko ja czekałem na debiut Holandii w RPA. Wypatrywałem tego meczu tym mocniej, gdyż po przeciwnych stronach barykady o bramki dla swoich drużyn rywalizować mieli Robin van Persie oraz Nicklas Bendtner. Gdyby przeanalizować ich występy przed turniejem (gole van Persiego w każdym przedmundialowym sparingu), albo ich brak (leczenie urazu przez Bandtnera) nie mielibyśmy wielkich trudności do wytypowania faworyta w konkursie „1st goal”.
Już od pierwszych minut tego spotkania łatwo było zauważyć, że Duńczycy świadomi siły ofensywnej Holendrów, nie zdecydują się na wymianę ognia tak, jak zrobiła to Polska przeciw Hiszpanii. Głęboko cofnięty zespół Mortena Olsena uznał najwyraźniej, iż nawet remis z tak silną drużyna jak Pomarańczowi, można będzie uznać za sukces. Kiedy piłka była w posiadaniu holenderskich obrońców, Bendtner (najwyżej ustawiony zawodnik) poruszał się najczęściej w okolicy środkowej linii – nie wybiegał do pressingu, lecz wspomagał pomocników w obronie. Kiedy Duńczycy przejmowali piłkę, Nicklas miał za cel przede wszystkim utrzymać się przy piłce i poczekać aż dołączą do niego koledzy. Jak widzieliśmy, wychodziło mu to nie najgorzej. Raz zdołał świetnym podaniem uruchomić Kahlenberga. Temu jednak nie udało się w doskonałej sytuacji pokonać Stekelenburga.
W pierwszej połowie to reprezentacja Danii była optycznie lepiej funkcjonującą maszyną. Nasz wieżowiec znalazł się nawet w świetnej okazji do strzelenia bramki. Jego uderzenie głową minęło jednak słupek.
Po przeciwnej stronie boiska niemiłosierne męczarnie przeżywała formacja ofensywna Holandii z Robinem van Persiem na czele. Liczba rywali na metr kwadratowy była tak wysoka, że Pomarańczowi nie mieli szans na swobodne rozegranie piłki przed polem karnym Sorensena. W takiej sytuacji ciężko było myśleć o spokojnym przyjęciu piłki, rozejrzeniu się i oddaniu jej kumplowi. Skutek przynieść mogły jedynie akcje na jeden kontakt.
Jakkolwiek nie patrzyć na ustawienie rywali – dzisiejszy występ van Persiego należy uznać za przeciętny. Gdybym nie widział meczów towarzyskich przed turniejem, mógłbym spodziewać się, iż Robin zwyczajnie wraca do formy po odbytej kontuzji. Tyle tylko, że van Persie w ostatnich dniach popisywał się nieprawdopodobną formą, strzelając bramki w ostatnich trzech sparingach. Ten debiut w RPA traktuję więc jako pewną anomalię, odchył od normy, błąd próby… Jak to mawiają wielbiciele futrzanych zwierząt: pierwsze koty za płoty.
Nie potrafię wyobrazić sobie przebiegu drugiej części meczu (być może byłaby bliźniaczo podobna do pierwszych 45 minut), gdyby nie kuriozalna bramka samobójcza, dająca Holendrom bezcenne prowadzenie. Po straconym golu, Olsen musiał zarządzić odważniejszą grę swego zespołu i atak na rywala. To było dokładnie to, czego potrzebowała wtedy drużyna Oranje. Momentalnie sytuacja odwróciła się i to podopieczni Van Marwijka stali się siła dominującą.
W międzyczasie, w 62. minucie spotkania boisko opuścił Bendtner (podobno już przy ławce rezerwowych opatrywany był przez reprezentacyjnych lekarzy), zaś w 77. minucie zdjęty został van Persie. Poniżej wstawiam statystyki obu naszych zawodników, wraz z zaznaczonym miejscem poruszania się ich po boisku.
Świetnym posunięciem Van Marwijka było wstawienie Elia’i (jak to się odmienia?). Jest to doskonałe świadectwo siły ofensywnej tej drużyny. Gdyby mieli oni podobny potencjał w defensywie, nie obawialiby się potyczek z Hiszpanami czy Brazylijczykami.
Pamiętny wszystkich poprzednich turniejów, których byłem świadkiem, zastanawiałem się, czy i tym razem powtórzy się ta sama historia – Holandia rozgrywa w grupie najpiękniejsze spotkania spośród wszystkich uczestników, po czym jednym słabszym występem w fazie eliminacyjnej eliminuje się z walki o tytuł. No ale skoro z Danią szło im jak po grudzie, to może tym razem będzie inaczej? Może tym razem zbyt szybko odpalili Niemcy, a koledzy Robina (wreszcie niczym rasowa drużyna turniejowa) z meczu na mecz rozpędzać się będzie na dobre? Oby! Dzisiejsze spotkanie pomiędzy Japonią i Kamerunem było dowodem na to, że Oranje mogą w spokoju przygotowywać się do 1/8 finału.
* * *
Zdziwiony byłem wielce, gdy spostrzegłem, iż Paul Le Guen nie desygnował Alexa Songa do pierwszej jedenastki meczu z Japonią. Oczywiście każdy selekcjoner ma swoją wizję drużyny (więc z ciekawością przyglądałem się, kto i dlaczego zajął miejsce Songa w tym meczu). Po tym co zobaczyłem, jestem jeszcze bardziej zdziwiony, iż Alex nie został wprowadzony w trakcie spotkania. Kamerun miał spore problemy z utrzymaniem się przy piłce i ewentualnym przedostaniem się pod pole karne Japończyków. Czy Song nie byłby w tej sytuacji odpowiednim człowiekiem w środku pola?
Ostatecznie Kamerun przegrał mecz z przeciętną i defensywnie zestawioną drużyną z Azji, czym przekreślił sobie praktycznie walkę o awans. Jeśli w tym zespole faktycznie (jak sugerował komentator) zapanował jakiś podział, a Le Guen w taki sposób postanowił zaprowadzić porządek, to współczuję reprezentacji i jej kibicom. Nie zamierzam użalać się nad tą drużyną. Niestety ospały Kamerun nie zasłużył nawet na remis.
Tagi: Alex Song, Bert van Marwijk, Dania, Holandia, Kamerun, Morten Olsen, Nicklas Bendtner, Paul Le Guen, Robin van Persie





