Bądź na bieżąco - RSS

Przed 3. kolejką EPL: Blackburn vs Arsenal

27. Sierpień 2010 | View Comments | Zapowiedź meczu | Mariusz

Jeśli mając za sobą setki lub tysiące obejrzanych meczów piłki nożnej, byłeś przeświadczony, że w tej grze zwyciężają zazwyczaj drużyny lepsze technicznie, lepiej podające piłkę, lepiej przygotowane taktycznie i z lepszymi piłkarzami – to w sobotę Sam Allardyce zrobi wszystko by przekonać cię, że tkwiłeś w błędzie.

Od 2008 roku, gdy Allardyce przybył do Blackburn, Arsenal nie miał większych problemów z pokonaniem jego drużyny. Niestety zmieniło się to w maju tego roku. Wtedy to Blackburn na własnym stadionie ograło Kanonierów 2-1. Co jednak najistotniejsze, wszystkie bramki w tym spotkaniu padały po rzutach rożnych. Swoje oba gole gospodarze zdobyli w ten sam sposób – obstawiając Fabiańskiego swoimi zawodnikami i przeszkadzając mu w interwencji. Pech Polaka polegał na tym, że został okrzyknięty winowajcą porażki, choć tego dnia rozegrał solidne spotkanie.

Wygląda na to, że w sobotnie popołudnie nasi rywale będą mieli jasną i czytelną taktykę przeciw Arsenalowi – stosować dokładnie ten sam schemat wykonywania rzutów rożnych, jak robili to w ostatnim majowym meczu. Możemy być pewni, że Almunia będzie miał pełne ręce roboty. Blackburn trudni się w stałych fragmentach gry. Wszelkie rzuty z autu (równie dalekie jak te Delapa), wspomniane kornery i rzuty wolne, będą głównym celem tej drużyny w pojedynku z ekipą Wengera. Gospodarze mają w składzie dwie niezwykle groźne wieże: Sambę i N’Zonziego i nie zawahają się ich użyć.

Arsenal będzie musiał przenieść się więc z nieba do piekła. Spotkanie z Blackburn w żaden sposób nie będzie przypominało naszego ostatniego meczy z Blackpool. Możemy zapomnieć o otwartej, ofensywnej grze, wyliczonej na wymianę ciosów. Chociaż nie… Ciosy mogą padać, tyle że w walce wręcz przy stałych fragmentach gry. Zespół Wielkiego sama lubi grać na swoim stadionie, czego przykładem może być ich zwycięstwo 1-0 nad Evertonem w pierwszej kolejce. W poprzednim sezonie 3 punkty zdobyły tam jedynie cztery drużyny: Everton, Aston Villa, Tottenham i Man City. Ewood Park jest więc niezwykle trudnym terenem, a z wywiezienia stamtąd kompletu oczek cieszą się wszyscy, niezależnie od zajmowanej w tabeli pozycji.

Po stronie Kanonierów do składu wraca po kontuzji Denilson. Pauzujący z Blackpool za czerwoną kartkę Laurent Koscielny również wraca do składu meczowego. Do wyjściowej jedenastki mogą oczywiście być również włączeni dwaj nasi finaliści z MŚ w RPA: Fabregas i van Persie. Wciąż poza drużyną pozostają: Bendtner, Nasri, Ramsey i Frimpong. Nowy nabytek Arsenalu, Sebastien Squillaci trenował co prawda z zespołem w piątkowy poranek, ale nie został zabrany przez Wengera na spotkanie wyjazdowe z Blackburn.

Oto statystyki przedstawione wczoraj w ATVO. Sam Allardyce i jego bilans meczów z Arsenalem na własnym boisku oraz na Emirates Stadium i Highbury.

W sobotę najbardziej narażoną na siłowe zmaganie się z rywalem będzie rzecz jasna formacja obrony. Na bramce zobaczymy oczywiście Almunię. Wyobrażam sobie jak wiele osób modliło się (łącznie ze mną), by przed meczem z Blackburn był już zakontraktowany w klubie nowy bramkarz. Niestety, nie udało się tego zrobić, więc musimy zawierzyć formie Hiszpana. Mam nadzieję, że nasi trenerzy przygotowali Almunii solidną wyprawkę przed tym meczem, włączając do niej wideo z ostatniego mecz na Ewood park Łukasza Fabiańskiego.Oby Manuel wyciągnął z tego wnioski i przygotował się nawet na walkę wręcz we własnym polu bramkowym.

W defensywie spodziewam się ‘spodziewanej’ czwórki. Ponieważ po odsłużeniu niesłusznej drugiej żółtej (i w efekcie czerwonej) kartki w meczu z Liverpoolem, do zespołu wraca Koscielny, toteż obok Vermaelena winien on pełnić filar naszej defensywy. Po prawej stronie obrony zobaczymy zapewne solidnego Sagnę, a po lewej Clichy’ego. Przyznaję się bez bicia, że gdybyśmy byli dziś w dalszej części sezonu, a Gibbs miałby za sobą kilka rozegranych spotkań, postawiłbym na lewej obronie właśnie na młodego Anglika. W takim meczu jak ten z Blackburn, każdy dodatkowy centymetr wzrostu, może być na wagę punktu.

Skoro więc szukam centymetrów, to nie mogę nie brać ich pod uwagę, kompletując naszą linię pomocy. Dzięki temu, iż do obrony wraca Laurent, poczciwy Song może być w końcu przesunięty na swoja nominalną pozycję defensywnego pomocnika. Obok niego z oczywistych przyczyn widzę Diaby’ego. Abou złapał chyba właściwy rytm i jest już gotowy do gry na wysokim poziomie. Byłoby miło, gdyby potwierdził to przeciw tak wymagającemu fizycznie rywalowi jak Blackburn. No i na koniec trzeci z muszkieterów… W tym wypadku nie chciałbym być w skórze Arsene’a Wengera. Wybór pomiędzy Rosickym a Fabregasem jest niewiarygodnie trudny. Odesłanie Tomasa na ławkę, byłoby dla mnie jak morderstwo. Po tym co chłopak pokazał w ostatnim spotkaniu (ale także w meczu na Anfield), byłaby to dla niego nieprawdopodobna kara. Z drugiej strony mamy jednak Cesca, naszego kapitana i najlepszego zawodnika tej drużyny. Podejrzewam, że w tym momencie wybór pomiędzy tymi dwoma graczami ograniczy się do decyzji, który z nich jest w danym dniu w lepszej formie (a tu przewagę ma chyba Czech). Choć kto wie… Może Boss ich pogodzi i wciśnie do wyjściowej jedenastki obu?

Jeśli trzymać się zasady, by tego co działa i spisuje się całkiem dobrze nie ruszać, powinniśmy zobaczyć w sobotę identyczne trio ofensywne, jakie widzieliśmy przeciw Blackpool. Bezsprzecznie na miejsce w jedenastce zasłużył sobie Walcott. Trzy gole w jednym meczu dają nadzieję, że Theo łapie pewność siebie i wreszcie może zrobić ten niezwykle potrzebny dla jego kariery krok, stać się regularnym zawodnikiem pierwszego składu. Także Chamakh za prace wykonaną przed tygodniem, winien zachować swoje miejsce na środku ataku. Z jednej strony daje nam to ogromną przewagę w grze ofensywnej, przy dośrodkowaniach pod bramką Robinsona. Z drugiej zaś strony jest to kolejny świetnie grający głową zawodnik do bronienia naszej bramki przed kornerami gospodarzy.

W mojej ocenie Arszawin w zupełności odpracował swoje winy ze spotkanie przeciw Liverpoolowi. Z Blackpool zagrał wreszcie tak jak sobie tego życzyłem. Wiem, że krążą poglądy, iż Wenger może zdecydować się na wystawienie w jego miejsce van Persiego. To też jakiś argument – włączenie do składu jeszcze jednego wysokiego gracza. Ja jednak spróbowałbym z Andrzejem. Liczę, że zdołamy utrzymywać się przy piłce znacznie dłużej niż rywal, a Rosjanin wyczaruje choćby jedną świetną akcję. Poza tym, jest on doskonałym zawodnikiem do wyprowadzania kontr – a możemy tylko domyślać się jak często Blackburn będzie wysyłał w nasze pole karne woich wysokich graczy.

Wygląda więc na to, że zaryzykowałbym wyjście na Ewood Park taką drużyną:

Almunia
Sagna – Koscielny – Vermaelen – Clichy
Rosicky – Song – Diaby
Walcott – Chamakh – Arszawin

Nie ukrywam, że sen z powiek spędza mi brak w powyższym składzie Cesca i Robina. Obaj rozumieją się na boisku bez słów i mają niezły bilans meczów z Blackburn. Holender może nawet popisać się strzeleniem im 10 bramek w dziewięciu spotkaniach. Jestem niezwykle ciekawy jak rozwiąże to Wenger i w których miejscach dokona roszady. Prawda jest taka, że mamy dziś niezwykle wyrównaną drużynę i niełatwo jest odsunąć kogoś na ławkę, nawet gdy na jego miejsce ma wskoczyć któryś ze wspomnianej dwójki zawodników.

Oczywiście mecz będzie trudny i wyczerpujący. Musimy przygotować się na totalną walkę fizyczną. Trzymam za nas kciuki, gdyż ewentualne zwycięstwo z Blackburn, w dodatku na wyjeździe, byłoby niezwykłym dopalaczem dla tej drużyny na dalszy etap ligowego sezonu.

Tagi: , , , ,

Przed EPL: Arsenal vs Blackpool

21. Sierpień 2010 | View Comments | Zapowiedź meczu | Mariusz

Realizacja planu (co prawda nieco mozolnie ale) postępuje. Minimum z inauguracyjnego spotkania na Anfield zostało wykonane – punkcik został dostarczony do Londynu. Teraz wchodzimy w kolejny etap naszego projektu, czyli systematyczne i kompletne budowanie zdobyczy punktowej na kolejnych najbliższych rywalach. Na początek beniaminek Premier League – Blackpool.

Jakże byłoby przyjemnie, gdybyśmy ten piękny sierpniowy dzień zapisali w historii Klubu, jako wyjątkowo miłą pamiątkę. Przyjemnie byłoby wrócić kiedyś do kart historii czytając, iż „21. sierpnia 2010 roku, na kilkadziesiąt minut przed wysokim zwycięstwem nad Blackpool, kibice Arsenalu mieli przyjemność uczestniczyć w ‘oficjalnym otwarciu nowych-starych trybun Emirates Stadium’, z uroczystym uruchomieniem Zegara”.

Nasz dzisiejszy rywal został przez bukmacherów nominowany na jedno z ostatnich miejsc tegorocznych rozgrywek EPL. Dziennikarze podkreślają, że Ian Holloway nie dokonał tego lata żadnych specjalnych wzmocnień w swoim zespole i wszedł do Premier League z niewiele silniejszym składem, jakim dysponował w Championship. Dla wielu obserwatorów ich wysokie zwycięstwo (4:0) nad Wigan nie wynikało z dobrej gry beniaminka, ile z fatalnej postawy defensywy zespołu Martineza. Nie mnie oceniać poziom sportowy Blackpool na podstawie jednego spotkania. Choć rozumiem przewidywania wysokiego zwycięstwa Arsenalu, sam jestem nieco bardziej ostrożny.

To co wolno kibicom, zabronione jest piłkarzom. Własnoręcznie udusiłbym każdego z naszych zawodników, gdyby wyszedłby na to spotkanie ze świadomością ogromnej przewagi naszej drużyny nad rywalem. Siłą rzeczy przypomina się lekcja sprzed dwóch lat, gdy w podobnych okolicznościach przyjechało do nas Hull City – ówczesny beniaminek i objawienie Premier League. Był to ich pierwszy mecz ligowy z drużyną Big4 i niewiele osób dawało im szansę chociażby na remis. Ku zdziwieniu wszystkich kibiców, do przerwy utrzymywał się wynik bezbramkowy. W 51. minucie objęliśmy prowadzenie po samobójczym golu McShane, lecz kolejne bramki Geovanniego i Cousin’a dały gościom sensacyjne wyjazdowe zwycięstwo nad Arsenalem.

Ponieważ doskonale pamiętam tamto uczucie zdziwienia pomieszanego z frustracją i niedowierzaniem, byłbym skończonym idiotą, gdybym totalnie zlekceważył i obśmiał przyjeżdżające dziś Blackpool. Musimy mieć świadomość sytuacji, w której znajdują się nasi rywale. Nawet jeśli wcześniej zakładali sobie, że zdobędą w pierwszym spotkaniu 3 punkty, to muszą być ogromnie zadowoleni z tego, w jakim stylu cel ten osiągnęli. Na mecz z Arsenalem przyjeżdżają z nastawieniem podobnym do tego, jakie mieli zawodnicy Hull przed dwoma laty. Już przed meczem ustawieni są na pozycji, w której nie mogą niczego stracić. Gdyby jednak sytuacja potoczyła się dla nich szczęśliwie, zyskać mogą wszystko. Właśnie głównie dlatego, nawet najsilniejsi, wolą mierzyć się z beniaminkami w dalszej części sezonu, kiedy ekscytacja nowicjusza zostanie utemperowana kilkunastoma meczami.

Według osób śledzących rozgrywki Championship, nasz beniaminek jest zespołem specyficznym. Ponieważ nie miałem okazji widzieć Blackpool w ich spotkaniach minionego sezonu, pozostaje mi wierzyć, że grają oni nadzwyczaj ofensywny futbol. Przywykliśmy do tego, iż większość klubów awansujących do Premier League charakteryzuje się raczej brutalnością gry, niż finezją, polotem i odważnym atakowaniem rywala. Gdyby faktycznie Blackpool miało na Emirates wejść z nami w otwarte starcie, bylibyśmy z tego powodu ogromnie radzi. Więcej miejsca na tyłach wroga + szybki Walcott = to co tygryski lubią najbardziej. Co więcej, nasz dzisiejszy rywal podobno specjalizuje się głównie w grze do przodu. Jeśli chodzi o defensywę, nie wygląda to u nich już tak korzystnie.

W zespole Arsenalu zaszły małe zawirowania. W porównaniu ze składem z ostatniego meczu nie zobaczymy dziś na pewno: Laurenta Koscielnego (pauzuje za czerowną kartke), Samira Nasriego (uraz łąkoptki wykluczył go na najbliższy miesiąc) oraz Emmanuela Frimponga (zerwanie więzadeł krzyżowych kolana i wyłaczenie z gry na 6-9 miesięcy). Do składu zostaną jednak włączeni: Cesc Fabregas, Alex Song i Johan Djourou. O długoterminowych urazach (w tym Bendtnera) nie wspominam.

Ponieważ trudno jest z perspektywy Polski ocenić formę i gotowość do gry każdego z naszych zawodników, niełatwo też przewidzieć jakich ruchów dokona Wenger w zestawieniu składu na dzisiejszy pojedynek. Czy Boss zdecyduje się wyjść w pierwszym składzie z Cesciem, Songiem i Robinem, czy może będzie stopniowo wprowadzał ich do gry w nowym sezonie?

Obsada bramki nie powinna pozostawiać złudzeń. Pod nieobecność nowego transferu i w związku z zapowiedzią Wengera, iż GK z meczu przeciw Liverpoolowi będzie naszym nr 1 tego sezonu, wynika, że dzisiejszego popołudnia zobaczymy w bramce Almunię. Mówi to ni mniej ni więcej, że Hiszpan w obecnej formie jest i tak lepszy od wszystkich pozostałych bramkarzy Arsenalu.

Dość szybko, bo już po pierwszym spotkaniu ligowym przekonaliśmy się jak słabo wygląda nasz środek obrony pod względem tzw. zaplecza. Za czerwony kartonik nie zagra Koscielny, więc zwracamy się w stronę rezerwowych w poszukiwaniu jego zastępstwa.

Tak naprawdę kandydatów mamy dwóch. Jednym z nich (i zdawałoby się, że bardziej oczywistym) jest nominalny trzeci CB, czyli Johan Djourou. Drugim natomiast, etatowy defensywny pomocnik – Alex Song. Wybór niestety nie jest wcale taki oczywisty, ponieważ Szwajcar dopiero co wrócił do treningów po kontuzji (która zakończyła się zaskakująco szybko – bo jeśli dobrze pamiętam, Johan miał pauzować do końca sierpnia). Song nie rozegrał za to do tej pory ani jednego spotkania, toteż trudno powiedzieć jak wygląda jego forma po kilku tygodniach treningów.

Postawmy sprawę jasno. Gdyby w sobotę swojej szansy (bo chyba tak to trzeba nazwać) nie dostał Djourou, oznaczałoby to tyle, że status naszego rezerwowego obrońcy nie jest wcale najwyższy. Jak wiele podobnych okazji do gry dostanie Szwajcer, jeśli sprowadzimy do Londynu doświadczonego defensora, a Verma i Kos unikać będą groźniejszych urazów? Jeśli dziś AW postawiłby na Songa, mógłby mocno podkopać pewność siebie Johana i ‘zablokować go’ na dalsze tygodnie sezonu. No chyba, że Djourou sam będzie czuł jeszcze skutki kontuzji…

Jeśli wszystko jest w porządku ze zdrowiem Johana, to spodziewam się jego gry w środku obrony wraz z Verminatorem. Po lewej stronie raz jeszcze zobaczyć możemy Clichy’ego. Sęk w tym, że jego przewaga nad Gibbsem jest tak mała, iż nawet przeciętny występ przeciw Blackpool, może stać się dla niego problemem w utrzymaniu miejsca w wyjściowym składzie. Czy ktokolwiek będzie zdziwiony, jeśli nagle w tym lub w następnym spotkaniu w wyjściowym składzie pojawi się własnie Kieran? Oczywiście, że nie. Weneger ma znakomitą okazję, by pojedynczymi meczami dla Anglika, motywować Gaela do jeszcze lepszej gry i cięższej pracy na rzecz drużyny. Korzyści z tej sytuacji odniosą wszyscy.

Gdybyśmy mieli właśnie końcówkę poprzedniego sezonu, na prawej stronie obrony zobaczylibyśmy pewnie Eboue, który występował na tej pozycji głównie przeciw słabszym drużynom w spotkaniach domowych. Myślę jednak, że tym razem Wenger ponownie postawi na Sagnę, zachowując Bułę jako zmiennika, którego mógłby później wykorzystać jako cover zarówno w defensywie, jak i w formacji ofensywnej.

Moja formacja pomocy na Blackpool składałaby się przede wszystkim z Songa. Jeśli chcemy mieć z niego duży pożytek w tym sezonie, powinniśmy pozwolić mu na maksymalne zgrywanie się z nowymi zawodnikami, desygnując go na pozycję, na której będzie nam najbardziej potrzebny. Obok niego chętnie zobaczyłbym Rosicky’ego. Mały Mozzart usiadł przed tygodniem na ławce, ustępując miejsca Nasriemu. Kiedy pojawił się jednak na boisku, dał pokaz wyjątkowej gry, czym momentalnie zmienił obraz spotkania. Myślę, że w sytuacji gdy brakować będzie nam Samira, a Cesc potrzebuje 1 lub 2 spotkań do przetarcia, Czech powinien dostać od Wengera szansę na poprowadzenie naszej gry. Obok tej dwójki najchętniej wystawiłbym jeszcze Jacka Wilshera. Zastanawiam się jednak, czy w ostateczności Wenger nie zdecyduje się na Diaby’ego, jako ważny element przy wszelkich stałych fragmentach gry.

W ofensywie wybierać i selekcjonować możemy do woli. Osobiście przewiduję trio w składzie: Andriej Arszawin, Marouane Chamakh oraz Theo Walcott. Czemu? Fakt, za to co Rosjanin pokazał w spotkaniu z Liverpoolem najchętniej posadziłbym go na ławce i przykładnie wystawił do gry Velę. Wchodząc jednak w buty Wengera, spodziewam się, iż Andrzej dostanie tak zwane ‘koło ratunkowe’ w postaci startu w dzisiejszym meczu. Jeśli jego ‘teamwork’ nie eksploduje, zarówno on jak i cały zespół może na tym wiele stracić. Chamakh wywalczył sobie miejsce na dzisiejszy mecz, występem sprzed tygodnia. Ponieważ Robin wciąż buduje formę, jako takiej rywalizacji pomiędzy nimi jeszcze chyba nie ma. W przypadku korzystnego wyniku zmiana tych panów w drugiej połowie meczu, byłaby chyba najodpowiedniejszym posunięciem. Po prawej stronie chcę zobaczyć wreszcie pewnego, zdecydowanego i przebojowego Walcotta. Wszyscy wokół powtarzają, że Theo jest całkiem dobrą opcją jako zmiennik, szczególnie na podmęczonych rywali. Tyle tylko, że sam zawodnik walczy o miejsce w podstawowym składzie, a w rywalizacji z Eboue wcale nie wygląda na zdecydowanego faworyta. Jeśli chcemy pomóc Anglikowi w przeskoczeniu pewnego poziomu, to mecz przeciw Blackpool jest ku temu idealnym wyzwaniem.

Moja przewidywana jedenastka na ten mecz prezentuje się mniej więcej tak:

Almunia
Sagna – Djourou – Vermaelen – Clichy
Song – Rosicky – Wilshere
Walcott – Chamakh – Arszawin

Oczywiście miło byłoby zobaczyć od pierwszych minut Fabregasa. Byłbym jednak nieco zdziwiony, gdyby wyszedł on dziś w podstawowym składzie, skoro przed tygodniem nie zmieścił się nawet na ławce rezerwowych. Początek sezonu jest dla nas sprzyjający, gdyż nie musimy walczyć w eliminacjach do Ligi Mistrzów, a prócz Liverpoolu mamy stosunkowo korzystny układ spotkań. Mamy wiec do rozegrania tylko jedno spotkanie tygodniowo. Być może Wenger świadomy tych okoliczności, próbuje „przesunąć” początek sezonu dla niektórych uczestników MŚ w RPA. Jeśli faktycznie uda mu się to zrobić, nie tracąc przy tym punktów z teoretycznie słabszymi drużynami, zyskamy dodatkowy miesiąc dla tak kluczowych zawodników jak Alex, Cesc czy Robin.

Ponieważ zarówno Arsenal, jak i Blackpool nie mają obrzydzenia do gry ofensywnej, spodziewam się zobaczyć dzisiaj solidną dawkę dobrego futbolu, okraszoną niemałą liczbą goli. Trzymam kciuki, by nasi kibice z Clock End i North Bank mieli okazję do obejrzenia wielu wspaniałych bramek.

Tagi: , , , , ,

Wenger zostaje do 2014. Przed meczem EPL: Liverpool vs Arsenal

15. Sierpień 2010 | View Comments | Zapowiedź meczu | Mariusz

Nie w taki sposób spodziewałem się usłyszeć o podpisaniu kontraktu z Arsenem Wengerem. Przygotowałem się już nawet na przedłużające się negocjacje, dyskusje, analizy i przeciąganie decyzji do wiosny. Myślałem, że wszystko (z punktu widzenia kibica) zawiśnie na włosku i jeden grymas twarzy PHW może decydować o być albo nie być Wengera. Tymczasem informacja o podpisaniu nowej umowy do 2014 roku pojawiła się niby mimochodem, w dniu inauguracji nowego sezonu i na dzień przed meczem z Liverpoolem.

Nie zamierzam ukrywać swojej radości, że Boss związał się z nami na kolejne lata. Wielu z nas czuje, że produkt nad którym trwały prace przez ostatnie lata, wreszcie wydaje się być na ukończeniu. Brakuje tylko tej małej iskierki w postaci zdobytego trofeum… iskierki, która pozwoliłaby na rozpalenie na nowo emocji tych wszystkich kibiców, którzy przez ostatnie sezony popadli w głuchy sen.

Nie powinniśmy się dziwić, że Francuz zdecydował się na przedłużenie kontraktu, jeśli przeanalizujemy jego pracę jaką wykonał do tej pory. Boss podkreślał, że związanie się z londyńskim klubem na kolejne lata, oznaczać będzie zakończenie jego trenersko-menadżerskiej kariery właśnie w Arsenalu. Bądźmy uczciwi – Wenger odwalił najbrudniejszą robotę. Przeprowadził nas przez najbardziej wzburzone fale, finansując budowę nowego stadionu i przebudowując Highbury. Z roku na rok sytuacja finansowa Arsenalu poprawia się tak szybko, że za chwilę zapomnimy o jakimkolwiek obciążeniu związanym z kredytowaniem naszych inwestycji.

Jakim dobroczyńcą musiałby być Arsene dla swego następcy, gdyby w tym momencie odszedł z Klubu, który kocha i traktuje jak swój dom? Historia mogłaby okazać się dla niego bezlitosna. Dziś znacznie łatwiej (niż przed trzema laty) o sukces, z taką sytuacją finansową, jaka panuje na Emirates. Rywalizacja Wengera z Chapmanem wciąż nie jest jeszcze jednoznacznie wygrana, bo są ludzie, którzy cenią sobie wyżej historię lat 30-tych, niż obecną transformację Klubu. AW wciąż walczy o swoje miejsce w sercach milionów kibiców (bo w historii Arsenalu zapisał się już dawno). Ma teraz do wygrania i do udowodnienia coś znacznie ważniejszego. Jeśli mu się to uda, bez wątpienia stanie się wyjątkowym człowiekiem futbolu, prekursorem, który dzięki uporowi i jasnej wizji, potrafi przeciwstawić się wielkiej piłkarskiej machinie. W interesie nas wszystkich leży to, by Wenger w swej drodze nie poległ.

***

Za nami pierwsze mecze sezonu. Manchester City udowadnia po raz kolejny, że pieniądze szczęścia nie dają. Green broni moich racji, że nie jest bramkarzem lepszym do Almunii. Natomiast Chelsea rozjechała West Brom, jakby nie zauważyła, że poprzedni sezon skończył się w maju i mamy za sobą kilka miesięcy przerwy. Dziś swoimi emocjami dzielą się fani Kanonierów i The Reds.

Tylko najstarsi górale są w stanie przypomnieć sobie porażkę Arsenalu na inaugurację rozgrywek. Choć statystyki w tym elemencie przemawiają na naszą korzyść, to warto pamiętać, że nie często trafia nam się w pierwszej kolejce rywal klasy Liverpoolu. Z jednej strony The Reds są jedyną drużyną z tzw. big4, która „leżała” nam w minionych sezonach. Ostatnią ligową porażkę na Anfield zanotowaliśmy w sezonie 2006/07 (4:1). Od tamtego czasu z zespołem Beniteza nie przegraliśmy w Premier League ani jednego meczu. W poprzednim sezonie, gdy dopadł ich największy kryzys od lat, ograliśmy ich co prawda dwukrotnie, lecz zwycięstwa te nie przyszły łatwo. W obu przypadkach byliśmy lepsi tylko o jedno trafienie.

Liverpool jest zdeterminowany by powrócić do pierwszej czwórki. Z wiadomych powodów, wśród kibiców Liverpoolu nie słyszy się zbyt wiele rozmów na temat walki o tytuł. Po odejściu Beniteza na stanowisko managera zatrudniono dotychczasowego opiekuna Fulham, Roya Hodgsona. Ta wiadomość nie uszczęśliwiła zapewne fanów Arsenalu, gdyż akurat ten pan potrafił napsuć Kanonierom krwi w jego dotychczasowych pojedynkach z Wengerem. Craven Cottage nigdy nie było dla nas łatwym terenem. Jak potoczy się współpraca zasłużonego managera z jego nowym pracodawcą? Czy będzie on starał się przenieść swoje metody z Fulham, czy może podporządkuje się i zaakceptuje styl gry preferowany do tej pory przez Liverpool?

Poprzednie lata systematycznie odsłaniały słabość Liverpoolu w najważniejszych momentach sezonu. Zespół ten opierał się na szkielecie, który stanowili: Pepe Reina, Steven Gerrard i Fernando Torres. Kiedy brakowało jednego z tej trójki lub nie dopisywała komuś forma, The Reds natrafiali na poważne kłopoty, nawet w rywalizacji z najsłabszymi zespołami ligi. Najwyraźniej stwierdzono, iż warto to grono poszerzyć, więc sprowadzono do klubu Joe Cole’a. W przeciwną stronę udał się za to Yossi Benayoun, toteż transferowy bilans nie jest tak korzystny jak mógłby być.

Dotychczasowe spotkania The Reds mogą napawać ich kibiców nadzieją. Hodgson najwyraźniej znalazł z szatnią wspólny język. Na dodatek ostatni występ Gerrarda w meczu reprezentacji Anglii i jego dwie wyjątkowej urody bramki, wskazują, iż kapitan Liverpoolu znajduje się w świetnej dyspozycji i może być ważnym aktorem dzisiejszego meczu. Nie wystąpi natomiast Torres. Napastnik nie zdążył wykurować się z kontuzji.

Arsenal przyjedzie na Anfield ze swoimi problemami. Tym największym wydaje się być bramkarz (czy może raczej jego brak?). Tak jak do wczoraj wierzyłem, że jednym z priorytetów Wengera w obecnym okienku transferowym (obok zakupu obrońcy) będzie sprowadzenie doświadczonego bramkarza, tak po tym co przeczytałem na oficjalnej stronie Klubu – zaczynam mieć małe wątpliwości. Jak bowiem rozumieć wypowiedź Bossa, kiedy stwierdza on, iż ten z bramkarzy, który zostanie wybrany do pierwszego składu na mecz z Liverpoolem, będzie naszym GK nr 1?

Czy to tylko kolejna zagrywka Bossa, mająca podbudować naszych bramkarzy, czy faktyczne plany na przyszłość? Czy AW naprawdę chce się podjąć aż tak dużego ryzyka, by rzucić się na to wzburzone morze, mając za majtków dwóch tak niepewnych bramkarzy?

Po serii meczów towarzyskich, chyba każdy rozgarnięty kibic orientował się, że do roli pierwszego bramkarza Arsenalu szykowany był/jest Fabiański. Od początku pre-seasonu aż do Emirates Cup nie miałem do niego żadnych zastrzeżeń. Dopiero spotkania Łukasza z Legią oraz jego występ przeciw Kamerunowi dały mi mocno do myślenia. Czuję jednak, że Wenger, litościwy miłośnik dawania szansy upadłym talentom, postawi dzisiejszego wieczoru na Fabiana. Obyśmy nie musieli tylko po meczu zastanawiać się: co by było gdyby…

Linia obronna wybiegnie prawdopodobnie w zestawieniu, jaki widzieliśmy na Łazienkowskiej. Zestawienie z Sagną, Koscielnym, Vermaelenem i Clichym jest na dzisiaj chyba najbardziej optymalnym rozwiązaniem. Niepokoi fakt, iż ten zestaw w ostatnim sparingu pozwolił pokarać się ze strony polskiego klubu tyloma golami. Wypada wierzyć chłopakom, że koncentracja na Anfield stać będzie na wyższym poziomie, niż podczas wycieczki do Warszawy. Gael musi mieć świadomość, że tylko dobre występy są w stanie zagwarantować mu miejsce na lewej obronie. Kieran Gibbs (tak jak to uczynił w ostatnim meczu reprezentacji Anglii) stara się przekonać Wengera do obsadzenia go na tej właśnie pozycji. Środek obrony mamy dziś całkowicie goły. Vermaelen i Koscielny to jedyna nasza sensowna opcja na to spotknie. Pod nieobecność kontuzjowanego Djourou brak nawet solidnych zmienników. Transfer conajmniej jednego środkowego obrońcy to dzisiaj więcej niż obowiązek.

Prawdziwe szachmatki zaczynają się dla Wengera w formacji pomocy. Jak ważnymi zawodnikami dla tej linii są Fabreagas i Song, mogliśmy sie przekonać już w ostatnim sezonie. Tym razem Alex nie będzie do naszej dyspozycji, natomiast Cesc po powrocie z Meksyku wciąż nie jest jeszcze w pełni przygotowany do sezonu. Frimpong całkiem fajnie wyglądał w meczach przedsezonowych. Nie wiem jednak czy walka w środku pola z Gerrardem to coś, na co moglibyśmy się zdecydować na tym etapie jego kariery i naszego sezonu. Jeśli zdolni do gry będą Denilson z Diabym, całkiem możliwe, że to któryś z nich zostanie delegowany do wyjściowej jedenastki. Nie zapominajmy, że jest też Jack Wilshere, błyszczący regularnie we wszystkich meczach towarzyskich przed sezonem. Pod nieobecność Fabregasa, rolę naszego kapitana w środku pola przejąć powinien Nasri. Ta wschodząca gwiazda, może zaliczyć doprawdy wyjątkowy dla siebie sezon.

Z przodu też jest pewne pole manewru. Za pewnik uznać należy obecność człowieka, który jest prawdziwym koszmarem Pepe Reiny. Nikt inny nie ma tak miłych wspomnień z Anfield jak Andriej Arszawin. Na środku ataku wyjdzie zapewne Chamakh, zaś po prawej stronie dylematem pozostaje to, czy rzucić Walcotta do gry od pierwszej minuty, czy też zastosować go jako zmiennika od 60-70 minuty meczu?

Przewidywany skład na to spotkanie:

Fabiański
Sagna – Koscielny – Vermaelen – Clichy
Nasri – Denilson (Diaby) – Wilshere
Walcott – Chamakh – Arszawin

Co do dwóch naszych finalistów MŚ… Spodziewam się, że obaj usiądą na ławce rezerwowych i stanowić będą nasze zabezpieczenie w przypadku jakiegoś bliżej nieokreślonego niepowodzenia. Trudno mi określić ich stan przygotowania do sezonu. Pamiętam jednak pewien wywiad z Robinem, który miał miejsce wiosną. Holender mówił tam, że nigdy nie potrzebował zbyt dużo czasu na powrót do gry na wysokim poziomie. Kilka dni później pojawił się na boisku po raz pierwszy od 5 miesięcy, w meczu z Tottenhamem i zaprezentował się znakomicie. Nie wiem czy fizycznie podołałby już 90. minutom gry, ale jako zmiennik na pewno jest w stanie dać nam upragnionego gola. Z Fabregasem może być podobnie. Taki podwójny dopalacz w drugiej połowie meczu, mógłby być nie lada bonusem. Szkoda, że podobnymi atutami nie dysponujemy w defensywie.

Wszystko czego sobie życzę, to zwycięstwa. W odróżnieniu od innych czołowych zespołów, mielibyśmy za sobą już jeden z trudniejszych kroków tej długiej batalii. Liverpool napsuje krwi jeszcze niejednej drużynie. Uporanie się z nimi na Anfield, przyniosłoby spokój w kolejnych ważnych spotkaniach z teoretycznie słabszymi zespołami.

Tak więc zaczynajmy nowy sezon! Come on you Gunners!!!

Tagi: , , , , ,
  • TWITTER



  • KALENDARZ WPISÓW

    Wrzesień 2010
    P W Ś C P S N
    « sie    
     12345
    6789101112
    13141516171819
    20212223242526
    27282930  

Arsenalizacja on Facebook
Page 1 of 131234510...Last »